W rękach Sowietów
  • Maciej RosalakAutor:Maciej Rosalak

W rękach Sowietów

Dodano: 
Rodzina Żukowskich w Hajnówce przed wybuchem wojny
Rodzina Żukowskich w Hajnówce przed wybuchem wojny Źródło: Rebis
Sąsiad Białorusin po 17 września 1939 r. cieszył się na widok czerwonoarmistów („Nasi idą!”). Jednak 10 lutego następnego roku ci „nasi” wepchnęli go do towarowego pociągu wypełnionego Polakami podczas pierwszej deportacji.

Zacząłem czytać tę książkę z niechętną myślą: „O, jeszcze jedna martyrologiczna relacja z drugiej ręki…”. W miarę lektury – której nie przerwałem do ostatniej kropki – myśl ta ustępowała jednak miejsca współuczestnictwu we wspominanych wydarzeniach, tak są autentyczne i wiarygodne. Najdrobniejsze szczegóły wstrząsającej historii, które potrafią dostrzec tylko dzieci – bez upiększeń i uogólnień! – wraz z próbą rekonstrukcji układają się w ogromnie sugestywną opowieść o losach polskiej rodziny w rękach Sowietów.

„Ta historia towarzyszyła mi od zawsze, z nią dorastałam i szłam przez życie, ale była poszarpana, chaotyczna, pełna niedopowiedzeń, nie do końca zrozumiała. Nigdy nie była moją własną historią, lecz historią przeżyć mojej rodziny z […] lat 1940–1946 i dziejów syberyjskiego zesłania moich dziadków – Leonarda i Sylwestry – i czwórki ich dzieci: ciotek Jadwigi, Róży i Danuty oraz najmłodszego z rodzeństwa – mojego ojca Bogusława” – tłumaczy autorka we wstępie do publikowanej rozmowy rzeki między Danutą i Bogusławem.

Ojciec ojca – Leonard Żukowski – był leśnikiem w Hajnówce. Po wkroczeniu Sowietów cierpiał na widok dokonywanych przez nich grabieży i rabunkowej gospodarki w pobliskim tartaku, skąd wywożono na wschód całą produkcję: „Serce się kraje, całe pociągi tego idą...”. Martwił go najbliższy sąsiad, Białorusin, który po 17 września 1939 r. cieszył się na widok czerwonoarmistów („Nasi idą!”). Jednak 10 lutego roku następnego ci „nasi” wepchnęli go do towarowego pociągu wypełnionego Polakami podczas pierwszej deportacji, a latem 1941 r. płakał na widok polskich sąsiadów zwalnianych po układzie Sikorski-Majski, zostając jako „obywatel sowiecki” w syberyjskim posiołku, gdzie w najbardziej prymitywnych warunkach wycinano tajgę i wydobywano złoto, a cmentarzyk w pobliskim zagajniku powiększał się w szybkim tempie.

Żukowscy – bez zmarłej na Syberii matki – dotarli po zwolnieniu w okolice Buzułuku, gdzie formowano armię Andersa. Ojca uczyniono mężem zaufania władz polskich, a jednocześnie ciężko pracował, aby wykarmić dzieci. Nie objęła go ani pierwsza, ani druga ewakuacja do Iranu, a trzecią wstrzymał Stalin. Podejrzanego Polaka aresztowano, torturowano w więzieniu i wyratowało go dopiero wojsko organizowane przez ZPP w Sielcach nad Oką.

Dzieci – w kolejnych miejscach, gdzie trafiały – ocalały przed głodową śmiercią lub osadzeniem w sowieckim sierocińcu. Pomagali: wzór pracowitego, mężnego ojca, ich własna zaradność, ale też prości ludzie, Rosjanie, różniący się od brutalnych funkcjonariuszy sowieckich. Ze wzruszeniem czytamy np. o dobroci gospodyni, nazywanej przez dzieci „Iwanowsza”... Dodajmy jednak, że gdyby nie deklaracja pewnej Polki, że jest towarzyszką życia Leonarda Żukowskiego i że powierzył on dzieci jej opiece, władze porozsyłałyby je po domach dziecka i ślad by po nich zaginął. Podobnie ryzykowny wybieg ojca, który – okłamywany przez „sojuszników” – właściwie porwał własne córeczki oraz synka i wywiózł z transportem LWP. Nie wiadomo, czy kiedykolwiek te dzieci, i ich dzieci, Polskę by zobaczyły (włącznie z popularną aktorką Joanną Brodzik, jedną z pięciorga wnucząt Jadwigi).

Dumą napawa maleńka Polka (Róża), która przyłapana na zbieraniu kłosów z kołchozowego pola odparła na zarzut o kradzież cudzego plonu: „Nie mamy polskiego chleba, więc ruski musimy jeść!”. Wspaniałe świadectwo…


Dagmara Dworak
"Kromka chleba"
Rebis

Kromka Chleba

Artykuł został opublikowany w 3/2017 wydaniu miesięcznika Historia Do Rzeczy.