Monumentalnym symbolem szwedzkiej rywalizacji o dominium Maris Baltici jest wrak królewskiego galeonu „Vasa” („Snopek”). Majestatyczny okręt, ucieleśnienie potęgi wojowniczego Gustawa II Adolfa, zatonął nieopodal Sztokholmu 10 czerwca 1628 r., podczas dziewiczego rejsu. Najprawdopodobniej to błędy konstrukcyjne były przyczyną katastrofy. Działa tego olbrzyma nie zostały zatem użyte przeciwko Polakom w wojnie na Pomorzu w latach 1626–1629. Blisko 50 lat później poszedł na dno inny szwedzki okręt wojenny, jeszcze większy i potężniejszy od „Vasy” – admiralski liniowiec „Kronan” („Korona”). On zdążył zrobić użytek ze swojej artylerii i gdyby nie błędy dowodzących nim oficerów, być może odegrałby większą rolę w szwedzko-duńskiej wojnie o Skanię w latach 1675–1679.
Fatalny manewr
Wizyta w sztokholmskim muzeum „Vasy” (Vasamuseet) jest prawie obowiązkowym punktem wycieczki dla odwiedzających szwedzką stolicę. Wrak, podniesiony z morskiego dna w 1961 r., jest jedynym niemal w pełni zachowanym galeonem na świcie. Ten unikat nad unikatami zachwyca bogactwem dekoracji i stanowi niewyczerpane źródło wiedzy o XVII-wiecznym szkutnictwie. Tyle tylko że z jego wnętrza pochodzi stosunkowo mało artefaktów. „Vasa” wypłynął bowiem z niekompletną załogą, bez żołnierzy piechoty i sporej części wyposażenia. Z ponad 60 dział większość wydobyto z wraku za pomocą dzwona nurkowego już w latach 1664–1665. Z „Kronana” także odzyskano w XVII w. przynajmniej połowę dział, jednak to, co pozostało we wraku i zostało wydobyte 300 lat później, okazało się oszałamiającą kapsułą czasu.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
