To był Polak! Nieznane losy Mikołaja Przewalskiego
  • Sławomir KoperAutor:Sławomir Koper

To był Polak! Nieznane losy Mikołaja Przewalskiego

Dodano: 
Mikołaj Przewalski. W tle krajobraz Syberii
Mikołaj Przewalski. W tle krajobraz Syberii Źródło: Wikimedia Commons / Bartosh Dmytro, CC BY-SA 3.0
Nieznany wcześniej gatunek nazwano na cześć odkrywcy, Mikołaja Przewalskiego. Niewielki i płochliwy konik stał się obiektem pożądania myśliwych, hodowców i dyrektorów ogrodów zoologicznych. Tym bardziej że jego wygląd znacznie odbiegał od wyglądu ówczesnych ras koni czy kuców.

„Syberia jest polska. To Polacy zdobyli, zmierzyli, zbadali, zbudowali całą Syberię. Zesłańcy, katorżnicy, śmiałkowie, awanturnicy, odkrywcy, budowniczowie. Wygrali z dziką przyrodą, z nieprzyjaznymi warunkami. Zostawili po sobie dobre wspomnienia u syberyjskich ludów i siwe włosy u carskich gubernatorów. Zaradni, przedsiębiorczy, wykształceni i ciekawi świata. Jak to Polacy”. – pisze Sławomir Koper.

Poniższy tekst to fragment książki Sławomira Kopra pt. Syberia po polsku, wyd. Fronda

Śladami Mikołaja Przewalskiego

Przez dziesiątki lat uważano go za Rosjanina, a w najlepszym wypadku za kompletnie zrusyfikowanego Polaka. Jego imię zapisywano w wersji „Nikołaj” i do nazwiska dołączano obowiązkowe otczestwo. Ten stan rzeczy zaaprobowano nawet w Polskim słowniku biograficznym, którego autorzy zupełnie pominęli osobę Mikołaja Przewalskiego. Za Rosjanina uznawali go również twórcy kolejnych polskich encyklopedii – i to zarówno wydawanych w czasach PRL-u, jak i już po upadku komunizmu. Duży wpływ miało zapewne to, że podróżnik pochodził ze Smoleńszczyzny, był wyznania prawosławnego, a do tego przez większość życia nosił rosyjski mundur.

Tymczasem prawda była inna, co potwierdzają pamiętniki odkrywcy. Przewalski zawsze czuł się Polakiem i nigdy nie zapomniał o swoich korzeniach. Wprawdzie pisał po rosyjsku, ale język polski znał i posługiwał się nim w prywatnych sytuacjach. Pełną wersję jego pamiętników opublikowano w Warszawie w 1934 roku i dziwi, że większość badaczy zignorowała tak ważne źródło. W bibliografiach opracowań na temat podróżnika znalazły się dziesiątki pozycji, łącznie z pracami Przewalskiego w języku rosyjskim, ale – niestety – autobiografia odkrywcy nie została wykorzystana. Podobnie jak pamiętnik Benedykta Dybowskiego wydany we Lwowie w 1930 roku zawierający wiele ciekawych informacji o generale Przewalskim.

Mikołaj Przewalski, 1860 rok

W Rosji autobiografia Przewalskiego ukazała się niebawem po jego śmierci, jednak w wersji ocenzurowanej, niemal całkowicie pozbawionej polskich akcentów. Ciekawostką natomiast pozostaje fakt, że nawet w czasach ZSRS historycy zza wschodniej granicy pomijali milczeniem sprawę narodowości podróżnika. Być może dlatego, że na temat uczonego krążyło wiele niewiarygodnych plotek, a najbardziej skandaliczna głosiła, iż był biologicznym ojcem Józefa Stalina…

Na dalekich Kresach Rzeczypospolitej

Protoplastą rodu Przewalskich był niejaki Kornel, który zasłużył się podczas wojen Stefana Batorego z Moskwą i został za to obdarowany herbem oraz nadaniami ziemskimi. Z czasem jednak rodzina się spauperyzowała, chociaż jeszcze ojciec podróżnika, Michał, posiadał majątek liczący około tysiąca hektarów i ponad setkę chłopów pańszczyźnianych. Wybrał jednak karierę wojskową i – być może licząc na łatwiejszą ścieżkę awansu – przeszedł na prawosławie. Niewykluczone też, że wpływ na zmianę wyznania miała jego żona, Rosjanka Elena Karetnikowa. Z kariery jednak nic nie wyszło, gdyż Michał Przewalski ze względów zdrowotnych musiał porzucić wojsko w stopniu sztabskapitana (pośredni między porucznikiem a kapitanem). Niebawem zresztą zmarł. Przyszły podróżnik miał wówczas zaledwie siedem lat.

Ojciec przyszłego badacza mógł porzucić katolicyzm, ale nie zmienił pisowni swojego nazwiska, chociaż jego wymawianie sprawiało Rosjanom trudności. Powód był prosty: wszelkie zmiany groziły problemami z wylegitymowaniem się ze szlachectwa, a to oznaczałoby spadek do niższej klasy społecznej i utratę wielu przywilejów. Na domiar złego synom Michała Przewalskiego (miał ich trzech) groziłby pobór do wojska, a służba w Rosji trwała aż 25 lat.

Nizina Zachodniosyberyjska

Przyszły podróżnik uczęszczał do gimnazjum w Smoleńsku i już wtedy zdecydował się podążać śladami ojca. W ten sposób trafił do szkoły kadetów w Moskwie, a potem przeniesiono go do Tuły. Służba wojskowa mocno go jednak rozczarowała, szczególnie dyscyplina. Z drugiej jednak strony – mógł zgłębiać tajniki zoologii i botaniki, które najbardziej go interesowały. Nie pozbył się jednak niechęci do matematyki, co przejawiał już w szkole średniej – dyskwalifikowało go to jako ewentualnego przyszłego inżyniera.

Po nominacji oficerskiej trafił do Pułku Połockiego, a niebawem został skierowany do Warszawy, co przyjął z dużym zadowoleniem. Tym bardziej że „dowódca pułku, Ostrowski, zapewne z powodu polskiego pochodzenia nie lubił go”.

Przewalski niespecjalnie odpowiadał obiegowej opinii o rosyjskich oficerach. Nie przepadał za alkoholem i grupowymi, hałaśliwymi rozrywkami, chociaż lubił grać w karty. Najwięcej przyjemności sprawiała mu jednak lektura książek historycznych i podróżniczych, dzięki którym zapragnął „rozpocząć koniecznie podróże”.

Warszawa

W tej sytuacji uznał, że najlepszym rozwiązaniem będzie dalsza nauka w Akademii Wojskowej, by po jej ukończeniu starać się o przydział gdzieś na azjatyckich krańcach imperium Romanowów. W efekcie w 1861 roku trafił do Petersburga, a potem ponownie do Warszawy.

„W 1863 roku rozpoczęło się powstanie polskie – wspominał Mikołaj Przewalski. – W maju zaproponowano wychowankom akademii, że jeśli kto życzy sobie, to może udać się do Polski na prawach drugiego rzędu [ulgowe potraktowanie egzaminów – S.K.]. Wśród innych i ja wyraziłem swoją zgodę, nie chciałem bowiem zdawać egzaminów wojskowych. Najpierw udałem się do Pułku Połockiego, który znalazłem w dawnym stanie, bez jakichkolwiek zmian; starzy towarzysze broni spotkali mnie, jako Polaka, dość chłodno. Wziąłem raz udział w wyprawie przeciw powstańcom w charakterze adiutanta. Poza tym udało mi się uniknąć udziału w akcji wojennej”.

Chociaż stronił od insurekcji, to jednak raz znalazł się w niebezpieczeństwie. Na Wołyniu wybrał się samotnie na polowanie na kaczki i wpadł w ręce powstańców. Jako rosyjski oficer zapewne zostałby niezwłocznie rozstrzelany, ale zwrócono uwagę na brzmienie jego nazwiska. Do tego znał język polski, co spowodowało, że „potraktowano go dość przyjaźnie i nie przetrzymywano zbyt długo”.

Przewalski przez całe życie czuł się Polakiem, ale jednocześnie był lojalnym poddanym państwa carów. Nie myślał o przyłączeniu się do powstania i walce o niepodległość, zdecydowanie bardziej pociągała go kariera odkrywcy i podróżnika. Doskonale zresztą wiedział, że będzie mógł realizować te plany wyłącznie w rosyjskim mundurze. Nie zmienia to jednak faktu, że po upadku powstania trapiły go „różne troski i rozterki”, chociaż – podobnie jak znaczny procent polskiej ludności zaboru rosyjskiego – uznawał Romanowów za legalnych władców kraju. Nigdy zresztą nie żałował swoich wyborów i decyzji. Pod koniec 1864 roku został mianowany wykładowcą szkoły junkrów (kadetów) w Warszawie. Jednocześnie pełnił obowiązki bibliotekarza, co wydawało się funkcją wręcz stworzoną dla niego.

Okładka książki Sławomira Kopra pt. Syberia po polsku, wyd. Fronda

„W szkole miałem publiczne wykłady – relacjonował – z historii odkryć geograficznych trzech ostatnich stuleci, napisałem podręcznik geografii dla junkrów, u których cieszyłem się dużą sympatią. Wstawałem bardzo wcześnie i cały prawie czas wolny od wykładów siedziałem z książką”.

Zaprzyjaźnił się wówczas z Władysławem Taczanowskim. Znakomity ornitolog pełnił obowiązki kustosza Gabinetu Zoologicznego Szkoły Głównej w Warszawie i odegrał istotną rolę w życiu polskich odkrywców Syberii. Nie tylko gromadził ich zbiory, lecz także sprzedawał wskazane okazy do zachodnich placówek naukowych. Uzyskane w ten sposób pieniądze przekazywał podróżnikom, co znacznie poprawiało ich sytuację finansową, a czasami wręcz umożliwiało dalsze badania. Natomiast gdy zarządzany przez niego Gabinet Zoologiczny dysponował nadwyżkami finansowymi, nawet płacił za nadsyłane zbiory.

W Warszawie Przewalski zaprzyjaźnił się również ze znakomitym botanikiem, profesorem Jerzym Aleksandrowiczem. Był on wykładowcą w Szkole Głównej, a potem dyrektorem stołecznego Ogrodu Botanicznego. W późniejszych latach założył Towarzystwo Ogrodnicze Warszawskie i pełnił obowiązki dyrektora Muzeum Przemysłu i Rolnictwa.

Taczanowski – jako zwolennik bardziej egzotycznych kierunków badań – namawiał Przewalskiego na podróże po Afryce stanowiącej wówczas w znacznej części białą plamę na mapie. Z powodów finansowych Przewalski mógł się jednak ograniczyć wyłącznie do Azji, tym bardziej że miał nadzieję na sponsorowanie badań przez władze rosyjskie.

Warto jednak przypomnieć, że Przewalski został odznaczony medalem „Za Uśmierzenie Polskiego Buntu” nadawanym osobom zasłużonym przy tłumieniu powstania styczniowego. Z drugiej strony – medal otrzymywali też urzędnicy i naukowcy pozytywnie oceniani przez rosyjskie władze. Czyżby praca wykładowcy w szkole junkrów i napisanie podręcznika były wystarczającym dowodem lojalności? Tak jak w przypadku byłego filomaty, filologa Józefa Kowalewskiego, dziekana wydziału historyczno- -filologicznego Szkoły Głównej, który zaakceptował rusyfikację uczelni?

Niebawem Przewalski rozpoczął starania o przeniesienie na wschodnią Syberię i został skierowany do Irkucka. Tam, jako oficera sztabu Wschodnio-Syberyjskiego Okręgu Wojskowego, odkomenderowano go do miejscowego oddziału Cesarskiego Rosyjskiego Towarzystwa Geograficznego. Pomógł mu w tym fakt, że szefem sztabu był Polak, generał Bolesław Kukiel, który bardzo życzliwie przyjął rodaka. Następnie Przewalski zorganizował wyprawę badawczą do Kraju Ussuryjskiego, co stanowiło początek jego znakomitej kariery. (...)

Niniejszy tekst to fragment książki Sławomira Kopra pt. Syberia po polsku, wyd. Fronda

Więcej publikacji Autora:

Czytaj też:
To Polacy odkryli Syberię
Czytaj też:
Niezwykła Toskania. Sztuka, krajobraz i antipasti
Czytaj też:
W stepie szerokim. Podróż po ukraińskich Kresach
Czytaj też:
Bajeczna Chorwacja. Reportaż historyczny

Źródło: Wyd. Fronda
Księgarnia Do RzeczyKsiążki Sławomira Kopra
można kupić w Księgarni Do RzeczyZapraszamy