Autor pokazuje papieża nie tylko jako przywódcę Kościoła, lecz także jako jednego z najważniejszych uczestników globalnych przemian końca XX wieku.
Na kartach książki czytelnik śledzi papieskie podróże, spotkania z przywódcami państw, dialog z lokalnymi Kościołami oraz reakcje na kryzysy polityczne i społeczne rozgrywające się od Meksyku po Argentynę. W tle pojawiają się zimna wojna, upadek komunizmu, ruchy społeczne, emigracja oraz zmagania milionów ludzi z biedą, przemocą i brakiem wolności.
Medellín: wojna narkotykowych karteli pod okiem papieża
Niniejszy tekst to fragment książki Mirosława Olszyckiego pt. "Krzyż i kartele. Jan Paweł II w Ameryce Łacińskiej. Między dyktaturami, przemocą a wiarą.", wyd. Zona Zero
Kilkadziesiąt lat po śmierci narkotykowy boss Pablo Escobar wciąż jest obiektem prawdziwego kultu w Medellín. Pod drzewami cmentarza Itagüí, nieco oddzielony od reszty, grób z prostych czarnych płyt wyróżnia się na tle porastającej wzgórze w mieście, w którym Escobar stworzył swoją siedzibę z krwi i ognia. „Tutaj spoczywa człowiek, który był jednym z najbardziej przerażających i najbogatszych ludzi w Kolumbii. Do tego stopnia, że zaproponował nawet rządowi spłatę zadłużenia zagranicznego kraju w zamian za spokój ducha” – rzekł poważnym tonem Jorge Londoño, 28-latek mieszkający na przedmieściach Medellín, który udzielał wywiadu dziennikarzowi agencji AFP. „Pablo Escobar był bogiem, choć wyrządził Kolumbii wiele szkód. Był złożoną postacią, zdolną do kochania i nienawidzenia z równą siłą” – dodał na zakończenie.
Urodzony 1 grudnia 1949 roku Pablo Emilio Escobar Gaviria został zastrzelony 2 grudnia 1993 roku, a pochowany 3 grudnia tego samego roku. Każdego roku, w te trzy dni grudnia, przy grobie kokainowego barona pojawia się o wiele więcej odwiedzających niż zwykle. Turyści w różnym wieku i z różnych środowisk, od Meksyku po Filipiny, przychodzą z ciekawości, ale – jak mówi Jorge Londoño – miejscowi przychodzą na cmentarz z zapałem.
Jako dom dla jednego z najpotężniejszych i najbardziej bezwzględnych syndykatów narkotykowych na świecie Medellín stało się synonimem morderstw i krwawych porachunków gangów narkotykowych w latach 80. W 1993 roku, w którym kolumbijska policja zabiła przywódcę kartelu Pablo Escobara, to dwumilionowe miasto miało najwyższy wskaźnik zabójstw na mieszkańca w Kolumbii i na świecie.
![]()
Pod koniec XX wieku Medellín było również liderem w Kolumbii pod względem zabójstw dzieci. Według Departamentu Studiów Kryminologicznych i Identyfikacji (DECYPOL), miejskiego biura koronera, 14% morderstw, które miały miejsce między 1986 a majem 1993 roku, dotyczyło dzieci, w sumie było ich blisko 5 tys.
„W naszych dzielnicach państwo nie ma kontroli. To sprzeczność, że tam, gdzie jest policja, to ona nie decyduje i nie wymusza przestrzegania prawa” – powiedział Humberto, mieszkaniec Medellín.
Humberto miał niewątpliwie rację, bowiem biznes narkotykowy odgrywał w mieście kluczową rolę. Do karteli rekrutowano nie tylko dorosłych, lecz także dzieci, które przymuszano do pełnienia roli traqueteros (handlarzy narkotyków), ochroniarzy, łączników, obserwatorów i przerażających płatnych morderców, którzy strzelali do swoich ofiar z motocykli. W latach 1986–1991, wraz z boomem biznesowym, wskaźnik zabójstw w Medellín wzrósł o 311%. Bardziej dramatyczny był wskaźnik zabójstw wśród dzieci, który wzrósł o 566%, ze 171 dzieci w 1986 roku do 1021 w 1991 roku, co stanowi największy wzrost w każdej grupie wiekowej. Większość z nich to biedni chłopcy, którzy zginęli w weekendową noc w centrum miasta i w biednych dzielnicach, zwanych comunas, które wychodzą na dolinę Aburrá, gdzie leży Medellín.
Dla autorów badania dotyczącego przemocy w Medellín wniosek był jasny. „Zabójcza przemoc stała się bardziej selektywna z tendencją do angażowania osób, które są coraz młodsze”.
Jednak, jak wskazywały badania, nawet po śmierci Escobara morderstwa należały w mieście do codzienności. Chociaż początkowo odnotowano spadek ogólnej liczby zabójstw na początku 1994 roku, wskaźnik ten wkrótce wzrósł, przekraczając poziom z tego samego okresu w 1993 roku. Na przykład podczas czerwcowego trzydniowego weekendu mordowano dwie osoby na godzinę, w tym piętnastoletnią dziewczynkę, której podziurawione kulami ciało znaleziono na Curva del Diablo (Diabelskim Zakręcie), jednym z dwunastu uznanych botaderos de cadáveres (zrzutów zabitych ciał) w Medellín. Podczas gdy zabójstwo gwiazdy piłki nożnej i mieszkańca miasta Andrésa Escobara (brak pokrewieństwa) trafiło na pierwsze strony gazet na całym świecie, w tym mieście tylko jego sława odróżniała go od większości innych zabitych w 1994 roku.
Liderzy społeczności i lokalne grupy praw człowieka, wypowiadając się dla Human Rights Watch/Americas (Organizacji Praw Człowieka Ameryki), wyznawali, że poza handlem narkotykami do wysokiego wskaźnika zabójstw wśród dzieci przyczyniały się ubóstwo, uzależnienie od narkotyków, rozpad rodziny i brak perspektyw rozwoju. Podczas gdy centra handlowe, modne butiki, kina i dyskoteki zaspokajały potrzeby najbogatszych, ponad połowa populacji miała trudności z wyżywieniem, zakupem ubrań i utrzymaniem swoich rodzin.
Jednak, szczególnie wśród młodych ludzi, pragnienie posiadania rzeczy takich jak motocykle, importowane buty do koszykówki, złote łańcuchy i markowe zegarki było podsycane przez mnożenie się wystawnych towarów pochodzących z handlu narkotykami. W Medellín symptomem tego, jak ważna stała się tendencja do wyglądania na bogatego, byli uliczni sprzedawcy, którzy sprzedawali fantazyjne metki wycięte z kradzionych ubrań, które można było doszyć do tańszej odzieży. Dla tych, którzy desperacko pragnęli zdobyć status i pieniądze, przestępczość oferowała szybkie spełnienie ich marzeń.
Medellín, choć znane jako ośrodek intelektualny i artystyczny oraz miejsce debat kościelnych (m.in. II Ogólna Konferencja Episkopatu Ameryki Łacińskiej w 1968 roku), ceniono także za przedsiębiorczość i ideał „self-made man” – człowieka, który sukces zawdzięcza własnej inicjatywie. Luis Cañón zauważał, że choć wielu mieszkańców Kolumbii nie akceptowało przemocy i morderstw stosowanych przez Pablo Escobara, inni podziwiali jego przedsiębiorczość i filantropijną hojność. Znaczna część opinii publicznej zgadzała się z oceną, że był „najbardziej zdecydowanym, energicznym i zuchwałym przywódcą Antioquii lat 80”..
W opinii znacznej części kolumbijskiego społeczeństwa „El Patrón” („Szef”) odszedł w poniżeniu, ale domy, parki i boiska piłkarskie, które zbudował, pozostały. Jako wzór do naśladowania Escobar wywarł na młodzieży z Medellín wrażenie, którego zatarcie zajmie lata.
Obraz miasta byłby jednak niekompletny bez ostatniego elementu, który stanowił część narkotykowego kontekstu w Medellín: roli funkcjonariuszy państwowych jako morderców, którzy pozostawali bezkarni, obserwatorów, którzy nie sprzeciwiali się morderstwom i nie interweniowali w celu ich powstrzymania, oraz władz, które nie zapewniały ochrony obywatelom. „Kiedy państwo rezygnuje z odpowiedzialności za zapewnienie bezpieczeństwa, wkraczamy w barbarzyństwo” – skomentował jeden z obrońców praw człowieka.
Podobnie jak w przypadku innych morderstw w Kolumbii, większość zabójstw w Medellín pozostawała bezkarna. Według Ivána Velásqueza Gómeza, regionalnego prokuratora, 98% zabójstw w mieście nie było badanych ani ściganych. Jego biuro było niedofinansowane i nie posiadało wystarczającej liczby pracowników, co uniemożliwiało mu prowadzenie dochodzenia przeciwko członkom sił bezpieczeństwa zamieszanym w łamanie praw człowieka. „Mogę potwierdzić, że w Medellín dochodzenie karne nie istnieje”, wyznał prokurator. „W Medellín jest teraz bardziej brutalnie niż trzy lata temu, z Pablo Escobarem. Nie ma żadnych środków, aby spowolnić tę rzeczywistość, niezależnie od tego, czy śmierć następuje z rąk sił bezpieczeństwa czy osób prywatnych”.
![]()
Gómez stwierdził ponadto, że choć przemoc jest złożonym zjawiskiem, w żadnym wypadku nie można jej zrozumieć ani zmienić. „Wysiłek wielu mieszkańców Medellín – w tym członków gangów, Kościoła, grup praw człowieka, organizacji pozarządowych, milicji i niektórych agencji rządowych – mających na celu powstrzymanie przemocy i zobowiązanie rządu do wywiązania się z obowiązku ochrony życia, był w większości nieskuteczny”. Dał przykład:
„Chociaż Teófilo jest niezwykłym człowiekiem – przyznał – jego historia już nie jest. Urodzony w Medellín jako syn samotnej matki, zaczął eksperymentować z marihuaną, bazuco i kokainą w wieku dziewięciu lat. W wieku jedenastu lat dopuścił się pierwszej kradzieży. Dwa lata później kupił swój pierwszy pistolet. Choć odmawia podania szczegółów, przyznaje, że jest mordercą”.
W dalszej części swojej wypowiedzi Gómez ujawnił, że gang, któremu przewodzi Teófilo, pracował dla człowieka znanego jako „El Gordo” („Grubas”), lokalnego bossa narkotykowego, który zatrudniał go do transportu narkotyków.
Dzięki przemytowi kokainy do Stanów Zjednoczonych rodzinie Teófilo wiodło się lepiej niż innym; kupowała drogie ubrania, motocykle i zestawy mebli do salonu, które nadal znajdują się w domu jego matki. „Jednak – przyznał prokurator – rodzina zapłaciła wysoką cenę za udział w procederze. Siostra zginęła w wojnie gangów. Dwoje rodzeństwa trafiło do więzienia. Sparaliżowany i przykuty do wózka inwalidzkiego przez policyjną kulę w wieku osiemnastu lat, Teófilo jest ostatnim żyjącym ze swojego pierwotnego gangu”. Dziś jest świadkiem w procesach sądowych przeciwko urzędnikom państwowym biorącym udział w popełnianych przestępstwach. Zeznał, że policja odgrywała podwójną rolę w jego gangu: „Czasami sprzedawali nam pistolety. Innym razem grozili wyrzuceniem naszych ciał na wysypisko zwłok Santa Elena. Jeśli podejrzewali, że jestem zamieszany w jakieś nadużycie lub zbrodnię, zabierali mnie na posterunek. Tam nazywali mnie «rzeżączką». Nakładali mi na głowę plastikową torbę, dopóki nie powiedziałam tego, co chcieli usłyszeć. Innym razem grozili, że wbiją mi igły pod paznokcie lub porażą prądem. Raz posadzili mnie za morderstwo. Siedziałem 13 dni. Policja zabija żywcem, torturując. Rywalizujące gangi po prostu strzelają i to jest lepsze”.
Organizacja Praw Człowieka w Ameryce, monitorująca naruszenia praw człowieka w ramach tzw. wojny z terroryzmem, wskazała na setki gangów w Medellín, zajmujących się handlem narkotykami, rozbojami, kradzieżami samochodów i wymuszeniami. W niektórych dzielnicach przestępcy chronili sąsiadów, popełniając przestępstwa gdzie indziej, w innych terroryzowali wszystkich, tworząc „niczyją ziemię strachu”. Członkowie gangów tłumaczyli, że wstępowali do grup przestępczych, nie zważając na konsekwencje, i wykonywali rozkazy, walcząc w ten sposób o swoje marzenia. Nastolatkowie z Bello, miasta graniczącego z Medellín, recytowali z uśmiechem wiersz, który stał się mottem ich działań:
Fumar para matar
Matar para comer
Comer para vivir
Palić narkotyki, by zabijać
Zabijać, by jeść
Jeść, aby żyć
Najbardziej znanym bossem narkotykowym w Medellín był Pablo Escobar. To on zbudował armię zabójców opartą na młodych mężczyznach z niższych warstw społecznych i o niskich dochodach. Zatrudniał i szkolił gangi młodzieżowe, które powstały w najbiedniejszych dzielnicach miasta. W podobny sposób działali inni szefowie kolumbijskich karteli: Rodríguez Gacha, Rodríguez Orejuela, Fabio Ochoa Vásquez oraz Carlos Lehder.
Prawie każdy z nich mógłby zajmować się zupełnie czymś innym, prowadzić dobrze prosperujące sklepy spożywcze, stać na czele przedsiębiorstw transportowych lub zajmujących się budową dróg. Orientowali się w prawie podatkowym i prawie pracy, znali ustawę o rachunkowości, potrafili dobierać właściwych współpracowników, dobrze wynagradzali, byli pracowici. Stworzenie kontraktowej formy biznesu w branży kokainowej nie nastręczyło im większych kłopotów, czego najlepszym dowodem był fakt, że w latach 80. kolumbijscy handlarze przerzucali około 15 ton kokainy dziennie z Ameryki Południowej do Stanów Zjednoczonych.
Kartele zlecały uprawę koki dotkniętym ubóstwem plantatorom w Peru i Boliwii, przetwarzały pastę w Kolumbii i przemycały ją do Stanów Zjednoczonych i Europy. Często przemytnikami byli imigranci, którzy wyjeżdżali za granicę do krewnych w Miami, Nowym Jorku lub Hiszpanii. Mary Roldán, kierownik katedry historii Ameryki Łacińskiej im. Dorothy Epstein w Hunter College, zauważyła pewną szczególną prawidłowość związaną z przemytem narkotyków do USA. Otóż, Kolumbijczycy pochodzący z Medellín i okolicznych regionów, którzy migrowali i osiedlali się w Stanach Zjednoczonych w pierwszych latach handlu narkotykami, tworzyli gotowe grupy ułatwiające dystrybucję narkotyków, głównie ze względu na kulturowe i językowe powiązania z Ameryką Łacińską, co powodowało ustanowienie silnych sieci zaufania społeczności przyjmujących i dystrybuujących narkotyki. W rozwoju narkotykowego biznesu – zdaniem Roldán – pomagały także długie linie brzegowe Stanów Zjednoczonych oraz trudne do nadzorowania granice.
Drogi przemytu heroiny z Kolumbii do USA wiodły najczęściej przez terytoria Argentyny, Ekwadoru, Gwatemali, Meksyku, Panamy i Wenezueli. Niejednokrotnie ładunki heroiny łączone były na pokładach szybkich łodzi z ładunkami kokainy, choć obecnie ten sposób transportu wykorzystywany jest coraz rzadziej. Ten typ narkotyku był przeważnie umieszczany na pokładach statków transportowych lub przywożony przez kurierów podróżujących liniami lotniczymi, którzy ukrywali przemycaną heroinę w podszewkach ubrań, w bagażu lub we własnym organizmie (narkotyk był i jest nadal pakowany w szczelne lateksowe woreczki i połykany przed poddaniem się lotniskowej kontroli). Kurierzy, wylatując z kolumbijskich międzynarodowych portów lotniczych w Bogocie, Medellín, Cali, Barranquilli i Cartagenie, nierzadko przejeżdżali przez kilka krajów, zanim dotarli do Meksyku i USA.
![]()
Jeśli chodzi o drugi ważny narkotyk – kokainę – jej uprawa zajmowała w 2001 roku 221,8 tys. ha, z czego 169,8 tys. przypadało na Kolumbię, 32,1 tys. na Peru i 19,9 tys. na Boliwię. Natomiast w 2006 roku uprawianych było 220 tys. ha koki, w tym 157,2 tys. w Kolumbii, 37 tys. w Peru oraz 25,8 tys. w Boliwii. Amerykańskie statystyki potwierdzały, że dzięki zdecydowanym wysiłkom na rzecz ograniczania produkcji ilość upraw w Kolumbii zmniejszała się z roku na rok.
Sytuacja zmieniła się w 2005 roku, kiedy to władze amerykańskie rozszerzyły obszar ziemi badanej pod kątem występowania nielegalnych upraw narkotykowych. Okazało się wówczas, że na obszarach badanych do tej pory powierzchnia upraw koki zmalała ze 114,1 tys. ha w 2004 roku do 105,4 tys. ha w 2005 roku, ale równocześnie w regionach, w których koki do tej pory nigdy w większych ilościach nie uprawiano, pojawiło się nowych 39 tys. ha.
Można przypuszczać, że dane te były zbliżone do sytuacji w latach 90. XX wieku. Szacunki rządu USA wskazują, że w 2001 roku globalna produkcja kokainy wynosiła około 920 ton, z czego największa część – 700 ton – przypadała na Kolumbię, 160 ton na Peru, a 60 ton na Boliwię. Taki rozkład pokazuje wyraźnie dominację Kolumbii w światowym rynku narkotykowym w tym okresie.
Wysokie zyski umożliwiły kartelom narkotykowym w Kolumbii szybkie samofinansowanie i rozwój. Inwestowano przede wszystkim w: 1) stabilne szlaki i kontakty z dostawcami pasty kokainowej z Boliwii i Peru oraz surowców chemicznych potrzebnych do rafinacji kokainy, 2) systemy transportowe dla dużych dostaw i sieci dystrybucji. Drobni przedsiębiorcy, a szczególnie rolnicy, szybko dostrzegli korzyści z udziału w przemyśle narkotykowym, co spowodowało masowe przechodzenie z legalnych upraw na kokę. W latach 80. XX wieku przemysł narkotykowy odpowiadał za 10–25% całkowitego eksportu Kolumbii. Wraz z postępem technologicznym w zakresie uprawy i rafinacji koki kraj ten stał się największym producentem kokainy na świecie.
Pablo Escobar był najbardziej brutalnym i zarazem odnoszącym największe sukcesy przywódcą kolumbijskich karteli narkotykowych. Pochodził z biednych slumsów Medellín i już od dzieciństwa marzył o bogactwie i sławie. Jak pokazuje film Pablo Escobar: Angel or Demon w reżyserii Jorge Graniera, jego kariera zaczęła się od okradania nagrobków, drobnych oszustw i przemytu kontrabandy. W 1975 roku wkroczył w przemyt kokainy, osobiście przemycając narkotyki do Panamy, a siedem lat później stał na czele największego i najbogatszego kartelu narkotykowego na świecie, przewyższając pod względem brutalności grupę braci Orejuela z Cali.
Róbinson Úsuga Henao podkreślił, że Pablo Escobar prowadził otwartą wojnę przeciw państwu kolumbijskiemu. Jego kartel stosował brutalne metody: eksterminował sędziów, polityków, policjantów i każdego, kto sprzeciwiał się jego interesom. W miejscach publicznych, garnizonach wojskowych, hotelach i obiektach samochodowych dochodziło do wybuchów bomb, a dziennikarze i urzędnicy państwowi byli porywani. W Medellín masowo dochodziło do morderstw i masakr w dzielnicach zamieszkanych przez ludność cywilną. „Taka była panorama wewnątrz kraju” – podsumował Úsuga Henao w wywiadzie telewizyjnym.
Mary Roldán zaznaczyła, że kartel z Cali działał znacznie bardziej dyskretnie niż kartel z Antioquía (którego przywódcą był Escobar) – unikał otwartej wojny z państwem i nie stosował szeroko zakrojonego terroryzmu, by utrzymać kontrolę nad rynkiem narkotykowym. Tymczasem magazyn „Forbes” uznał Pablo Escobara za jednego z 227 miliarderów na świecie, z majątkiem netto szacowanym na ponad trzy miliardy dolarów.
Wielu młodych ludzi przyłączało się do karteli lub wspieranych przez nie grup partyzanckich z kilku powodów: zapewniały one wsparcie finansowe, poczucie bezpieczeństwa, presję rówieśników oraz prestiż związany z „narkowizerunkiem”. Dla wielu członków przemoc związana z handlem narkotykami była obojętna, a Escobar postrzegany był niemal jak wybawca – dawał domy, infrastrukturę i miejsca pracy. Wykorzystał on masę bezrobotnych, słabo wykształconych młodych ludzi z biednych dzielnic, często wychowanych w środowisku przemocy domowej.
Pojawienie się kartelu z Medellín w połowie lat 70. zbiegło się z zahamowaniem wzrostu gospodarczego Kolumbii i gwałtownym spadkiem PKB, co wywindowało przestępczość. Handlarze narkotyków oferowali młodym to, czego państwo nie zapewniało: zarobek i usługi socjalne w zamian za lojalność. Jednocześnie propagowali wartości takie jak ciężka praca, wierność rodzinie i dawanie perspektyw osobom dotąd wykluczonym z życia społecznego.
Alejandro Gaviria, kolumbijski ekonomista i minister edukacji narodowej od 7 sierpnia 2022 roku, wskazuje, że atrakcyjność przestępczości w Kolumbii wynikała przede wszystkim z korzyści finansowych oferowanych przez globalny przemysł narkotykowy, a nie z poczucia przynależności czy emocjonalnych gratyfikacji w grupach przestępczych. Według niego rozwój przemysłu kokainowego spowodował spadek drobnej przestępczości, ponieważ młodzi przestępcy mogli znaleźć znacznie bardziej lukratywne zajęcie w pracy dla karteli.
Gaviria podkreśla, że przemytnicy stali się wzorem „pożądanej osobowości” i przykładem możliwości awansu społecznego. Dodatkowo, zwiększona skala operacji globalnych karteli przeciążyła lokalne systemy ścigania przestępczości, zmniejszając ryzyko kary, co jeszcze bardziej podnosiło atrakcyjność udziału w tym nielegalnym biznesie.
W przypadku Kolumbii można postawić hipotezę, że lokalni przestępcy czerpali doświadczenie od karteli kokainowych w zakresie operacji przestępczych. Uczyli się między innymi, jak kupować broń na międzynarodowych czarnych rynkach, prać nielegalne pieniądze czy rozpoznawać „powiązania” w organach ścigania. Udział w przemyśle narkotykowym lub w grupach partyzanckich dawał im jednocześnie poczucie bezpieczeństwa i wsparcia w ramach sieci kontrolowanej przez kartel.
Dennis Rodgers wskazuje, że życie w miastach sprzyja anonimowości i bezosobowości, co osłabia rozwój empatii wobec innych i wzmacnia poczucie osobistej niepewności. Dlatego w dużych miastach powstają dzielnice ograniczone rasowo lub etnicznie, gdzie imigranci tworzą „mniejsze wszechświaty” – systemy wsparcia i tożsamości w obcym środowisku. Rodgers sugeruje, że podobny mechanizm można dostrzec wśród młodzieży w zmarginalizowanych społecznościach: przynależność do grup przestępczych czy partyzanckich staje się sposobem na bezpieczeństwo, tożsamość i wsparcie społeczne w świecie anonimowości i braku perspektyw.
Grupy te stworzyły dla wielu młodych Kolumbijczyków „rodzinę”, aspekt życia, którego stereotypowo im brakowało. I choć te sztuczne rodziny wydawały się chaotyczne, to jednak gangi, jak również grupy partyzanckie i paramilitarne, oferowały poczucie bezpieczeństwa, ponieważ stale chroniły swoich członków.
![]()
Juan Carlos López Díez, profesor historii społecznej na Narodowym Uniwersytecie Kolumbii, stwierdził, że dekada lat 1984–1993, lepiej znana jako okres narkoterroryzmu, to bezprecedensowy i bolesny okres dla jego kraju. Pojawienie się na scenie i umasowienie substancji halucynogennych w latach 70. przekształciło się w działalność organizacji zajmujących się wykorzystywaniem młodzieży, a nawet dzieci w nielegalnym biznesie. Powstały kartele, a dwa z nich o międzynarodowym zasięgu, które zaczęły podbijać główne rynki narkotyków Ameryki Północnej i Europy: Nowy Jork, Miami, Los Angeles, Madryt i inne europejskie stolice.
Według Díeza narkoterroryzm w Kolumbii był zarówno zjawiskiem politycznym, jak i narodowym, pozostawiającym po sobie ogromne straty w ludziach i instytucjach. Jego ofiarami padli ministrowie, prokuratorzy, sędziowie, żołnierze, policjanci, urzędnicy, prawnicy, dziennikarze, politycy oraz zwykli obywatele. Skutkiem tego były nie tylko liczne zabójstwa, lecz także powstanie gangów płatnych zabójców, zbrojnych skrzydeł handlu narkotykami, oraz „ślady śmierci”, w tym zamachy na czterech kandydatów na prezydenta Kolumbii w latach 1987–1990.
Trzech kandydatów zostało zabitych przez grupy partyzanckie z powodu swoich lewicowych poglądów, a czwarty, Luis Carlos Galán – liberał i dysydent – padł ofiarą moralistycznej krucjaty przeciwko kartelom podczas kampanii wyborczej. Galán został zamordowany 18 sierpnia 1989 roku w pobliżu stolicy w trakcie demonstracji. W tym samym okresie doszło również do zestrzelenia samolotu pasażerskiego, w wyniku czego zginęło blisko 100 osób, co obrazuje skalę terroru w Kolumbii pod koniec dekady – była to przemoc niemal nie do opanowania.
Z czasem okazało się, że połączenie polityki i narkobiznesu stało się jedną z najbardziej wybuchowych mieszanek, napędzanych paliwem narkotykowym prowadzącym w linii prostej do demontażu i infiltracji państwa, zwiększonego poziomu korupcji, atrofii wartości (szybkie i łatwe wzbogacenie się) oraz narkotyzacji stosunków ze Stanami Zjednoczonymi.
Jan Paweł II nie mógł milczeć wobec problemów Kolumbii. Jego tygodniowa pielgrzymka w lipcu 1986 roku objęła najważniejsze miasta, w tym Medellín, gdzie podsumował wizytę. Wyświęcił 92 księży, wygłosił przemówienie do tysięcy wiernych na lotnisku Enrique Olaya Herrera i spotkał się z mieszkańcami biednych dzielnic na Stadionie Atanasio Girardot, apelując o pokój i koniec przemocy. Odwiedził też zakonnice w katedrze, mówiąc o poświęceniu i miłości do Boga, a w Wyższym Seminarium Duchownym poruszył temat religii i kultury w obecności prezydenta Belisario Betancura oraz wysokich rangą oficerów armii.
Na Stadionie Atanasio Girardot Jan Paweł II powiedział:
(…) Kościół w żadnym wypadku nie może dać się zdjąć przez jakąkolwiek ideologię czy nurt polityczny spod sztandaru sprawiedliwości, co jest jednym z pierwszych żądań Ewangelii, a zarazem owocem nadejścia Królestwa Boga. Wpisuje się to w preferencyjną miłość do ubogich i nie można jej oddzielić od wielkich zasad i wymagań nauki społecznej Kościoła, której «podstawowym celem jest osobowa godność człowieka, obraz Boga i ochrona jego niezbywalnego dobra». (Puebla, 475). Dlatego nieuniknionym aspektem ewangelizacji najbiedniejszych jest ożywienie aktywnej troski społecznej, zawsze kierowanej Słowem Bożym, w doskonałej harmonii z Magisterium Kościoła i w ścisłej komunii z pasterzami. Ze Słowa Bożego i całej Tradycji chrześcijańskiej, w której ubodzy zawsze zajmowali pierwsze miejsce, Kościół wydobył dla swojej nauki społecznej najlepszy skarb i najbogatsze dziedzictwo.
Ze swej strony Kościół kolumbijski chciał służyć ubogim i nie przestaje ratyfikować tego zobowiązania. W jego ramach, z jego inicjatywy, narodziła się organizacja związkowa. W wielu parafiach prowadzona jest pełna służba pomocy i promocji, zgodnie z wyzwalającym duchem Kazania na Górze, wprowadzając w życie pierwsze błogosławieństwo: «Błogosławieni ubodzy duchem» (Mt 5,3). Instrukcja o chrześcijańskiej wolności i wyzwoleniu trafnie przypomina, że «ogłoszone przez Jezusa błogosławieństwo ubóstwa nie oznacza bynajmniej, że chrześcijanie mogą stać się obojętni na ubogich... Ta nędza jest złem, od którego człowiek, o ile to możliwe, musi zostać wyzwolony» (Libertatis Conscientia, 67).
Z tego powodu Kościół w swojej nauce społecznej ostrzega tych, którzy mają więcej niż wystarczająco i żyją w luksusie obfitości, aby wyszli z duchowej ślepoty; że godność człowieka nie polega jedynie na «posiadaniu»; aby uświadomili sobie dramatyczną sytuację tych, którzy żyją w nędzy i cierpią głód. Z drugiej strony prosi, aby dzielili się tym, co swoje, z tymi, którzy nie mają nic lub niewiele, aby budować społeczeństwo bardziej sprawiedliwe i wspierające. «Człowiek jest więcej wart ze względu na to, czym jest, niż z powodu tego, co posiada» (Gaudium et spes, 35).
Widząc was dzisiaj tak licznie zgromadzonych na tym stadionie, niesionych impulsem waszej wiary, z głębi serca wzywam was do solidarności. Wspólna wiara w miłosiernego Boga Ojca, nadzieja na nową ziemię, w której stworzeniu wszyscy współdziałamy naszą działalnością, oraz świadomość, że właśnie dzięki temu wspólnemu Ojcu wszyscy jesteśmy braćmi w Jezusie Chrystusie, powinny zachęcać was do poszukiwania solidarnie, stwórzcie niezbędne warunki, aby to, co może wydawać się utopią, stało się rzeczywistością w życiu waszych wspólnot.
Będzie to owoc «szlachetnej walki o sprawiedliwość», która nie będzie walką brata z bratem, grupy przeciw grupie, ale będzie zawsze inspirowana ewangelicznymi zasadami współpracy i dialogu, wykluczając zatem wszelkie formy przemocy. Doświadczenie stuleci pokazało, że przemoc rodzi większą przemoc i nie jest właściwą drogą do prawdziwej sprawiedliwości.
(…) Z serca tego miasta Medellín, które było gospodarzem II Konferencji Generalnej Episkopatu Ameryki Łacińskiej, chcę wystosować nowe wezwanie o sprawiedliwość społeczną. Wezwanie do krajów rozwiniętych, aby, przezwyciężając schematy gospodarki zorientowanej niemal wyłącznie na maksymalne wyniki i mającej na celu wyłącznie własne korzyści, poszukiwały wraz z krajami rozwijającymi się realnych i skutecznych rozwiązań poważnych problemów, które na co dzień podejmują coraz bardziej niepokojące rozmiary i których ofiary są prawie zawsze najsłabsze.
Pragnę także zaprosić kraje Ameryki Łacińskiej do wysiłków na rzecz stworzenia autentycznej solidarności kontynentalnej, która przyczyni się do znalezienia sposobów zrozumienia poważnych problemów, które warunkują ich własny postęp i rozwój na polu gospodarki światowej i wspólnoty międzynarodowej.
Do osób odpowiedzialnych w Kolumbii za politykę, gospodarkę i kulturę kieruję pilny apel: pokój, tak niezbędny, jest dziełem wszystkich, a prawdziwy pokój stanie się rzeczywistością dopiero wtedy, gdy zostaną wyeliminowane przyczyny niesprawiedliwości. Dołóż wszelkich starań, aby stworzyć odnowione struktury, które pozwolą wszystkim Kolumbijczykom żyć w pokoju i harmonii.
Kończąc siedmiodniową wizytę w Kolumbii, papież wezwał partyzantów do złożenia broni i potępił handel narkotykami jako „ohydną zbrodnię”. Na Placu Pokoju w Barranquilli, przed około 150 tys. osób, apelował o pokój, szacunek dla życia ludzkiego i otwarcie się na inicjatywy pojednania narodowego, podkreślając potrzebę sprawiedliwości i poszanowania ludzkiego życia.
Według „The New York Times” papież swoim apelem poparł wysiłki prezydenta Belisario Betancura na rzecz włączenia partyzantów do procesu wyborczego oraz pokazał gotowość przyszłego prezydenta Virgilio Barco Vargasa do rozmów z rebeliantami. Choć Jan Paweł II odmówił spotkania z partyzantami, M-19 ogłosiło rozejm i dotrzymało go podczas wizyty. Jedynym incydentem była czterominutowa przerwa w dostawie prądu w kolonialnej Cartagenie, którą zwolennicy M-19 przyznali, mając na celu pokazanie swojej zdolności do większych szkód.
D.J. Dionne zauważył, że papież umieścił narkotyki na liście grzechów społecznych, które, jak powiedział, „Kolumbia musi przezwyciężyć”. Odniósł się do „tych społecznych nieszczęść, które ostatnio potępili wasi biskupi – przemocy terrorystycznej i wojny partyzanckiej, tortur i porwań, nadużywania władzy i przestępstw, które pozostają bezkarne, używania narkotyków i odrażającej zbrodni handlu narkotykami”.
Wydaje się, że z politycznego i teologicznego punktu widzenia podróż do Kolumbii była naznaczona staraniami papieża o dopracowanie watykańskiej doktryny społecznej na kontynencie, który w ciągu ostatnich 20 lat doświadczył ostrego skrętu Kościoła w lewo oraz reakcji ze strony prawicy. Wyraził to stanowczo w dokumencie Ecclesia in America – adhortacji wydanej w 1999 roku, która stanowi podsumowanie Specjalnego Synodu Biskupów dla Ameryki, który zebrał się w Rzymie w 1997 roku:
W związku z poważnym problemem handlu narkotykami Kościół w Ameryce może skutecznie współpracować z przywódcami Narodów, dyrektorami prywatnych firm, organizacjami pozarządowymi i organami międzynarodowymi w celu opracowania projektów eliminujących ten handel zagrażający integralności narodu Ameryki. Współpracę tę należy rozszerzyć na organy ustawodawcze, wspierając inicjatywy zapobiegające «praniu pieniędzy», sprzyjające kontroli majątku osób zaangażowanych w ten handel oraz monitorujące, czy produkcja i handel substancjami chemicznymi do produkcji narkotyków odbywa się zgodnie z regulacjami prawnymi. Pilność i powaga problemu wzywają różne środowiska i grupy społeczeństwa obywatelskiego do wspólnej walki z handlem narkotykami. W szczególności w odniesieniu do biskupów konieczne jest – zgodnie z sugestią Ojców synodalnych – aby oni sami, jako pasterze ludu Bożego, odważnie i stanowczo potępiali hedonizm, materializm i styl życia, który łatwo prowadzi do narkotyków. Musimy także pamiętać, że należy pomagać biednym rolnikom, aby nie ulegli pokusie łatwego zarobienia pieniędzy na uprawie roślin, z których pozyskuje się narkotyki. W tym względzie organizacje międzynarodowe mogą zapewnić cenną współpracę rządom krajowym, promując, przy zastosowaniu różnych zachęt, alternatywną produkcję rolną. Należy także zachęcać do działania tych, którzy starają się oduczyć zażywających narkotyki, poświęcając opiekę duszpasterską ofiarom narkomanii. Zasadnicze znaczenie ma nadanie prawdziwego «sensu życia» nowym pokoleniom, które z jego braku często wpadają w przewrotną spiralę narkotyków. To dzieło zdrowienia i resocjalizacji może być także prawdziwym zadaniem ewangelizacji.
Pielgrzymka Jana Pawła II do Kolumbii niewątpliwie zapoczątkowała pozytywne przemiany, choć pamięć o kartelu z Medellín i Pablo Escobarze wciąż żyje. „Zawsze będzie kochany i pamiętany. Nawet jeśli kontrowersyjny, był szefem” – mówi Verónica Pajón, 30-letnia fryzjerka. Ksiądz John Fredy Gil tłumaczy swoją obecność w Medellín przekonaniem, że „przebaczenie jest kluczowe dla leczenia ran przeszłości”, podczas gdy na szczątkach Escobara piętrzą się kwiaty – hołd dla „krwiożerczego Robin Hooda”.
Na jednym z murali na przedmieściach Medellín Pablo Escobar odpoczywa w swoim bujanym fotelu w pobliżu ogromnego napisu „Witamy w dzielnicy Pablo Escobara”. Otoczony dwoma wizerunkami bosa narkotykowego i pod posągiem Dzieciątka Jezus, napis głosi: „Tutaj możesz odetchnąć spokojem”.
Jeden z mieszkańców miasta wspomina: „To jest 260 domów zbudowanych 30 lat temu przez Escobara dla nędzarzy z wysypiska śmieci Moravia. Kiedy tu przybyli, nie było wody ani elektryczności; dziś około 6 tys. kolorowych domków rozciąga się między betonowymi klatkami schodowymi. Pewnego dnia Pablo Escobar zadzwonił do nas i powiedział: «Ta dzielnica jest przeznaczona dla społeczności. Domy są przepisane na nazwisko kobiet, więc jeśli mężczyźni odejdą, będą miały gdzie wychowywać swoje dzieci»”.
Irene Gaviria, 88 lat, należy do starszego pokolenia i czci człowieka, który kiedyś dał jej dach nad głową. „Był dla nas bardzo dobry”, mówi podekscytowana, wyjmując dwa portrety Escobara z drewnianego pudełka, w którym trzy jan paweł ii ma kilka rodzinnych zdjęć. „Miałam jeszcze jeden na ścianie, ale został skradziony”, dodaje w swoim skromnym salonie, który wykorzystuje jako pracownię krawiecką wśród religijnych posągów.
Wielu turystów przyjeżdża do Medellín właśnie z jego powodu. „El Patrón” nie jest jednak kochany przez wszystkich. „Dla mnie jest symbolem zła. Zabił wielu ludzi”, mówi Diego Holeunin, 31 lat, „chociaż jego sława przynosi mi więcej klientów”, śmieje się mechanik, którego mały warsztat znajduje się przed muralem przedstawiającym postać bossa. Ktoś inny ripostuje: „Nie możesz tak mówić. Escobar pomagał ludziom w potrzebie. Dał mojej mamie działkę, na której stoi nasz dom”.
Jak więc widać, kult Pablo Escobara, swego rodzaju krwiożerczego Robin Hooda Kolumbii, wydaje się mieć wciąż świetlaną przyszłość. (…)
Okładka książki Mirosława Olszyckiego pt. "Krzyż i kartele. Jan Paweł II w Ameryce Łacińskiej. Między dyktaturami, przemocą a wiarą.", wyd. Zona Zer
Czytaj też:
Kobieta, która zdradziła generała Grota-Roweckiego Czytaj też:
Tajemnice śmierci. Ukryte kody w dziele van Gogha Czytaj też:
Dżihad, gangi i islamizacja Europy. Kronika zapowiedzianej śmierci
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
