Polska wobec ryzyka wojny z Rosją
  • Marek BudziszAutor:Marek Budzisz

Polska wobec ryzyka wojny z Rosją

Dodano: 
Czołgi Leopard 2, zdjęcie ilustracyjne
Czołgi Leopard 2, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Wikimedia Commons
Wojna na Ukrainie jest najpoważniejszym wyzwaniem dla Polski od zakończenia II wojny światowej, tym bardziej że Federacja Rosyjska przekształca się w państwo agresywne, dążące do odbudowania swego potencjału wojskowego. Zamierza dyktować własne warunki państwom Europy Środkowej, w tym przede wszystkim Polsce.

Nasz kraj potrzebuje poważnej debaty strategicznej i odpowiedzialnych decyzji. Tymczasem w mediach królują obiegowe opinie, w świetle których ukraińska wojna jest gwoździem do trumny upadającej Rosji, a NATO skutecznie gwarantuje nam bezpieczeństwo.

Chętnie skupiamy się na detalach – nowinkach technicznych wprowadzanych w czasie konfliktu nad Dnieprem, na efektownych epizodach walk. Tracimy szerszy obraz sytuacji i przestajemy się zastanawiać nad konsekwencjami wydarzeń, naiwnie wierząc, że pozytywne zakończenie wojny już zostało zadekretowane i wystarczy tylko na nie poczekać.

Tymczasem fakty są zupełnie inne. Miło brzmiące pogłoski o upadku Rosji są dalekie od prawdy. Jej gospodarka nie słabnie. W ciągu kilku najbliższych lat Rosja odbuduje swe siły zbrojne, co oznacza, że w czasie, kiedy będziemy się spierać w sejmie o kolejne rządy koalicyjne, Polska może stanąć przed groźbą pełnoskalowego konfliktu z Rosją. Zmienia się też strategia naszych sojuszników, w tym Stanów Zjednoczonych, którzy nie przygotowują się do wielkiej wojny lądowej w naszej części Europy.

Marek Budzisz,„Pauza strategiczna”, wyd. Zona Zero

Często powtarzana jest fraza, że Ukraińcy swoją krwią kupili nam czas. Ale czy my ten czas prawidłowo wykorzystujemy? Czy wiemy, co naprawdę powinniśmy robić? Czy wreszcie uprzytomnimy sobie, że znajdujemy się w pauzie strategicznej, która niedługo się skończy i wówczas możemy mieć do czynienia z nowym zagrożeniem wojennym, tym razem bezpośrednio dotykającym Polski? Czy jesteśmy na nie przygotowani?

Jeśli będziemy rozbudowywać nasze siły zbrojne w taki sposób jak do tej pory, to odpowiedź jest niestety negatywna. Tym bardziej – a tego nie robimy w ogóle – jeśli nie przygotujemy do nadchodzącego starcia naszego państwa
i społeczeństwa.

Niniejszy tekst to fragment książki Marka Budzisza pt. „Pauza strategiczna”, wyd. Zona Zero.

Budzisz: Polska potrzebuje narodowej refleksji

Polska potrzebuje debaty strategicznej. Poważnej, narodowej refleksji i rozmowy o sprawach najważniejszych. Powodów jest wiele, ale najważniejszym jest wojna, która zmienia wszystko. Zarówno sytuację naszego sąsiada toczącego nierówną walkę z przeważającym przeciwnikiem, jak i relacje w naszym obozie sojuszniczym. Zmienia się też Federacja Rosyjska przekształcając się w państwo, które w wytrwały sposób dąży, i będzie to robiło nadal w najbliższych latach, do zmiany relacji sił w naszej części Europy.

To oznacza, że w moim najgłębszym przekonaniu nie ma już powrotu do czasów sprzed rosyjskiej agresji i w gruncie rzeczy przed Polską są dwie drogi. Albo przygotujemy się na nowe wyzwania i trudne czasy, a to wymaga właśnie roztropnego namysłu całego społeczeństwa, który musi być poprzedzony debatą, albo będziemy żyli w PRL-bis. Państwie o ograniczonej suwerenności i ograniczonych możliwościach. Takim, z którego trzeba wyjechać, jeśli chce się lepszej przyszłości dla samego siebie i przede wszystkim dla swoich dzieci. Można w takich realiach funkcjonować, czego dowodem jest choćby to, że w rządzonej przez komunistów Polsce wielu potrafiło wygodnie się urządzić, ale czy można się rozwijać i praktykować to, co dla Polaków zawsze było najcenniejsze, czyli wolność? Po trzydziestu latach spokoju, jaki zapanował w naszej części kontynentu wraz z rozpadem ZSRS nadchodzą czasy, kiedy znów będziemy musieli bronić naszej wolności i państwa, jej gwaranta.

Tymczasem polska klasa polityczna pogrążona jest w sporach dotyczących spraw drugo- i trzeciorzędnych i sprawia wrażenie niezdolnej do zrozumienia i nowych czasów, i nadchodzących wyzwań, i tego, jak należy się do nich przygotować. Spodziewałem się poważnej debaty strategicznej przy okazji zaprezentowanej jesienią 2021 roku i następnie uchwalonej ustawy O obronie Ojczyzny. Zakładałem, że budowa 300-tys. armii i modernizacja sprzętowa naszych sił zbrojnych, mająca kosztować miliardy dolarów, poprzedzona zostanie rozmową Polaków na temat tego, z jak poważnymi zagrożeniami będziemy się mierzyli, do jakiej wojny musimy się przygotować, czego uczy nas przebieg konfliktu na Ukrainie, jak zmienia się strategia, siły i oczekiwania naszych sojuszników. Sądziłem wreszcie, że będziemy rozmawiali o tym, jak najlepiej wydać wspólne pieniądze, aby osiągnąć stawiane sobie cele i co jest najpilniejszym zadaniem. Budowa narodowych priorytetów, zwłaszcza jeśli buduje się nową armię na nowe czasy, wydawała mi się rzeczą najważniejszą. Nie tylko dlatego, że już co najmniej od czasów Fryderyka Wielkiego wiadomo, że jeśli buduje się siły zbrojne, które miałyby radzić sobie z każdym możliwym wyzwaniem, walczyć we wszystkich rodzajach konfliktów, to w efekcie tworzy się armię, która nie sprosta przeciwnikowi w żadnym z nich.

Jest jednak znacznie ważniejszy powód, dla którego oczekiwałem debaty. Otóż uważam, że Polacy są narodem o głęboko zakorzenionym, choć często nieuświadamianym, etosie republikańskim, obywatelskim. Chcemy decydować o naszych sprawach, co oznacza, że bez zaangażowania wszystkich, bez wkładu każdego z nas, żaden wielki projekt, a do takich należy budowa nowych sił zbrojnych, w Polsce się nie powiedzie.

Można oczywiście postawić pytanie, czy rzeczywiście armia, jej wielkość, zdolności i potencjał, musi stać się w trzecim dziesięcioleciu XXI wieku najważniejszym przedmiotem troski Polaków? W moim odczuciu tak, z tego choćby powodu, że Federacja Rosyjska nie rezygnuje ze swoich agresywnie formułowanych i rewizjonistycznych żądań. Nie trzeba głęboko szukać dowodów na potwierdzenie tych tez.

Na początku listopada [2023 r.; dop.red.], kiedy piszę te słowa, szef jej dyplomacji, minister Ławrow, mówi o „kresie hegemonii NATO” i o tym, że żadne rozmowy na tematy rozbrojeniowe, w tym dotyczące broni konwencjonalnej, z państwami wchodzącymi w skład tego bloku nie są możliwe, a powrót do nich będzie możliwy tylko wtedy, kiedy uwzględnimy interesy bezpieczeństwa Rosji. Dmitrij Miedwiediew, były prezydent i premier, a obecnie zastępca szefa Rady Bezpieczeństwa, napisał artykuł w całości poświęcony Polsce, w którym główną tezą jest sformułowanie, że w nadchodzących latach Rosja będzie traktowała nasz kraj w kategoriach wroga, nie do pogodzenia są bowiem interesy strategiczne obu państw – Polski i Rosji. Nikołaj Patruszew, sekretarz Rady Bezpieczeństwa, mówi z kolei o rosyjskiej przewadze nad rywalami strategicznymi w dziedzinie broni jądrowej i deklaruje, że jej posiadanie i rozwój będą gwarantowały bezpieczeństwo Rosji w najbliższych dziesięcioleciach. Z kolei sam Putin, który najprawdopodobniej weźmie udział w przyszłorocznych wyborach prezydenckich, w czasie jednego z niedawnych spotkań z przedstawicielami rządu dał do zrozumienia, że incydenty, podobne do niedawnych uszkodzeń gazociągów i kabli telekomunikacyjnych łączących państwa NATO, będą w przyszłości się powtarzały.

I taka będzie Rosja przyszłości. Będziemy mieli do czynienia z państwem wrogim, agresywnym, nieprzewidywalnym, odwołującym się w swojej polityce do siły i próbującym nas zastraszyć. Rosja będzie zarówno działała w szarej strefie, jak i prężyła swoje „nuklearne muskuły”. Będzie prowokowała, destabilizowała, groziła i przede wszystkim intensywnie odbudowywała swój potencjał wojenny. Niektórzy eksperci są zdania, że jej możliwości zostaną odtworzone za dwa lata, inni są bardziej optymistyczni i mówią o 5–10 latach. Jednak niewątpliwie to się stanie, tylko że wówczas będziemy mieli do czynienia z przeciwnikiem nie tylko mającym większą, ale i lepszą armię (na Kremlu już podjęto decyzję o jej rozbudowie do poziomu 1,5 mln żołnierzy i oficerów). Rosjanie, wbrew potocznym i nieuprawnionym sądom, też się uczą. Wyjdą z tej wojny z lepszymi, pod względem doświadczenia i umiejętności, siłami zbrojnymi.

Sama wojna też jeszcze się nie zakończyła. Ukraina póki co jej nie wygrywa. Nie udało się do tej pory zbudować nowego, obejmującego naszego sąsiada, systemu bezpieczeństwa. Perspektywy odbudowy Ukrainy są mgliste, a jej sytuacja demograficzna dramatyczna. Musimy zatem myśleć, jak współżyć z państwem, które może nie być w stanie, już po wojnie, normalnie funkcjonować, a tym bardziej nie będzie zdolne – bez zaangażowania sojuszników – do budowy, wyposażenia i utrzymania armii mogącej stać się siłą zdolną do powstrzymania Rosjan. Zatem na wschodzie możemy nie mieć państwa-bufora, które odgrodzi nas od Rosji, a państwo-problem, organizm osłabiony i wewnętrznie zdestabilizowany. Jeśli wojna na Ukrainie zakończy się strategicznym remisem, a wiele wskazuje, że tak właśnie będzie, to Polska znajdzie się w strategicznej pauzie, w czasie, który poprzedza nową fazę konfliktu. Tym razem być może z naszym udziałem, i to nie dlatego, że my tego chcemy, ale z tego względu, że na Kremlu już zdali sobie sprawę, iż nie będą w stanie złamać Ukrainy i w konsekwencji zaprowadzić w naszej części Europy swoich porządków, jeśli Polska wspiera swojego sąsiada i nie godzi się na powrót rosyjskiego hegemona.

Ten czas musimy zatem wykorzystać po to, aby odbudować nasze wojsko, a tego nie da się zrobić bez gruntownej modernizacji państwa. Musimy też zakończyć niszczący spór wewnętrzny, który nas osłabia, powoduje, że nie możemy jako wspólnota podjąć trudnych, a w obecnych czasach niezbędnych decyzji. Polska wraz z sojusznikami musi też wypracować nową wiarygodną strategię odstraszania Rosji, jeśli oczywiście chcemy żyć w pokoju i w państwie, którego obywatele decydują o własnych sprawach. Mamy na to wszystko, w najlepszym wypadku, siedem lat. Potraktujmy sytuację poważnie i zacznijmy stawiać poważne pytania o to, jak ma się zmienić nasze państwo, jak powinna wyglądać nasza polityka, jakie siły zbrojne budować. O tym jest ta książka.

Niniejszy tekst to fragment książki Marka Budzisza pt. „Pauza strategiczna”, wyd. Zona Zero.

Czytaj też:
Budzisz: To mit, że Rosjanie są słabi
Czytaj też:
Chińska sieć zła

Źródło: DoRzeczy.pl / Wyd. Zona Zero