Wokeistowska królowa wojownik

Wokeistowska królowa wojownik

Dodano: 
Kadr z filmu "Królowa - wojownik"
Kadr z filmu "Królowa - wojownik" Źródło: Materiały producenta
W tym filmie niemal wszystko jest na opak, na czele z kwestią handlu niewolnikami na Czarnym Lądzie. Nie mogło jednak być inaczej, jeżeli twórcy tego obrazu chcieli się wpasować w oczekiwania specyficznej widowni

W maju 2020 r. przez USA przetoczyła się fala zamieszek, których motywem przewodnim było oskarżanie amerykańskich instytucji o „systemowy rasizm”. Przyczyną chaosu była głośna śmierć George’a Floyda, który zginął podczas policyjnej interwencji. Tłum szybko zaczął atakować pomniki amerykańskich bohaterów narodowych, a poza wzywaniem do zwalczania spuścizny kolonializmu pojawiły się też hasła nawołujące do obalenia patriarchatu. Wkrótce na ławie oskarżonych zasiadła cała zachodnia cywilizacja.

Ulicy wtórował show-biznes. W apogeum tej histerii na ekrany kin weszła „Królowa wojownik” Giny Prince-Bythewood, do której scenariusz napisała Dana Stevens. Reżyserka, której ulubionym toposem są silne czarne kobiety, nie mogła lepiej trafić w nastroje społeczne. Film jest swego rodzaju „biblią” wokeizmu. W uniwersum Bythewood i Stevens za niewolnictwo odpowiadają głównie biali, jego zniesienie postulują czarne, świetnie wyszkolone w walce wręcz kobiety, a królestwo Dahomeju (państwo istniejące od XVII do początku XX w. na obszarze dzisiejszego Beninu), którego są zbrojną podporą, idzie na wojnę tylko w samoobronie. Niewolników państwo to, a i owszem, posiada, ale tylko takich, którzy wcześniej dopuścili się napaści. Czyli na temat dziejów tej części Afryki twórcy filmu ordynarnie wręcz kłamią.

Od ochroniarek do żołnierek

Lata 20. XIX stulecia. Wojowniczki Dahomeju atakują obozowisko swoich wrogów, rozprawiają się z nimi w krwawej walce, odbijając przebywające tam niewolnice, po czym wracają triumfalnie do swojej stolicy, gdzie rządzi sprawiedliwy i mądry Ghezo. Prawdą jest, że jedną trzecią armii Królestwa Dahomeju w XIX w. stanowiły kobiety i że złożone z nich jednostki miały, jak na warunki lokalne, dużą wartość bojową. Na tym jednak zgodność filmu z tym, co wiemy o owych amazonkach, się kończy. A wiemy przecież od europejskich podróżników, dyplomatów i oficerów całkiem sporo.

Pierwotnie amazonki Dahomeju były osobistą ochroną króla. Kobiety uzbrojone w muszkiety strzegły tam komnat i tronu w czasie audiencji. Król Agaja mówił w 1726 r.: „Żaden mężczyzna, oprócz mnie, nie śmie spać w ścianach moich pałaców po zachodzie słońca”. Kobiety miały zapobiec jego obaleniu przez innych mężczyzn. Nie były przy tym związane z żadną frakcją lub dominującym możnym rodem Dahomeju.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu miesięcznika Historia Do Rzeczy.
Opracowała: Jakub Ostromęcki