W centrum tej historii jest obraz, który na zdrowy rozum powinien się rozpaść w pył już ponad 400 lat temu. Nauka wciąż nie wyjaśniła też, w jaki sposób ten wizerunek znalazł się na tkaninie; badacze wykluczyli bowiem wszystkie znane człowiekowi techniki malarskie.
Ten cud sprawił, że dla Meksykanów nie ma ważniejszego miejsca niż bazylika, w której wywieszony jest – za pancerną szybą – obraz nazywany często autoportretem Maryi. Nawet monumentalny stołeczny Plac Zócalo, z przepiękną katedrą, pałacem prezydenckim i pozostałościami azteckiej świątyni Templo Mayor, nie może się z nim równać. Sanktuarium Matki Bożej z Guadalupe w mieście Meksyku (znanym na świecie jako Mexico City) nawet w dni powszednie ściąga nieprzebrane tłumy. Każdego roku w połowie grudnia, w kolejną rocznicę cudu, do bazyliki przybywa nawet kilkanaście milionów wiernych. W grudniu zeszłego roku pobity został rekord wszech czasów. Zaledwie w ciągu dwóch dni, 11 i 12 grudnia, sanktuarium odwiedziło 12,8 mln (!) ludzi. Istne morze ludzi każdego roku paraliżuje w tym okresie północną część tego gigantycznego, 22-milionowego miasta.
Nawet w zwykłą niedzielę sanktuarium pełne jest wiernych. Aby ułatwić wszystkim zobaczenie z bliska cudownego obrazu, zainstalowano pod nim ruchome chodniki – w ten sposób ruch odbywa się płynnie i każdy ma szansę spędzić pod obrazem tyle samo czasu. Gdy odwiedzam bazylikę i zmierzam bocznym wejściem w kierunku obrazu, kończy się właśnie Msza Święta. Zespół muzyczny odgrywa „La Guadalupanę” – pełną ludowych rytmów pieśń będącą wyznaniem miłości Meksykanów wobec ich Pani.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
