W dniu 13 czerwca 1999 r. Jan Paweł II podczas uroczystej Mszy św. w Warszawie beatyfikował 108 polskich męczenników zamordowanych podczas drugiej wojny światowej przez okupantów z powodu trwania przy wierze. W tej grupie znalazło się 3 biskupów, 51 kapłanów diecezjalnych, 26 zakonników, 3 kleryków, 7 braci zakonnych, 8 sióstr zakonnych i 9 osób świeckich. Oczywiste było, że coraz bardziej zbliżający się do kresu życia polski papież chciał wypełnić swoisty testament swojego pokolenia.
Ale ta zbiorowa beatyfikacja miała też swoje wady. W tak dużej grupie ludzi Kościoła „stopiły” się bowiem najróżniejsze, niekiedy niezwykle ciekawe życiorysy, które łączył jeden wspólny mianownik: krwawa śmierć.
W Polsce są tylko dwie parafie pod wezwaniem tych zbiorowych patronów – w Powierciu i w Malborku. A przecież wśród tych ofiar kaźni za wiarę są postacie, na temat których można napisać trzymające w napięciu arcydzieła. I właśnie dlatego Adam Hlebowicz podjął trud wyciągnięcia z tego tłumu męczenników jednego kapłana, który swym życiem symbolizował los polskich Kresów w czasach II RP i w pierwszych latach wojny. Postać ks. Henryka Hlebowicza jest jakby żywcem wyjęta z okupacyjnych książek Józefa Mackiewicza.
Skąd się wziął zaskakujący tytuł pracy Adama Hlebowicza? „Święty bolszewik” przylgnął do młodego kapłana z kilku powodów. Po pierwsze, przybył do Polski z dalekiego rosyjskiego Orenburga dopiero w 1921 r., kiedy jego rodzina zdołała uzyskać zgodę władz sowieckich na wyjazd do ojczyzny. Po drugie, bardzo długo sam ks. Hlebowicz żartobliwie akceptował takie określenie z racji swej wrażliwości społecznej i przekonania, że jedyną odpowiedzią na propagandę komunistyczną, która sączyła się zza wschodniej granicy w okresie międzywojennym, jest dostrzeganie i rozwiązywanie problemu ludzkiej nędzy.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
