• Tymoteusz PawłowskiAutor:Tymoteusz Pawłowski

Zamach. Ale czyj?

Dodano: 
Warszawa. Żołnierze podczas zamachu majowego
Warszawa. Żołnierze podczas zamachu majowego Źródło: Wikimedia Commons
Premier był podstępny, prezydent – naiwny, a marszałek – bierny. Żadnemu z nich zachowanie w ciągu tych trzech dni maja nie przynosi zaszczytu

Powszechna narracja dotycząca zamachu majowego wygląda następująco: marszałek Józef Piłsudski latami szykował się do przejęcia władzy w Polsce, gromadząc wokół siebie oddanych ludzi, a gdy w maju 1926 r. Polska była pogrążona w głębokim kryzysie, skoncentrował – pod pozorem manewrów wojskowych – przeważające siły wojskowe i ruszył z nimi na stolicę. Premier Wincenty Witos stanął jednak w obronie konstytucji i przez trzy dni dzielnie jej bronił, ale ostatecznie uległ przemocy.

Ta narracja jest piękna, tylko… nie zgadza się z faktami. Została jednak powszechnie zaakceptowana przez wszystkie strony konfliktu, ponieważ była dla nich wygodna. Premier Wincenty Witos mógł zaprezentować się jako ofiara przemocy, prezydent Stanisław Wojciechowski jako rozważny mąż stanu, a marszałek Józef Piłsudski jako silny człowiek Rzeczypospolitej. Tymczasem premier był podstępny, prezydent – naiwny, a marszałek – bierny.

Zła wola

Genezy zamachu majowego niektórzy ówcześni politycy i współcześni historycy doszukują się w słowach Józefa Piłsudskiego, które wypowiedział on, opuszczając przyjęcie wyprawione 3 lipca 1923 r. przez jego podwładnych i przyjaciół, gdy odchodził ze stanowiska przewodniczącego Ścisłej Rady Wojennej. Otóż powiedział on wówczas: „Do widzenia, Panowie”. Trzeba bardzo dużo złej woli, aby w zwyczajowym pożegnaniu widzieć „zapowiedź rychłego powrotu”.

Następnym rzekomym dowodem knucia jest obsadzenie przez oficerów wiernych Piłsudskiemu kluczowych stanowisk w Wojsku Polskim. Jednak po 1923 r. władzę sprawowali niechętni Piłsudskiemu generałowie z dawnej armii austro-węgierskiej. Oficerowie legionowi z reguły służyli na odległych placówkach. Przykładowo: Kazimierz Sosnkowski trafił do dowództwa okręgu korpusu w Poznaniu. Trafił tam także – na stanowisko dowódcy dywizji kawalerii – gen. Gustaw Orlicz-Dreszer. Z kolei Edward Śmigły-Rydz dowodził okręgiem korpusu w peryferyjnym Wilnie.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu miesięcznika Historia Do Rzeczy.