Trauma trwała latami. Zwycięscy Sowieci zgwałcili tysiące Polek

Trauma trwała latami. Zwycięscy Sowieci zgwałcili tysiące Polek

Dodano: 
Armia Czerwona
Armia Czerwona Źródło: Wikimedia Commons / Brankom / Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0
"Oddziały ustawicznie przeczesywały wsie, poszukując rzekomo ukrywających się tam bandytów z AK. Ze strony tych oddziałów nagminnie dochodziło do rabunków i gwałtów. Te ostatnie miały różny wymiar – od indywidualnych gwałtów, których dopuszczali się pojedynczy żołnierze, po gwałty grupowe dokonywane przez całe oddziały."

Książka przypomina niechlubną przeszłość Sowietów i rolę, jaką odegrali w dziejach Polski i innych krajów Starego Kontynentu. To rola wstydliwa, której nigdy się nie wyrzekli.

Mają ciągle niezaspokojony apetyt nie tylko w militarnym podbijaniu kolejnych terytoriów. Czasy się zmieniły, więc i metody, jakimi operują, musiały zostać unowocześnione. Ale mentalność sowiecka pozostała niezmienna.

Czy Rosja zatem kiedykolwiek zmieni swoje podejście do historii?

Niniejszy tekst to fragment książki dr. Leszka Pietrzaka pt. „Zakazana historia Sowietów”, wyd. Fronda

Fragment z rozdziału „Armia gwałcicieli”

Pomnik Wdzięczności Armii Czerwonej w Dubiczach Cerkiewnych postawiony w 1985 roku

Gdy w lipcu 1944 r. Sowieci przekroczyli linię Bugu, szybko dotarli do linii Wisły, na której front zatrzymał się na prawie pół roku. Na tereny tzw. Polski Lubelskiej napłynęły wówczas olbrzymie masy sowieckich jednostek frontowych oraz innych formacji Armii Czerwonej, a także jednostki sowieckiego Smierszu i NKWD. Szacuje się, że od lipca 1944 do stycznia 1945 r. na terenach tych stacjonowało łącznie prawie 2 miliony sowieckich żołnierzy. Władza PKWN i jego resortu bezpieczeństwa (UB, Milicji) była tam czysto iluzoryczna. W rzeczywistości rządzili Sowieci, którzy traktowali zajęte tereny jako strefę przyfrontową, w której obrębie mogą robić, co tylko zechcą. Kontrolowali miasta i miasteczka, a także wszystkie ważniejsze drogi, organizując na nich specjalne punkty przepustowo-kontrolne.

Ich oddziały ustawicznie przeczesywały wsie, poszukując rzekomo ukrywających się tam bandytów z AK. Ze strony tych oddziałów nagminnie dochodziło do rabunków i gwałtów. Te ostatnie miały różny wymiar – od indywidualnych gwałtów, których dopuszczali się pojedynczy żołnierze, po gwałty grupowe dokonywane przez całe oddziały. Nie jest wykluczone, że w tym ostatnim przypadku motywem mogła być również frustracja sowieckich żołnierzy z powodu fiaska w poszukiwaniu AK-owców. W każdym razie ów czesne sprawozdania okresowe Milicji i UB z terenów Polski Lubelskiej pełne są informacji o przestępstwach sowieckich żołnierzy, wśród których gwałty były codziennością. Ofiarami były nie tylko dorosłe kobiety, lecz także nader często małe dziewczynki. Historycy szacują, że gwałty mogły wówczas stanowić od 10 do 20 procent ogólnej struktury sowieckich przestępstw na obszarze Polski Lubelskiej. Na pewno mocno dawało się to we znaki miejscowej ludności. Doszło nawet do tego, że mieszkańcy Lublina i okolic jesienią 1944 r. zaczęli się skarżyć sowieckim komendantom wojennym na zachowanie podlegających im żołnierzy. Jeden z nich w odpowiedzi na taką skargę stwierdził lakonicznie: „Nie możemy karać wszystkich, bo nie byłoby komu służyć”. Ta pierwsza fala gwałtów nie była wcale największą, jaka dotknęła polskie kobiety.

O wiele silniejsza była kolejna, która zaczęła się w styczniu 1945 r. wraz z nową ofensywą Armii Czerwonej. Masowe gwałty zdarzyły się wówczas pod czas zajmowania przez nią Krakowa, a potem w czasie walk o Poznań. Istnieje wiele relacji, które opisują, jak w stolicy Wielkopolski sowieccy żołnierze pod pozorem pomocy w opatrywaniu rannych zwabiali do siebie kobiety, a potem je brutalnie gwałcili. W tym czasie miały również miejsce masowe gwałty Polek na Pomorzu. W samym Gdańsku mieszkające tam Polki, podobnie zresztą jak i Niemki, zmuszone były tygodniami do ukrywania się w mrocznych piwnicach, ponieważ wyjście nie chybnie groziło porwaniem i zgwałceniem przez grupy pijanych krasnoarmiejców, dla których ani narodowość, ani wiek kobiet nie miały żadnego znaczenia. Tak na prawdę gwałty na Pomorzu były swoistym przedłużeniem tego, co nieco wcześniej zaczęło się na terenie Prus Wschodnich.

Okładka książki dr. Leszka Pietrzaka pt. „Zakazana historia Sowietów”, wyd. Fronda

Wiosną 1945 r. masowe gwałty zaczęły się także na Śląsku, gdzie – podobnie jak na Pomorzu – przybrały charakter swoistej klęski żywiołowej. W wielu miastach i miasteczkach sowieccy żołnierze organizowali obławy na kobiety, wyłapując je, a potem brutalnie gwałcąc. Tak było m.in. w Katowicach, Zabrzu i Chorzowie. W sposób szczególny ucierpiały Polki na Opolszczyźnie, gdzie w niektórych miejscowościach jednego miesiąca zgwałcono połowę z nich. Obok ulic i głównych dróg najbardziej niebezpiecznymi dla kobiet miejscami były dworce kolejowe i pociągi. Głównie dlatego, że były systematycznie patrolowane przez sowieckich żołnierzy. Jedna z ofiar zbiorowego gwałtu krasnoarmiejców opisywała sytuację, w jakiej się znalazła: „W dniu 8 stycznia [1946 r.] o godz. 1-ej w czasie powrotu mojego z ferii świątecznych z Radomia do Szprotawy, między Legnicą a Szprotawą do wagonu, w którym jechałam, jak również do innych wagonów, wkroczyły masy bolszewików, zaczęli torturować i bić mężczyzn, rabować walizki i gwałcić kobiety, z których ani jedna nie uszła tej hańby i gwałtu”. Autorka relacji przez wiele miesięcy pogrążona była w głębokiej traumie i nie mogła powrócić do zdrowia.

Niniejszy tekst to fragment książki dr. Leszka Pietrzaka pt. „Zakazana historia Sowietów”, wyd. Fronda

Czytaj też:
"Wiecznie bijące źródło antydekalogu". Zakazana historia Sowietów
Czytaj też:
Zuchwałość komunistów. Tak sfałszowali wybory. Próbę zrobili już wcześniej
Czytaj też:
Przemytnik, pisarz, antykomunista z urodzenia

Źródło: DoRzeczy.pl / Wyd. Fronda