PIOTR WŁOCZYK: Święty Szarbel dbał o to, by nikt nie zrobił mu zdjęcia za życia, ale mimo to dysponujemy jedną jedyną fotografią tego słynnego świętego. Choć pewnie niejeden sceptyk powie, że to się po prostu nie miało prawa zdarzyć...
KS. ANDRZEJ SOCHAL: To słynne zdjęcie powstało w 1950 r., podczas pielgrzymki czterech maronickich zakonników do klasztoru w libańskiej Annai, gdzie żył św. Szarbel. Po wywołaniu zdjęcia okazało się, że obok nich stoi ktoś jeszcze. Wiadomo, że nie jest to fotomontaż. Misjonarze zachodzili w głowę, kto to mógł być. Najstarsi zakonnicy z tego klasztoru nie mieli żadnych wątpliwości. Powiedzieli swoim młodym współbraciom, że to słynny zakonnik. Od śmierci św. Szarbela minęły wtedy 52 lata, więc żyli jeszcze ci, którzy pamiętali jego twarz. Ważna rzecz: na tym zdjęciu libański święty ma zamknięte oczy, jak każdy człowiek skupiony na modlitwie. Jeżeli więc zobaczymy gdzieś portrecik św. Szarbela z otwartymi oczami, to wiadomo, że nie jest on wzorowany na oryginalnym zdjęciu, które wystawione jest sanktuarium w Annai.
W przeciwieństwie do choćby św. o. Pio skromny zakonnik z Libanu był za życia praktycznie szerzej nieznany. Oczywiście okoliczni mieszkańcy słyszeli o niezwykłym, oddanym Bogu człowieku żyjącym w pustelni przy klasztorze, ale szeroki świat chrześcijański usłyszał o nim dopiero wiele lat po jego śmierci.
Stały za tym trzy podstawowe powody. Rzecz działa się w egzotycznym Libanie, który część ludzi wciąż myli z Libią, św. Szarbel żył w XIX w., więc siłą rzeczy media były wtedy mało rozwinięte, ale bodaj najważniejsza jest właśnie kwestia jego sposobu życia – był to zakonnik, który ostatnie 23 lata życia spędził w pustelni. Niechętnie spotykał się z ludźmi, wliczając w to własną rodzinę, ponieważ chciał żyć tylko dla Boga. Mimo to sporo jednak wiemy na temat jego życia. Dobrym źródłem informacji na temat św. Szarbela są dokumenty z jego procesu beatyfikacyjnego, który rozpoczął się w 1926 r. Brali w nim udział zakonnicy, którzy znali św. Szarbela, ale swoje świadectwa zostawili także członkowie jego rodziny.
Chociaż ich relacje stały się bardzo trudne.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
