Brunatne rzezimieszki i czarni ludobójcy
  • Grzegorz JaniszewskiAutor:Grzegorz Janiszewski

Brunatne rzezimieszki i czarni ludobójcy

Dodano: 
Heinrich Himmler (SS) i Ernst Röhm (SA)
Heinrich Himmler (SS) i Ernst Röhm (SA) Źródło: Wikimedia Commons / Bundesarchiv, Bild 102-14886 / CC-BY-SA
Podczas nocy długich noży zamordowano od dwustu do tysiąca ludzi, z czego SA-mani stanowili mniej niż połowę.

Wieczorem 30 stycznia 1933 r. Adolf Hitler z triumfem spoglądał z okna gabinetu przy Wilhelmstrasse w Berlinie na wiwatujące pod gmachem tłumy. Ubraną w ciemny garnitur sylwetkę oświetlały specjalne reflektory. Na twarzy jaśniał nieudawany uśmiech. Właśnie spełniło się jego największe marzenie: po latach walki został kanclerzem. W oknie bocznego skrzydła kancelarii widać było inną postać. Prezydent Paul von Hindenburg siedział sztywno na krześle, spoglądając ze skrytą w półcieniu twarzą na maszerujące pod oknami, w równych szóstkach, kolumny umunudurowanych ludzi. Obrócił się do stojącego przy nim syna, pytając, czy to Rosjanie, którzy zwyciężyli pod Tannenbergiem. Oskar von Hindenburg pokiwał przecząco głową, wpatrując się w maszerujące ulicą tłumy. Nie byli to z pewnością Rosjanie. Większość uczestników stanowili członkowie SA i SS – dwóch organizacji, które utorowały Hitlerowi drogę do władzy.

Frontowe dziedzictwo

Deutsche Arbeiterpartei – Niemiecka Partia Robotników – powstała 5 stycznia 1919 r. w Monachium. We wrześniu na jej zebrania, organizowane zwykle w piwiarniach stolicy Bawarii, zaczął przychodzić Adolf Hitler. Został tam skierowany przez kpt. Karla Mayra – szefa Oddziału Rozpoznawczego 4. Oberkommando, tzw. Tymczasowej Reichswehry. Oddział zajmował się głównie rozpoznawaniem wywrotowych ruchów politycznych, których wiele ostatnio powstało w Bawarii na fali demokratyzacji i z inspiracji bolszewickiej Rosji.

Hitler, będąc wciąż niezdemobilizowanym żołnierzem, został V-mannem, czyli zaufanym agentem Mayra, donoszącym o radykalizacji robotniczych środowisk. Szybko jednak dały o sobie znać jego temperament i zdolności oratorskie. Swoimi płomiennymi mowami potrafił przyciągnąć do kanapowej dotychczas partyjki setki nowych członków. Licznych frustratów przyciągał też nowy – rewindykacyjny, „socjalistyczny” i rasistowski – program partii. W lutym 1920 r. ugrupowanie przyjęło nazwę Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotników. Na zebraniu pojawiło się już 2 tys. jej zwolenników. Coraz częściej też dochodziło do burd i incydentów, z którymi nie dawali sobie rady partyjni ochroniarze – Saalschutz.

Powołano więc Rollkomando – mobilną komórkę zajmującą się ochroną. Szybko zmieniła ona nazwę na Zeitfreiwiligen. Jej członkowie nosili szare, polowe mundury armii. Uzbrojenie dostarczał oficer Reichswehry – kpt. Ernst Röhm. Röhm był synem inspektora kolejowego średniego szczebla. Ojciec miał ciężką rękę, ale widząc, że surowość nie przynosi efektów, dał synowi więcej swobody. Ernst wstąpił do bawarskiego 10. Pułku Piechoty i w 1908 r. został oficerem. Prawie całą pierwszą wojnę światową spędził w okopach, dorabiając się Żelaznych Krzyży I i II klasy oraz szpecących twarz blizn po odłamkach. Zdeklarowany homoseksualista gardził mieszczańskimi wartościami i demokracją, uważając, że rządzić powinna bezwzględna kasta wojowników.

Artykuł został opublikowany w 2/2023 wydaniu miesięcznika Historia Do Rzeczy.