Leni Riefenstahl. Wielbicielka Führera z kamerą
  • Jakub OstromęckiAutor:Jakub Ostromęcki

Leni Riefenstahl. Wielbicielka Führera z kamerą

Dodano: 1
Leni Riefenstahl
Leni Riefenstahl Źródło: Bundesarchiv, Bild 146-2004-0021 / Burmeister, Oswald / CC-BY-SA 3.0
Ta utalentowana reżyserka, scenarzystka, producentka i aktorka „wiedziała tyle, by wiedzieć, że nie chce wiedzieć więcej, niż wiedziała”.

Interesowała mnie sztuka, nie polityka”, „Byłem zapracowany, nie musiałem wiedzieć wszystkiego”, „Piszę książki, nie regulaminy wojskowe” albo zwykłe „nie pamiętam”. Tak najczęściej wiją się artyści indagowani po latach w związku ze swoim udziałem w budowaniu potęgi systemu totalitarnego.

Uwikłanie, zarażenie, zaczadzenie. Tak opisze to zjawisko wyrozumiały sędzia, też przecież intelektualista, kolega po fachu wyżej wymienionych. Czasem jednak artyści wejdą tak głęboko w symbiozę z reżimem, że lepiej mówić wprost o zbrukaniu. Totalitaryzm nie może obejść się bez artystów, którzy są w stanie spowodować, że zniewolony obywatel nie tylko będzie przed nowymi dogmatami drżał, lecz także jeszcze je pokocha.

Górska baśń

Jedną ze słynniejszych postaci świata kultury totalitarnej jest oczywiście reżyserka i aktorka Leni Riefenstahl. Twórczyni takich dokumentów jak „Triumf woli” i „Olimpiada”. Na początku 1932 r. kończyła właśnie montaż swojego reżyserskiego debiutu „Błękitne światło”. Dziś nazwalibyśmy go filmem fantasy, wtedy mówiono o nim „film górski” czy też po prostu baśń. W Alpach znajduje się grota pełna szlachetnych kamieni, które w księżycowej poświacie zyskują błękitną barwę, oświetlając przycupniętą w pobliskiej dolinie wioskę. Okoliczni chłopi i pasterze, chcąc zdobyć kruszce, giną na potęgę, próbując wspinać się na turnie i urwiska. Tylko dzika i piękna wiedźma Junta zna dostęp do magicznej groty, strzegąc jej zazdrośnie. Ostatecznie przez naiwność pewnego cepra miejscowy plebs zdobywa w końcu cenne kamienie, ale magia znika. Zrozpaczona Junta rzuca się w przepaść.

Film został przyjęty dość ciepło. Okazało się jednak, że dużo przychylniej patrzyła na niego prasa prawicowa. Skąd ten podział? Czego niebezpiecznego dopatrzyli się lewicowi dziennikarze? Film był przecież kompletnie apolityczny. Jedyne wytłumaczenie w tym, że mistyka i natura stoją tu ponad rozumem i cywilizacją. Dzieło jest głęboko antymodernistyczne, wręcz antypostępowe a kult gór był wówczas dla prawicy esencją niemieckości, obok oczywiście kultów lasu, krwi i ziemi.

Wśród krytyków filmu było kilku Żydów. Riefenstahl, traktująca każdą krytykę osobiście, wściekła się na całą Mojżeszową nację, przypominając sobie jednocześnie o ludziach, którzy jej przesiąkniętą duchem germańskich mitów sztukę rozumieli znakomicie. Kilka miesięcy wcześniej, w lutym 1932 r., Riefenstahl poszła na wiec NSDAP odbywający się w berlińskim Pałacu Sportu. „Wydawało mi się, że powierzchnia ziemi rozwiera się przede mną, a z jej środka wytryskuje olbrzymia struga wody, tak potężna, że sięga nieba, a ziemia trzęsie się w posadach… Byłam tym urzeczona” – pisała w pamiętnikach. Po premierze „Błękitnego światła” napisała w maju 1932 r. w liście do Adolfa Hitlera: „Byłam pod tak ogromnym wrażeniem Pana oraz entuzjazmu uczestników, że chciałabym spotkać się z Panem osobiście”.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu miesięcznika Historia Do Rzeczy.

 1