Pierwsi na Nowogródczyźnie

Pierwsi na Nowogródczyźnie

Dodano: 
Zgrupowanie Armii Krajowej „Kampinos”, wrzesień 1944. Konny oddział ułanów por. Adolfa Pilcha ps. „Góra”, „Dolina”
Zgrupowanie Armii Krajowej „Kampinos”, wrzesień 1944. Konny oddział ułanów por. Adolfa Pilcha ps. „Góra”, „Dolina” Źródło: Instytut Pamięci Narodowej / (dar prywatny Anny Kacprzyk)
Damian Markowski || Po zażartych walkach z czerwonymi katami Polaków z Puszczy Nalibockiej do Kampinoskiej maszerowali żołnierze Zgrupowania Stołpeckiego AK.

Walczyli ze wszystkimi wrogami Polski. Nieśli im śmierć gdziekolwiek się pojawili – od lasów Nowogródczyzny do stolicy ogarniętej powstańczą pożogą. Zgotowali krwawą łaźnię katom powstania w Puszczy Kampinoskiej. Po wojnie komuniści czynili starania, by przedstawić ich jako zdrajców i kolaborantów. Do dziś ich historia jest mało znana. Jak zapisali się w historii żołnierze Zgrupowania Stołpeckiego Armii Krajowej?

Byli wśród nich synowie wsi oraz kresowych miasteczek i miast, Polacy i Białorusini, katolicy i prawosławni. Połączyła ich nienawiść do okupantów – zarówno tych spod znaku swastyki, jak i czerwonej gwiazdy – oraz chęć walki o Polskę na Kresach, pomimo wszystkich przeciwności z tym związanych. Jako jedni z pierwszych zaczęli się tam zbierać do walki, gdy tylko powstały pierwsze oddziały AK w Nowogródzkiem. Ich epopeja w okupowanym kraju mogłaby posłużyć do nakręcenia niejednego filmu.

Powiat stołpecki, przed wojną położony tuż przy granicy ze Związkiem Sowieckim, tonął w nadniemeńskich lasach. Warunki do powstania partyzantki były tam świetne. Jednakże podczas wojny jako pierwsi wykorzystali je masowo nie Polacy, a Sowieci. Zorganizowani wokół zrzuconych z „Wielkiej Ziemi” oficerów NKWD masowo wcielali do partyzantki miejscowych Białorusinów, ocalałych z zagłady Żydów i czerwonoarmistów z rozbitych latem 1941 r. oddziałów. Zdecydowanie rzadziej pod skrzydła „czerwonych” trafiali Polacy. Bolszewicka partyzantka szybko dała się poznać miejscowej ludności, zajmując się przede wszystkim rabunkiem, gwałtem i mordem.

Dowództwo AK niechętnie przyjmowało jednak oddolne naciski na rzecz utworzenia własnych oddziałów leśnych, tłumacząc to koniecznością zachowania sił do decydujących zmagań. Czara przelała się dopiero, gdy w maju 1943 r. Sowieci (przy udziale co najmniej jednej z żydowskich grup przetrwania) dokonali napadu na miasteczko Naliboki, mordując 128 polskich mieszkańców.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu miesięcznika Historia Do Rzeczy.

 0