Ostatnim akordem bitwy grunwaldzkiej było zdobycie krzyżackiego obozu. Znaleziono w nim bogate zapasy wina przygotowanego na ucztę po spodziewanej wiktorii nad Jagiełłą. Zwycięzcy zaczęli się raczyć winem, ale Jagiełło natychmiast po pojawieniu się na miejscu polecił rozbić beczki, obawiając się utraty kontroli nad podwładnymi, szczególnie zaś samosądów wobec pokonanych. W rękach polskich i litewskich znalazło się bowiem wielu prominentnych członków znakomitych rodów, za których można było otrzymać sowity okup. Zresztą monarcha nie tolerował alkoholu, był zupełnym abstynentem, co wynikało z obawy o własne bezpieczeństwo. W tradycji rusińskiej i litewskiej popularne było bowiem trucicielstwo, a wino dobrze maskowało podejrzane smaki.
Po zwycięstwie grunwaldzkim szybko zaczęły się dziać rzeczy, które trudno zrozumieć. Jagiełło i Witold nagle stracili motywację do dalszego prowadzenia wojny. Zupełnie tak, jakby coś się zacięło w sprawnie działającej dotychczas machinie. Następnego dnia król i wielki książę przez cały dzień wspólnie objeżdżali pole bitwy. Nie wiadomo, o czym rozmawiali, ale najwyraźniej to wówczas zapadły ustalenia, których efekty widać było w kolejnych tygodniach.
„Podczas gdy jedni doradcy królewscy – relacjonował Jan Długosz – na naradzie nalegali, by król polski Władysław z całym swoim wojskiem spędził 3 dni na polu walki jako zwycięzca, inni byli temu przeciwni i jak najusilniej doradzali, by niezwłocznie zmierzać szybko, dniem i nocą, w kierunku Malborka. A gdyby król tę radę odrzucił jako nieużyteczną, to niech jednak dokona wyboru i pośle możliwie najszybciej znaczniejsze wojska celem otoczenia zamku Malborka”.
To, co się wówczas wydarzyło, do dzisiaj wzbudza namiętne spory wśród badaczy. Trzydniowy odpoczynek był zdecydowanie zbyt długi jak na niedokończoną jeszcze wojnę. Wprawdzie rozmiar zwycięstwa pod Grunwaldem przeszedł najśmielsze oczekiwania i zdawano sobie sprawę z faktu, że na polu bitwy poległa elita zakonu, ale każdy zdrowo myślący polityk rozumiał, iż dopóki Malbork nie zostanie zdobyty, dopóty trudno będzie mówić o całkowitym triumfie. W polsko-litewskim obozie wiedziano też, że stolica krzyżacka była jedną z najlepiej umocnionych twierdz w ówczesnej Europie i każdy dzień działał na korzyść obrońców. Można było opanować panikę, ściągnąć dodatkowe oddziały i powiększyć zapasy żywności.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.

