"Wziął ślub z Panią Biedą". Inspirujące losy i droga do nawrócenia świętego z Asyżu

"Wziął ślub z Panią Biedą". Inspirujące losy i droga do nawrócenia świętego z Asyżu

Dodano: 
Okładka książki ks. prof. Andrzeja Zwolińskiego pt. Franciszek. Ilustrowana biografia wielkiego świętego, wyd. Fronda
Okładka książki ks. prof. Andrzeja Zwolińskiego pt. Franciszek. Ilustrowana biografia wielkiego świętego, wyd. Fronda 
Swoim przykładem i bezkompromisowością porywał i nawracał wiernych. Jako pierwszy w historii przyjął na siebie stygmaty Męki Pańskiej. Chociaż stronił od sławy i zaszczytów, święty Franciszek stał się wielkim reformatorem Kościoła.

Św. Franciszek urodził się jako Giovanni di Pietro di Bernardone, syn bogatego kupca, zajmującego się handlem drogimi tkaninami. Został rycerzem i jako konny wojownik wziął udział w bitwie pod Collestradą jako przeciwnik… wojsk papieża. Po klęsce stracił zainteresowanie uczestnictwem w zabawach, wojnach oraz pracą u ojca. Rozdawał hojne jałmużny i całował po rękach trędowatych...

Niniejszy tekst to fragment książki ks. prof. Andrzeja Zwolińskiego pt. Franciszek. Ilustrowana biografia wielkiego świętego, wyd. Fronda

NAWRÓCENIE

„Niekiedy zbyt słaby jest bodziec popychający nas ku Bogu i zdaje się niemal, że Bóg milczy... dlatego nawrócenie jest przede wszystkim łaską, o którą trzeba Go prosić” – powiedział papież Franciszek w rozważaniu przed modlitwą Anioł Pański w grudniu 2020 roku. Zaznaczył, że istotnym elementem nawrócenia jest pragnienie poszukiwania Boga, które ostatecznie, dzięki Jego łasce, prowadzi nas do komunii z Nim.

Nawrócenie to przede wszystkim proces, co wiąże się ze „zmianą kierunku i orientacji – powiedział papież. – Chodzi zatem o zmianę mentalności”. „Z nawróceniem wiąże się żal z powodu popełnionych grzechów, pragnienie uwolnienia się od nich, postanowienie wyrugowania ich z życia na zawsze. Aby wykluczyć grzech, trzeba także odrzucić wszystko, co się z nim wiąże: mentalność światową, przesadne cenienie wygody, przyjemności, dobrego samopoczucia, bogactwa. Przykład tego oderwania przedstawia nam po raz kolejny Ewangelia w postaci Jana Chrzciciela: człowieka surowego, który wyrzeka się rzeczy zbędnych i szuka tego, co istotne. Oto pierwszy aspekt nawrócenia: oderwanie od grzechu i światowości”. Inny istotny element nawrócenia wiąże się z pragnieniem „poszukiwania Boga i Jego królestwa”. Dlatego nie jest celem samym w sobie rezygnacja z wygód i mentalności świata, lecz ma to nas prowadzić do osiągnięcia komunii z Bogiem.

Fragment witraża w kościele św. Barbary (Kutna Hora, Czechy). Przedstawia modlących się św. Alojzego, św. Monikę, św. Franciszka z Asyżu i św. Józefa

Proces „zmiany mentalności” to trudna droga: „Istnieje bardzo wiele więzów, które trzymają nas blisko grzechu: niestałość, zniechęcenie, niegodziwość, szkodliwe środowisko, złe przykłady. Niekiedy zbyt słaby jest bodziec popychający nas ku Bogu i zdaje się niemal, że Bóg milczy. Jego obietnice pocieszenia wydają się nam odległe i nierealne (por. Iz 40, 1. 11). Wówczas mamy pokusę, by powiedzieć, że prawdziwe nawrócenie jest niemożliwe, i zamiast nawrócić się od świata do Boga, grozi nam trwanie w «ruchomym piasku» kiepskiego życia”. Wszystkie przytoczone elementy nawrócenia miały także miejsce w życiu Franciszka z Asyżu.

Zmagał się on ze sobą przez wiele lat – od świadomych lat dziecięcych. Wielu podkreśla, że obok wesołkowatego życia zawsze trwało w nim pragnienie uczynienia czegoś więcej, bardziej radykalnego traktowania wskazań Ewangelii. To efekt życia na granicy dwóch światów: bogactwa i przepychu, a z drugiej strony – spotykanych na ulicach Asyżu biednych ludzi, żebrzących przed kościołami i na rynku pośród uśmiechniętych i rozbawionych młodych ludzi.

Franciszek z radością udzielał pomocy proszącym o nią – rozdawał im pieniądze, czasem wszystkie, jakie posiadał, w sklepie wręczał materiały przeznaczone na sprzedaż, zawsze dumny z pokonania biedy w życiu choćby jednego człowieka. Był przekonany, że żebrzący biedak odziany w łachman skrywa pod nim gorące serce, które chce być kochane. Że ślepy – poza kalectwem – ma światło swego serca, chociaż brakuje go w jego oczach. Napotykane przypadki biedy usilnie domagają się odpowiedzi na pytanie, czy widzący, odziany bogato Franciszek jest rzeczywiście szczęśliwy…

W obdarowywaniu biednych zawsze był hojny. Czynił to spontanicznie i często ponad miarę, zaskakując swoją dobrocią. Były to jednak najczęściej działania odruchowe, spontaniczne, bez rozmysłu. Dojrzewał powoli do Bożego uzasadnienia swego dobra.

Niekiedy sami obdarowani zadawali mu pytania o sens jego działań – jeden z biedaków wprost pytał o motywację jego postępowania („Chcesz wyjść na dobrego przez ubranie się w łachmany?”). Nie można z biedakami robić, co się zechce, tylko dlatego, by we własnych oczach – obłudnie – wyjść na dobrego. Pytający nie miał zębów i mówiąc to do Franciszka, pluł na jego twarz. Ten odsunął się więc od niego, co jeszcze bardziej prowokowało biedaka do zadawania pytań o obłudę i pustkę gestów.

Doświadczenie samotności, którą coraz częściej wybierał, pozwalało mu dostrzec w biednych wartości, których wcześniej nie dostrzegał. Szybko stał się ulubieńcem biedoty Asyża – ubodzy szukali kontaktu z nim nie tylko dla zyskania datków pieniężnych, ale też po to, by chociaż przez chwilę poczuć się w pełni człowiekiem, szanowanym i wspieranym także duchowo.

Każde cierpienie, własny niedostatek i brak sił przypominały o właściwej mu kondycji, która nie była zbyt mocna. Brat Celano opisuje Franciszka, podkreślając jego wątłą budowę ciała: „Był człowiekiem średniego wzrostu, raczej drobny niż wysoki, o twarzy radosnej i pełnej życzliwości. Głowa okrągła, czoło niskie, oczy czarne, lecz łagodne, brwi proste, nos prosty cienki, uszy małe, jak gdyby nasłuchujące, język ostry i żarliwy, głos porywający i słodki, zęby ścisłe, białe i równe, usta wąskie, broda rzadka, szyja szczupła, ramiona krótkie, palce długie, paznokcie długie, noga sucha, stopa mała, ciała mało lub wcale”.

El Greco, "Św. Franciszek"

Po powrocie z więzienia z Perugii, chociaż szybko powrócił do dawnego stylu życia, jednak był znacznie osłabiony chorobą. W wieku 23 lat doświadczył obłożnej dolegliwości, która stworzyła sposobność przemyślenia wielu istotnych spraw. Pisano o nim, że „nigdy nie był tęgiego zdrowia: i „od najwcześniejszej młodości stan jego wymagał stale opieki”.

W czasie choroby częściej uciekał w samotność, w długie spacery po okolicznych lasach i wioskach. To wówczas – jak sugerowano – rozważał kruchość ludzkiego istnienia i zmienność losu, który czas zabawy szybko spycha w próżnię. Zaczynał rozumieć, że błędem jest przywiązywanie się do dóbr, które tak szybko potrafią zniknąć z życia, rozczarowują i pozostawiają w smutku.

W czasie przygotowań do wyprawy do Apulii napotkał rycerza bardzo nędznie odzianego, którego niewiele chroniło. Zrozumiał, że powinien podzielić się z nim tym, co posiada, i wręczył mu część swego wyposażenia.

Po tym spotkaniu, we śnie, ujrzał własny dom rodzinny pozbawiony kosztownych tkanin na sprzedaż. W ich miejsce dom był cały wypełniony elementami zbroi – hełmami, puklerzami, siodłami, włóczniami i różnego rodzaju uprzężą. Nie wiedział, co oznacza ten sen i do czego go przygotowuje – być może zapowiada jego karierę rycerską? Chociaż z drugiej strony coraz mocniej rozumiał, że nie miecz czyni człowieka mocnym.

Kiedy zawrócił z drogi na trzecią w swoim życiu rycerską wojnę i sam powrócił do Asyżu, po pierwszym zaskoczeniu zjawili się jego towarzysze zabaw, aby odmienić jego posępny nastrój. Może podsunął im tę myśl sam ojciec Franciszka, chcący wyrwać go z zadumy i milczenia. Ojciec bowiem mniej niepokoił się, gdy syn włóczył się po tawernach, niż gdy w milczeniu chodził bez celu ulicami miasta, odwiedzał ubogich i dawał im jałmużnę. Przyjaciele poprosili Franciszka, by został, jak to było wielokrotnie wcześniej, „królem młodzieży”. Wręczyli mu berło i zaciągnęli na biesiadę. Po uczcie, gdy wracali do swoich domów jak zwykle ze śpiewem na ustach, Franciszek szedł za nimi w pewnej odległości, nie podejmując śpiewu. W pewnym momencie znikł im z oczu, tak że trzeba było go szukać.

Odnaleźli go pogrążonego we własnych myślach, jakby zadumanego. Zadali mu wówczas pytanie: – Co ci jest, że nie idziesz z nami? Czy rozmyślasz o ożenku? Czyżby twoja miła pozbawiła cię rozsądku i nie pozwalała się zabawić?

Wówczas zaskoczonym odpowiedzią kolegom wyznał twierdząco: – Prawdę powiadacie. Zamierzam pojąć żonę. A ta, której wiarę zaprzysiąc pragnę, jest wielce szlachetna, piękna, bogata i mądra, tak że żaden z was podobnej nie oglądał”. Sam – jak później twierdził – jeszcze w tym momencie jej nie znał, ale pilnie poszukiwał, powoli ją stwarzał, aż na kartach Ewangelii odkrył, że to Pani Bieda.

Ta zabawa z rówieśnikami była ostatnią w jego życiu. Pozostał wierny swemu ówczesnemu oświadczeniu i pilnie szukał – w zadumie i często samotnie – komu ma poświęcić swoje życie, by było cenne, szczęśliwe i by obfitowało.

W pewnym momencie życia Franciszek zauważył, że jedynym sposobem wypełnienia swoich dni jest pozostanie miles Christi – Rycerzem Chrystusa. To byłaby konsekwencja jego wcześniejszych marzeń, które pielęgnował wiele lat. W jednym z jego snów zobaczył Jezusa trzymającego szaty, które Franciszek przekazał biedniejszemu od siebie rycerzowi. Jezus miał mu oznajmić, że w nagrodę za okazane miłosierdzie wszystko, co Franciszek widział we śnie, całe uposażenie zamku, uzbrojenie i bogactwa będą należały do niego i jego towarzyszy, rycerzy walczących razem z Franciszkiem pod jednym sztandarem.

Giotto, Sen Innocentego III, w którym św. Franciszek podtrzymuje Bazylikę na Lateranie - to symbol ratowania Kościoła

Będzie się mienił „heroldem wielkiego Króla”, „chorążym Chrystusa”. Nazwie swych braci „rycerzami Okrągłego Stołu” – przywołując znane historie z pieśni trubadurów. Będzie rycerski przez swoją odwagę, prawość, wstręt do wszelkiego zła, szczodrobliwość. Jego damą serca będzie zaś Pani Bieda, której hojnie będzie służył.

Zrozumiał, że jako homo legalis – „człowiek wolny” od wszelkiego przywiązania do rzeczy materialnych może zawsze podjąć działania, ryzykując nawet życie, stawić się na każde wezwanie zwierzchności, bez wykrętów i uników, które oznaczałyby tchórzostwo niegodne rycerza. Na jego świętości szczególne znamię pozostawią honor i wierność.

Tak więc Franciszek przez pierwszą część swego życia wykazywał aspiracje, by przyswoić sobie cechy dworzanina i rycerza, pozostając jedynie bogatym kupcem. Miał jednak w sobie odwagę przeskoczyć inną ze społecznych barier swojej epoki – jako świecki, a nie duchowny, oddać się modlitwie i realizacji zasad Ewangelii. W ten sposób ponownie naruszał podstawową zasadę społeczeństwa, opartą na rygorystycznym podziale na ordines – na ściśle wyznaczone i przypisane specyficznym obowiązkom warstwy społeczne.

Gdy kolejny raz ściągał z siebie ubranie, aby oddać je biedocie, ze słowami: – Tobie bardziej przystoi bogata odzież niż mnie, który niczym na nią nie zasłużyłem! – łamał kolejne bariery i zostawiał dawne izolowane obszary społeczne otwartymi. Reakcja obserwujących te sceny była jednoznaczna: podejrzewano go, że oszalał, gdy w żebraczych łachmanach obcych sobie ludzi powracał ulicami miasta do swego domu. Pojawiały się więc śmiechy, a nawet krzyki i oznaki pogardy – sam się przecież stawiał poza środowiskiem codziennej pracy, modlitwy i zabawy.

Franciszek jednak nadal poszukiwał ostatecznych rozstrzygnięć dla swego życia. Znajduje wreszcie swego powiernika – „młodziana wiekiem równego” – jednego z dawnych towarzyszy zabaw, z którym dzieli się swymi przemyśleniami. To on często towarzyszył mu w przechadzkach, a niekiedy przesiadywał z nim w jednej z pobliskich jaskiń, u stóp wzgórza Subasio, dyskutując o najlepszej dla ludzi drodze życia. Często wspólnie się modlili. Franciszek nieustannie powracał do swoich opowieści o Pani Biedzie – o wyjątkowej księżniczce, którą ma zamiar poślubić. Usilnie poszukiwał sposobu rozjaśnienia swojej przyszłości – sobie, a może też innym.

Dla ostatecznych rozwiązań swoich dylematów, a może za poradą spowiednika, Franciszek udał się na pielgrzymkę do Rzymu. Wiedział, że w drodze, podczas wędrówki, najłatwiej można przemyśleć wiele spraw. Przywdział strój pokutny, jak to często było w zwyczaju „Bożych wędrowców” – na znak pozostawienia za sobą wszystkiego, co się posiada i kim się jest, dla lepszego otwarcia się na dary Boże.

Okładka książki ks. prof. Andrzeja Zwolińskiego pt. Franciszek. Ilustrowana biografia wielkiego świętego, wyd. Fronda

Gdy przybył do Grobu św. Piotra, był zgorszony tym, jak małe ofiary składają w tym miejscu pielgrzymi. Zerwał własną sakiewkę pełną złotych monet i rzucił ją na ołtarz. Sam w ten sposób skazał się na żebracze sięganie po pomoc innych i doświadczenie biedy. Przed Bazyliką św. Piotra ubłagał jednego z żebraków, by oddał mu swoje potargane łachmany, a przyjął jego pokutny strój, który wyglądał zdecydowanie lepiej. Sam zaś stanął w ciżbie innych żebraków, wyciągając rękę po pomoc, przyjmował przynoszone żebrzącym liche jedzenie i – w wielkiej radości – przyjął funkcję błagalnego dziada. Doświadczał radośnie, że jego wybór jest zupełnie słuszny. Był gotowy pozostać jednym z żebraków rzymskich, ale wiedział, że rodzina w Asyżu nie zrozumiałaby jego decyzji. Pewnego dnia odczytał w swoim sercu głos Boży, który mu mówił: „Pragnij rzeczy gorzkich bardziej niż słodkich i pogardzaj samym sobą”. To była nauka uzyskana w Rzymie – kolejny etap owocnych poszukiwań właściwej odpowiedzi na przyjęte słowa Ewangelii. Powoli jego niepokój zaczynał nabierać kształtu i otwierał przed nim nowe perspektywy.

Po powrocie do swego rodzinnego miasta przeżył jeszcze jedną rozterkę. Żyła tam staruszka naznaczona straszliwym garbem, pobożna kobieta, którą wszyscy znali. Franciszka dręczyła obawa, że jeśli wytrwa w swych zamiarach, jemu też wyrośnie garb. Była to pokusa, którą Franciszek zrozumiał dopiero po usłyszeniu znanego już sobie głosu: „Franciszku, jeśli mnie znaleźć pragniesz, pogardzaj dobrami tego świata, zaprzyj się siebie i przedkładaj gorycz nad słodkość. Tylko za cenę tej przemiany zdołasz wszystko pojąć”. Garb, zniekształcenie na ciele, nie może mieć znaczenia odrzucającego od prawdziwego nawrócenia. Franciszek zdecydował się „być posłusznym we wszystkim”.

Modlitewne zadumy i refleksja nad tekstami Ewangelii doprowadziły go do stwierdzenia, że konieczne jest opuszczenie wszystkiego, czego dotąd zmysłowo pragnął, dążył do tego, czynił celem swej troski i zabiegów. Należy tak uczynić, aby to, co było źródłem słodyczy, można było odrzucić, a wybrać gorzkość życia.

Niebawem przyszedł sprawdzian tych deklaracji. Jak zapisał w Testamencie, opisując swoje nawrócenie: „Czasu grzesznego mego życia nic nie wydawało mi się tak odrażające, jak widok trędowatych. Sam Pan jednak popchnął mnie, bym poszedł ku nim. Uczyniłem to i od tej chwili wszystko zgoła tak dalece odmieniło się dla mnie, iż słodkie i łatwe widziało mi się to, com zrazu poczytywał za uciążliwe i nie do pokonania. Po niejakim czasie na zawsze poniechałem świata”.

W tym czasie w Europie działało dwadzieścia tysięcy szpitali dla trędowatych. W wielu miejscach spotykało się nędzników z krwawiącymi ranami, wrzodami, którzy gnili za życia. Z ich ran wydzielał się straszliwy fetor. Wielu, dostrzegając trędowatego, zawracało konia na drodze i w popłochu uciekało przed nim. Trędowatych wszyscy się lękali. Ze strachu wypędzano ich z miast w miejsca odosobnione, z daleka od siedlisk ludzkich. Zabraniano im zbliżać się do zdrowych ludzi.

Franciszek, jadąc konno, dostrzegł trędowatego idącego z naprzeciwka. Powstrzymał odruch ucieczki – zeskoczył z konia, podszedł do niego, wcisnął mu do rąk sakiewkę z pieniędzmi i uścisnął chorego. Tego samego dnia – po tym pierwszym zwycięstwie nad swym odruchem odrzucenia – pojechał do pobliskiego szpitala dla trędowatych – było to prawdopodobnie Lazzaro d’Arce – położone trzy kilometry od Asyżu. Zebrał obecnych tam chorych i błagał o przebaczenie – że wcześniej tak często nimi gardził. Każdego z nich obdarował jałmużną. Przed odejściem stamtąd każdego pocałował. Dopełniło się nawrócenie. Później będzie długo posługiwał trędowatym w Gubbio, a nawet mieszkał razem z nimi. Już dowiedział się, że trzeba wzgardzić samym sobą, aby móc identyfikować się z Chrystusem. W późniejszych rozważaniach Pozdrowienia cnót zapisał: „Nie ma w ogóle na całym świecie żadnego człowieka, który mógłby jedną z was posiadać, jeśli wcześniej nie umarłby. Kto jedną posiada, a innym nie uchybia, żadnej nie posiada i wszystkim uchybia. I każda zawstydza wady i grzechy” (Pcn 5–8).

Tak Franciszek wziął ślub z Panią Biedą.

Niniejszy tekst to fragment książki ks. prof. Andrzeja Zwolińskiego pt. Franciszek. Ilustrowana biografia wielkiego świętego, wyd. Fronda

Czytaj też:
Jezus. Biografia Zbawiciela
Czytaj też:
Łaski, cuda, niewytłumaczalne uzdrowienia. Nadzieja Polski w czasach ostatecznych
Czytaj też:
Niewiarygodne, a prawdziwe. Jego cudów nikt nie potrafi zliczyć
Czytaj też:
Kulturkampf. Walka Berlina z katolicyzmem

Źródło: DoRzeczy.pl / Wyd. Fronda