Śladami Josefa Mengele. Z Auschwitz do Ameryki Południowej

Śladami Josefa Mengele. Z Auschwitz do Ameryki Południowej

Dodano: 
Od lewej Richard Baer, Josef Mengele oraz Rudolf Höß (Auschwitz, 1944)
Od lewej Richard Baer, Josef Mengele oraz Rudolf Höß (Auschwitz, 1944) Źródło: Wikimedia Commons
Lekarz w mundurze SS przeprowadzający najbardziej zbrodnicze eksperymenty na więźniach, wiedzie spokojny żywot w rajskiej krainie, nie zmieniając nawet wyglądu ani tożsamości. Ilu podobnych do niego, choć mniej znanych uniknęło międzynarodowej sprawiedliwości po II wojnie światowej? Ilu powróciło po latach do Niemiec ze złotem zrabowanym ofiarom hitlerowskiego terroru?

Mirosław Olszycki Olsensis, znany podróżnik (członek elitarnego Explorers Club), opisuje działanie zorganizowanej siatki przerzucającej hitlerowskich zbrodniarzy do Ameryki Południowej. Tropy wiodą do Watykanu. A korzenie systemowej współpracy pomiędzy Niemcami a latynoskimi dyktaturami sięgają nawet kilkudziesięciu lat przed II wojną światową. Co łączy te wszystkie wątki?

W ślad za Mengele

Poniższy tekst to fragment książki Mirosława Olszyckiego Olsensisa pt. „Mefisto z Auschwitz. Śladami Józefa Mengele. Z Auschwitz do Ameryki Południowej”, wyd. Fronda

Przebywając w gospodarstwie Krugów, Mengele nie tylko czuł się jak ptak zamknięty w klatce, lecz także ogarniał go coraz większy strach przed niespodziewanym aresztowaniem. Wspominał Eichmanna i to wszystko, co wydarzyło się w Izraelu. Wstrząsały nim potężne dreszcze na samą myśl, że jego prochy mogą zostać rozsypane gdzieś nad oceanem. Okropne! Targany takimi myślami pod koniec lat sześćdziesiątych postanowił zmienić swoje położenie i wyjechać z Paragwaju. Wybrał Brazylię. Człowiekiem, który umożliwił mu wyjazd i pomógł w przenosinach, był działacz Hitlerjugend na terenie Austrii w czasie wojny, zadeklarowany, fanatyczny nazista, Wolfgang Gerhard. Austriak przybył do Brazylii w 1948 roku, ponieważ, jak to określił, „nie mógł znieść okrutnej alianckiej okupacji”, mimo że Brazylię zamieszkiwały „półmałpy; ludzie z podrzędnej i zdegenerowanej rasy”. Gerhard posiadał wiedzę na temat odizolowanych gospodarstw i posiadłości położonych z dala od cywilizacji, idealnych na kryjówkę. Jedną z nich była Fazenda Santa Lúcia, własność Stammerów, potomków niemieckich osadników.

Mengele tak przedstawił to miejsce w swoich pamiętnikach: „Gospodarstwo jest porośnięte roślinnością, klimat jest bardziej umiarkowany niż w Nowej Germanii, krajobraz łagodny, jestem zafascynowany wszelkimi motylami wielkości dłoni dorosłego człowieka, z czerwonymi, lazurowymi, pomarańczowymi czy czarnymi w białe kropki skrzydłami. Dżungla zastąpiła pożółkłą sawannę. Wzgórza i lasy skrywają krystaliczną wodę źródlaną: Serra Negra to uzdrowisko założone przez włoskich osadników. Wzniesiona na wzgórzu niczym średniowieczna forteca farma wychodzi na równinę”. Udręczony od czasu wykonania wyroku śmierci na Eichmannie „Książę Piekła” czuł się tu stosunkowo bezpiecznie, bardziej niż w jakiejkolwiek innej kryjówce, odkąd opuścił Argentynę. Za farmą i plantacją kawy znajdowało się skaliste zbocze: naturalna ściana dzikich klifów i nieprzeniknione lasy chroniące jego plecy.

M. Olszycki, Mefisto z Auschwitz, wyd. Fronda

„Mefisto” przez wiele dni, a nawet tygodni nie opuszczał farmy i nie spotykał nikogo poza Gerhardem, który przynosił mu gazety, książki, czopki przeczyszczające i okazjonalnie płyty z muzyką klasyczną. Zanim pozwolił gospodarzom farmy, Stammerom, przyjąć gości – sąsiadów, bogatych Niemców lub włoskich kolonistów – zasypywał ich pytaniami: kim są ich sąsiedzi, skąd pochodzą, jak długo się znają? Nawet gdy był uspokojony, starał się zawsze przebywać poza zasięgiem wzroku osób, które gościli Stammerowie. Mijały tak dni, tygodnie, miesiące, a Mengele zdawał się zastygnąć w Brazylii, w swoim więzieniu pod gołym niebem, z dala od towarzystwa, tocząc życie sparaliżowane nieustannym brzęczeniem owadów, naprzemiennymi porami deszczowymi i suchymi, huraganami, bezwietrznym upałem, ospałym deszczem, otoczony stonogami, wężami, skorpionami i robakami pasożytniczymi, eukaliptusami i drzewami chlebowca, których splecione korzenie przypominały stopy monstrualnych dinozaurów.

Josefa zaczęły prześladować choroby. Zaraz po tym, jak zaraził się bakterią (prawdopodobnie malarią), zaatakowały go migrena i bóle, którym towarzyszyły nudności i biegunka, silne dreszcze i wysoka temperatura. Spał źle i za krótko. Dręczyły go koszmary i wizje, których nie mógł już stłumić: płomienie krematoriów, umierające dzieci, których oczy wlepiały się w ściany jego laboratorium jak motyle, Eichmann w szklanej klatce w jerozolimskiej sali sądowej, rabin z długimi rudymi lokami, który wydobywa swoje kości i wrzuca je do bulgoczącego ludzkiego tłuszczu. Słyszał głosy, jęki i płacze, wyjące syreny, głośny ryk o przeraźliwej tonacji stukasów bombardujących Fazenda Santa Lúcia. Pojawiały się chwile, kiedy udawało mu się wymazać z pamięci sytuację, w której się znalazł, i gryzący jego wnętrzności strach. Psy, które trzymał na podwórzu, śledziły każdy jego ruch i czule go lizały. Od czasu do czasu relaksował się, wykonując drobne prace dorywcze i stolarskie. Pewnego razu zoperował nawet cielę cierpiące na przepuklinę, czym zyskał sobie sympatię gospodarzy, jednak w dalszym ciągu czuł się źle. Ku swojej frustracji dowiedział się, że zainteresowanie prasy jego osobą jest coraz większe, w różnych gazetach zaczęły się pojawiać artykuły na temat popełnionych przezeń, podczas wojny, zbrodni. Sytuacja stawała się nie do zniesienia, a Stammerowie byli już niemal pewni, kogo ukrywali w swoim domu.

Zgodzili się przyjąć gościa na prośbę Wolfganga Gerharda, którego poznali na imprezie niemieckojęzycznych imigrantów. „Powiedział nam, że ma przyjaciela ze Szwajcarii o imieniu Peter, człowieka w średnim wieku, który jest samotny – wspomina Gitta Stammer. – Peter był dla nas przydatny, ponieważ znał się na rolnictwie i hodowli bydła. Pomysł spodobał się mojemu mężowi…”. Kiedy Mengele przybył do Nowej Europy, gdzie osiedliło się wielu europejskich imigrantów, przedstawił się jako Peter Hochbichlet. „Zachowywał się nie jak robotnik, ale bardziej jak właściciel” – kontynuowała Gitta. „Peter nie pobierał pensji. Płacił za jedzenie i pranie. Nie chciał, aby zrobiono mu zdjęcie. Trzymał wściekłe psy, które straszyły sąsiadów”. Mąż Gitty, który nie przepadał za Josefem, powiedział: „Dla nieznajomych Peter był uśmiechniętym, przyjaznym człowiekiem, który lubił zwierzęta. Dla tych, którzy znali go lepiej, był trudny, drażliwy, a nawet agresywny. Przez lata, kiedy z nami mieszkał, krytykował sposób, w jaki wychowywaliśmy naszych synów, i sposób, w jaki traktowaliśmy naszych pracowników. Powiedział, że nie wymagamy wystarczająco dużo”. Policja brazylijska twierdziła, że nie była w stanie udokumentować wjazdu Petera Hochbichleta do Brazylii. Uważała, że mógł przybyć nieco później, niż wspomina Stammer, czyli w 1961 roku. Niezależnie od dokładnej daty Mengele miał szczęście, że przybył do Brazylii w czasie bezprecedensowego budowania narodu. Argentyna, w której osiedlił się po raz pierwszy po przybyciu statkiem z portu Genui do Ameryki Południowej, była wspomnieniem lepszych czasów. W Paragwaju, zasiedlonym w dużej części przez Indian Guarani, biali mężczyźni bardzo się wyróżniali. Natomiast w ogromnej, wielobarwnej Brazylii łatwo się było wtopić w tłum, jak twierdził: „wczorajszy dzień zupełnie się tam nie liczył, ważne było, gdzie następnego dnia można wylewać beton”. Niedługo po przybyciu do ich domu tajemniczego gościa Stammerowie kupili większą farmę „z dużą ilością kawy i bydła”, powiedział Stammer. Człowiek o imieniu Peter przeniósł się ze Stammerami na nową farmę w Serra Negra, około 100 mil na północ od Säo Paulo. Miejscowość położona w regionie łagodnych gór, atrakcyjnych lasów i bogatej czerwonej gleby słynęła z termalnych źródeł i chłodnego klimatu, co odpowiadało ludziom przybywającym do Brazylii z Europy. Po rozpoznaniu w osobie Petera lekarza z Auschswitz Stammerowie wpadli w panikę. „To było jak bomba dla rodziny. Nie chciałem, żeby Josef Mengele mieszkał z nami pod jednym dachem” – tłumaczył się wiele lat później Stammer. Według relacji Gitty Stammer po tym, jak poznała prawdziwą tożsamość Petera, Mengele stawał się coraz bardziej autorytarny. „Wtrącał się w nasze życie rodzinne” – powiedziała. „Próbował nami rządzić. Krzyczał na nas”.

W 1969 roku, wciąż z Peterem, rodzina Stammerów przeprowadziła się ponownie, tym razem do czteropokojowego domu na wzgórzu pod miastem Caieiras w stanie Säo Paulo, który przypominał bardziej wiejski dom niż farmę. Podobno Mengele dołożył się do tego zakupu. Choć brakowało tam elektryczności, Josef cieszył się, bo znajdował się zaledwie 25 mil od samego Säo Paulo. Wreszcie mógł odwiedzać kawiarnie, teatry i poczuć namiastkę wielkiego świata. Niedługo po przeprowadzce Stammerów do Caieiras prawdziwy Gerhard pojawił się tam z urodzonymi w Austrii, naturalizowanymi Brazylijczykami, Wolframem i Liselotte Bossertami. Poznali Petera i polubili go. Znacznie później, bowiem już po śmierci Mengelego, oznajmili podczas przesłuchania, że znali jego tożsamość i wcale im to nie przeszkadzało. „Oni mieli pewien szacunek dla Mengelego” – powiedział szef policji, Rumeu Tuma. „Kiedy przeszukiwaliśmy dom Bossertów, Liselotte wskazała książkę i powiedziała: «Tak, ta należała do wujka»”. Do tego czasu zmiana tożsamości była zakończona. Być może z pomocą Bosserta, zapalonego i dobrze wyposażonego fotografa, zdjęcie wąsatego Mengelego znalazło się w dokumentach Gerharda. Josef Mengele – znany również jako Peter Hochbichlet lub Peter Gerhard – został Wolfgangiem Gerhardem, przynajmniej oficjalnie, a także stał się o 15 lat młodszy.

W 1974 roku Stammerowie sprzedali swój dom w Caieiras, przyspieszając ostatnią samotną zmianę w brazylijskim ukrywaniu się Mengelego. Zamieszkał sam w domu przy Estrada Alvarenga nr 5555 na przedmieściach Säo Paulo w Eldorado Paulista. Do tego czasu stado psów, które trzymał zawsze przy sobie, zmniejszyło się do czterech lub pięciu zwierząt, głównie małych, hałaśliwie szczekających kundli oraz wstrętnego owczarka niemieckiego, który w ciągu dnia przebywał w zagrodzie za domem. Według policji mały bungalow był własnością Stammerów, kiedy zamieszkał tam Mengele. Po jego utonięciu sprzedali go Bossertom.

Od chwili, gdy Mengele przeniósł się do bungalowu przy wysadzanej drzewami ulicy w pobliżu zbiornika, Bossertowie stali się głównymi obrońcami Mengelego. Gitta Stammer zeznała, że w późniejszym okresie widywała Petera bardzo rzadko, ale świadkowie z sąsiedztwa twierdzili, że żona Stammera pojawiała się w jego domu regularnie z kopertą, która najwyraźniej zawierała pieniądze. „Senhor Pedro płacił nam zaraz po przybyciu tej kobiety” – wspominała Elza de Oliveira. Krucha i wynędzniała blondynka przez dwa lata pracowała jako pokojówka w zatęchłym dwupokojowym bungalowie, który Mengele pomalował na wesoły żółty kolor. Na lunch robiła często sałatkę owocową. Pedro wysyłał ją czasami do sklepu po kawałek strudla jabłkowego. Lubił ciasta. (…)

Poniższy tekst to fragment książki Mirosława Olszyckiego Olsensisa pt. „Mefisto z Auschwitz. Śladami Józefa Mengele. Z Auschwitz do Ameryki Południowej”, wyd. Fronda

Czytaj też:
Polska wobec ryzyka wojny z Rosją
Czytaj też:
Emilia Wojtyła. Kim była i jaki wpływ miała na swego syna, przyszłego papieża?
Czytaj też:
W stepie szerokim. Podróż po ukraińskich Kresach

Źródło: DoRzeczy.pl / Wyd. Fronda