Overbeek jak Urban? Manipulacje manipulatora

Overbeek jak Urban? Manipulacje manipulatora

Dodano: 
Maj 1971 r. Kard. Karol Wojtyła i kard. Stefan Wyszyński w Krakowie
Maj 1971 r. Kard. Karol Wojtyła i kard. Stefan Wyszyński w Krakowie Źródło: PAP / Jan Morek
Rafał Łatka II Liczba błędów, które Ekke Overbeek popełnił w książce „Maxima Culpa. Jan Paweł II wiedział”, jest zatrważająca. Bezpieka nie uwierzyła w informacje, które uznał za wiarygodne.
Książka Ekkego Overbeeka zatytułowana „Maxima Culpa. Jan Paweł II wiedział” oraz reportaż Marcina Gutowskiego „Franciszkańska 3” były zapowiadane jako „przełom”. Miały doprowadzić do udowodnienia tezy, że kard. Karol Wojtyła jako metropolita krakowski był pobłażliwy dla podlegających mu kapłanów, którzy dopuścili się nadużyć seksualnych. W przekonaniu obydwu autorów miał on również chronić księży pedofilów i kryć ich przestępstwa. Okazało się jednak, że ów przełom nie nastąpił, gdyż sposób udowadniania rzekomych win kard. Wojtyły okazał się pełen luk, nadinterpretacji, zwyczajnych przekłamań oraz licznych błędów szczególnie przy czytaniu dokumentacji aparatu bezpieczeństwa. Specjalnie używam określenia „czytaniu”, gdyż nie była to w żadnym wypadku rzetelna analiza, lecz dopasowywanie wybranych fragmentów materiałów archiwalnych do z góry przyjętej tezy. Warto przeanalizować szczegółowo to, jak Overbeek patrzy na dokumenty UB/SB, i wykazać liczne nadużycia, których się dopuścił. Rozpocznę od uwag ogólnych, a następnie przedstawię na trzech konkretnych przykładach manipulacje tego autora. Dokonam tego, omawiając to, jak holenderski dziennikarz przedstawił przypadki: ks. Eugeniusza Surgenta, ks. Józefa Loranca oraz kard. Adama Stefana Sapiehy. Pochylę się także nad dość dziwnym rozdziałem zatytułowanym „Wierzchołek góry lodowej”, w którym autor książki „Maxima Culpa” twierdzi, że molestowanie nieletnich przez duchownych miało mieć w PRL niemalże masową skalę.

Brak wiedzy, nieznajomość kontekstu

Liczba błędów, które popełnił Overbeek, pisząc swoją książkę, jest ogromna. Nie dokonał rzetelnej dziennikarskiej analizy, lecz nachalnie i bez przedstawiania jakichkolwiek wątpliwości zaprezentował przygotowaną wcześniej tezę i zawsze wybierał interpretacje najgorsze dla kard. Wojtyły. Jest tak w każdym z opisanych przez niego przypadków, a podsumowanie publikacji stanowi tylko sumę uprzedzeń autora pod adresem Kościoła katolickiego. Na przykład na stronie 482 Holender stwierdził, że Kościół jest instytucją, która tłamsi wolnych ludzi, ogranicza ich prawa, a nawet stosuje wobec nich przemoc instytucjonalną: „Reprodukuje ona siebie przez brak zaufania, wzajemny szantaż i – ostatecznie – nagą przemoc. Siłą napędową każdego autorytarnego systemu jest lęk. Kościół nie działa inaczej. Kontroluje jednostkę, podsycając jej lęki, równocześnie oferując tych lęków ukojenie”. Nietrudno dostrzec w tym nienawiść, jaką autor żywi wobec Kościoła i duchowieństwa. Holenderski dziennikarz nie posiada elementarnej wiedzy o historii Polski w XX w. Przykłady jego niekompetencji w tym względzie znajdują się w wielu fragmentach „Maxima Culpa”. Jednym z nich jest stwierdzenie, że Kościół i duchowieństwo (a szczególnie biskupi) żyli w dwóch ostatnich dekadach systemu komunistycznego niejako w symbiozie z władzami w celu „ciemiężenia” Polaków. Ponadto nie wykorzystał w swojej książce niemal żadnych opracowań dotyczących historii Kościoła katolickiego w PRL ani prac monograficznych czy wielu ważnych edycji źródłowych (w tym tych dotyczących metropolitów krakowskich). Jeśli zechciałby się pochylić nad najbardziej nawet podstawowymi publikacjami na ten temat, to wiedziałby, jak wyglądała inwigilacja kard. Wojtyły i kard. Sapiehy.

Cały artykuł dostępny jest w 13/2023 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.