Wydarzenie, które przeszło do historii jako Akcja pod Arsenałem, a które uwiecznił w "Kamieniach na szaniec" Aleksander Kamiński, było konsekwencją dwóch aresztowań do których doszło kilka dni wcześniej. W nocy z 18 na 19 marca 1943 r., w mieszkaniu przy ul. Osieckiej na stołecznym Grochowie Gestapo aresztowało dowódcę hufca plutonu „Praga” Grup Szturmowych Szarych Szeregów Henryka Ostrowskiego "Heńka". W wyniku przeprowadzonej w jego mieszkaniu rewizji Niemcy znaleźli materiały szkoleniowe i wywiadowcze, notatki, a także adres dowódcy Hufca „Sad” – Południa Grup Szturmowych Jana Bytnara „Rudego”.
Na reakcję Niemców nie trzeba było długo czekać. Do mieszkania rodziny Bytnarów przy Al. Niepodległości 159 w Warszawie Gestapo przyszło 23 marca o godz. 4.30. W tym przypadku przeszukanie również pozwoliło na znalezienie materiałów obciążających: zerwanych niemieckich flag, konspiracyjnej prasy, afiszy i ulotek oraz stempla do malowania znaku Polski Walczącej. Aresztowano "Rudego" i jego ojca, Stanisława Bytnara.
Aresztowanie było początkiem dramatu "Rudego". Był bity odkąd tylko przewieziono go na Szucha. Katusze, jakie podczas brutalnych przesłuchań przeszedł Janek Bytnar opisał Tadeusz Zawadzki "Zośka": „Janek był zdrowy lecz chudy i dość drobny: już pierwsze bicia doprowadzane były do utraty przytomności. Gdy chciał zemdleć, by nie czuć, nadstawiał głowę pod kije i mdlał. Zemdlonego budzono do życia kopaniem w brzuch i deptaniem rąk, wierceniem butami między nogi”.
W relacji napisanej przez "Zośkę" czytamy, że przesłuchania była tak brutalne, że już pierwszego dnia musiano Janka nosić na noszach lub ciągać za ręce omdlałego, włócząc głową i nogami po schodach. Drugiego dnia po aresztowaniu z ciężkimi obrażeniami ciała i pierwszymi objawami mocznicy trafił do szpitala więziennego na Pawiaku.
Odbić przyjaciela
Inicjatorem Akcji pod Arsenałem był serdeczny przyjaciel Jana Bytnara, Tadeusz Zawadzki ps. Zośka, dowódca GS Chorągwi Warszawskiej, dla którego aresztowanie "Rudego" było dotkliwym ciosem. "To straszna była dla mnie chwila. Coś się urwało, skończyło, uleciało w powietrze. Powstała pustka. Lecz łzy w oczach powstrzymywało natychmiast myśl: jeszcze nie koniec, jeszcze jest szansa, dziś jeszcze atakujemy samochód i odbijamy Janka" – pisał później Zawadzki. Tak też się stało. "Zośka" akcję zaplanował, zorganizował i dowodził sekcją "atak" w czasie jej realizacji.
"Wywiad Szarych Szeregów ustalił datę przewozu »Rudego« z alei Szucha na Pawiak – największe niemieckie więzienie w Generalnym Gubernatorstwie. Na miejsce akcji wybrano zbieg ulic Bielańskiej, Długiej i Nalewki, w pobliżu budynku dawnego Arsenału. Musiał to być punkt oddalony od niemieckich posterunków, a jednocześnie dość ruchliwy, by umożliwić szybką ucieczkę. Samochód miał zostać zatrzymany przez zespół uzbrojony w butelki zapalające. W gotowości były zespoły z bronią maszynową i granatami oraz członkowie grup zabezpieczających. Jako że akcja miała być pierwszą operacją na taką skalę, obawiano się odwetu i dlatego ostateczną zgodę miało podjąć dowództwo Kedywu. Okazało się jednak, że kierownictwo przebywało poza Warszawą. »Orsza« miał zasadnicze wątpliwości:
»Dla mnie, jako dla dowódcy, sam moment walki to nie wszystko. Obok tego były jeszcze inne sprawy, takie jak decyzja podjęcia samej akcji, jej plan. Zwłaszcza sprawa decyzji. (...) Z jednej strony był wpływ zespołu, uczuć oddziału, z drugiej: konieczność chłodnego poczucia odpowiedzialności za miasto, za Warszawę. Tego rodzaju rozmiar akcji był pierwszym wydarzeniem zbrojnym na terenie Warszawy od czasów jej oblężenia. Trudno nam było przewidzieć, w jaki sposób zachowa się okupant, jakie spowoduje to represje, w jaki sposób zareaguje ludność i jak w ogóle przebiegnie cała akcja«." (cyt. za: Piotr Bejrowski, "Akcja pod Arsenałem", muzhp.pl)
Akcję odbicia Janka Bytnara, wbrew wcześniejszym planom, przeprowadzono 26 marca. Dowodził nią Komendant Chorągwi Warszawskiej Stanisław Broniewski ps. Orsza. Chłopcom z Grup Szturmowych udało się, oprócz "Rudego", uwolnić 20 innych więźniów przewożonych z siedziby Gestapo przy al. Szucha na Pawiak, w tym Henryka Ostrowskiego.
Choć akcja zakończyła się sukcesem, niosła za sobą niesłychanie dotkliwe konsekwencje. W odwecie za jej przeprowadzenie 27 marca Niemcy rozstrzelali na dziedzińcu Pawiaka 140 Polaków i Żydów. W wyniku odniesionych w czasie akcji ran 30 marca zmarł Maciej Aleksy Dawidowski ps. Alek. Tego samego dnia zmarł także uwolniony z rąk Niemców Jan Bytnar "Rudy". 2 kwietnia zmarł inny uczestnik akcji, Tadeusz Krzyżewicz ps. Buzdygan. Z kolei Hubert Lenk ps. Hubert został aresztowany, a następnie zakatowany przez funkcjonariuszy Gestapo.
"W 1943 roku »Zośka« i »Rudy« mieli po 22 lata. Józef Zawadzki – przed wojną profesor i rektor Politechniki Warszawskiej – widział w synu Tadeuszu »typ, jaki w najśmielszych marzeniach wyobrazić sobie chciałem. Jako typ nowej młodzieży, która nową, lepszą Polskę budować będzie. Widzę w nim, tak rzadko niestety spotykane, połączenie głębi duchowej, czystych intencji, czystego życia z umiejętnością brania życia w garść i nieprzeciętnym talentem organizacyjnym i wychowawczym«.
Nie było mu jednak dane budowanie nowej Polski. Poległ w ataku na niemiecką strażnicę 21 sierpnia 1943 roku. Jego pamiętnik posłużył Aleksandrowi Kamińskiemu do napisania »Kamieni na szaniec«. Ojciec »Rudego« – nauczyciel i były żołnierz Legionów Polskich – został na Pawiaku, skąd wywieziono go do KL Auschwitz. Został zastrzelony przez SS w trakcie ewakuacji obozu w styczniu 1945 roku." (cyt. za: Piotr Bejrowski, "Akcja pod Arsenałem", muzhp.pl)
Czytaj też:
Syrenka o twarzy „Danuty”. Może uchodzić za symbol powstańczej WarszawyCzytaj też:
Największa zbrodnia w Kraju Warty. Niemcy zabili publicznie sto osóbCzytaj też:
Brawurowa, masowa ucieczka z ubeckiego więzienia. Komuniści byli skompromitowani
