Działo, trzy złote monety i porcelanowy kubek. To pierwsze przedmioty, które Kolumbijczycy wyciągnęli w listopadzie zeszłego roku ze szczątków hiszpańskiego galeonu, który powszechnie znany jest jako „Święty Graal Wraków”. Operacji wydobycia tych przedmiotów z czeluści okrętu, leżącego od ponad 300 lat u wybrzeży Kolumbii na głębokości ok. 600 metrów, przypatrywał się prezydent Gustavo Petro, który wybrał się na miejsce akcji na pokładzie specjalistycznej jednostki.
Kolumbijczycy jak oka w głowie strzegą informacji na temat dokładnej lokalizacji wraku, ponieważ wszystko wskazuje na to, że na całym globie nie ma większej „gratki” dla podwodnych rabusiów. Galeon „San José” przewoził na swoim pokładzie skarby warte dziś być może nawet 20 mld dol.
Jednak to, że Kolumbijczycy odnaleźli wrak galeonu i właśnie rozpoczęli operację wyciągania na powierzchnię jego zawartości, wcale nie oznacza, że ta historia znalazła już swój finał. Cały czas toczy się bowiem prawny spór między kilkoma zainteresowanymi stronami: rządem kolumbijskim, amerykańską firmą, która podkreśla, że to ona odkryła wrak „San José” już cztery dekady temu, władzami Hiszpanii, do której należał galeon, a także rdzennymi ludami Ameryki Południowej podnoszącymi, że skarby zostały odebrane siłą ich przodkom, zamienionym przez Hiszpanów w niewolników.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
