„Człowiek, który umiera bogaty, umiera w hańbie” – napisał w swoim słynnym manifeście „Ewangelia bogactwa” (1889) założyciel Carnegie Steel. Ku powszechnemu zdumieniu Andrew Carnegie w pełni zrealizował swoją zapowiedź. Córce Margaret zapisał wprawdzie w spadku kilka milionów dolarów, które wystarczyły jej na bardzo dostatnie życie, a żonie Louise zapewnił dożywotnią rentę, lecz kwoty te stanowiły tylko niewielki ułamek fortuny, którą zgromadził w czasie swojego długiego życia.
„Król stali”, skądinąd słusznie, uważał, że bogactwo nie tylko było jego osobistą zasługą, lecz także wynikało z okoliczności, które zostały wypracowane przez całe społeczeństwo. Dlatego właśnie bogaty powinien dzielić się swoim majątkiem ze wszystkimi wokoło – nie w sensie dosłownym, lecz finansując instytucje użyteczności publicznej. Jako młody chłopak z ubogiej rodziny Carnegie często korzystał z publicznych bibliotek. Gdy zgromadził wielki majątek, przeznaczył łącznie 41 mln dol. (ok. 1,4 mld dol. według obecnego kursu) na aż 1689 publicznych bibliotek w samych tylko Stanach Zjednoczonych. Łącznie na całym świecie zbudował i wyposażył ich blisko 3 tys.
Współcześnie nazwisko Carnegie bywa najczęściej przywoływane w związku z nowojorską Carnegie Hall, salą słynącą nie tylko ze świetnej akustyki, lecz także z ogromnego prestiżu. Bogacz polecił wybudować ją w latach 1889–1891, a na otwarcie zaprosił Piotra Czajkowskiego. Kilka miesięcy później w Carnegie Hall pojawił się także Ignacy Jan Paderewski, który od tamtej pory był tam stałym bywalcem. Słynny Polak utrzymywał z Andrew i Louise Carnegie bardzo zażyłe relacje towarzyskie i często gościł na prywatnych koncertach w ich domu przy Piątej Alei. Dzięki tej znajomości Paderewski zyskał później w Carnegiem ważnego sojusznika, a nawet sponsora sprawy polskiej. Poparcie dla odzyskania przez Polskę niepodległości przez samego „Króla Stali” było ważniejsze, niż mogłoby się współcześnie wydawać, ponieważ z jego zdaniem liczono się na całym świecie, a w szczególności w Waszyngtonie.
To wszystko jednak nie znaczy, że Carnegie był niepoprawnym idealistą, walczącym o lepszy świat i bezgranicznie oddanym służbie innym ludziom. „Król Stali” potrafił wygłaszać najbardziej wzniosłe deklaracje na temat praw pracowniczych, a jednocześnie gnębił wielu swoich pracowników i latami nie dawał im podwyżek. Podając się za pacyfistę i wroga wszelkich wojen, wspierał mocarstwowe dążenia państw anglosaskich. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że Carnegie przekupywał ludzi swoją działalnością filantropijną, aby zapomniano mu jego liczne przejawy cwaniactwa i małostkowości.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
