"Polski Lwów" w "polskim Londynie"
  • Ryszard CzarneckiAutor:Ryszard Czarnecki

"Polski Lwów" w "polskim Londynie"

Dodano: 
Westminster, Londyn
Westminster, Londyn Źródło: Unsplash
Porządki w mojej brukselskiej bibliotece zaowocowały nie tylko godzinami spędzonymi na czytaniu zapomnianych, czy odłożonych przed laty do lektury (czasem ponownej) książek, ale także do odnowienia miłej znajomości z czasopismami wydawanymi w "polskim Londynie", na politycznej emigracji.

Oglądam periodyki i wydawnictwa sprzed czterech i więcej dekad niemal z nabożeństwem, z szacunkiem — zarówno ze względu na to, że wielu z tych autorów, redaktorów i wydawców znałem osobiście, jak i dlatego, że działalność wydawnicza na emigracji, jeśli nie miała wsparcia ze strony różnych państw zachodnich czy wywiadów, nie była łatwa i częstokroć wymuszała na naszych rodakach rozmaite wyrzeczenia osobiste, zaciskanie pasa itd.

Oto przede mną „Polski Lwów. Wykłady wygłoszone w roku 1979–1980”. Miały one miejsce w ramach Lwowskiego Seminarium Kultury Polskiej w Londynie. Zostały zebrane i wydane przez Koło Lwowian oraz Polski Uniwersytet na Obczyźnie (PUNO) już w roku 1981. Egzemplarz kosztował całe dwa funty. Aby uczestniczyć w cyklu wykładów, należało uiścić opłatę w wysokości pięciu funtów, ale dla emerytów przewidziano stawkę wybitnie ulgową — 40 pensów. „Młodzież polska studiująca i pracująca” — jak to określano — miała wstęp bezpłatny. Wykładów było dziesięć i trwały od października 1979 roku do czerwca 1980.

Słowo wstępne napisał Adam Treszka — prezes Koła Lwowian (jego następcą został inżynier Józef Baraniecki — wspaniały człowiek, wysoki, z siwym wąsem i wielkim poczuciem humoru). Profesor Aleksander Blum, kierownik tego seminarium, mówił o „Reducie Lwowskiej”. Profesor Zdzisław Stahl omówił „Rolę Lwowa w perspektywie historii”, zaś profesor Jerzy A.B. Gawenda (niegdyś rektor PUNO) przedstawił „Uniwersytet Króla Jana Kazimierza we Lwowie”. Bardzo znany i szanowany w „Polskim Londynie” profesor Tymon Terlecki opowiedział o „Lwowskiej ‘Młodej Polsce’”, a kolejny profesor — Wiesław Strzałkowski — zreferował „Rozkwit filozofii we Lwowie”. Z kolei „Architektura Lwowa” była tematem wykładu mgr. Franciszka Strzałki. Prezes wspomnianego Koła Lwowian na emigracji, mgr Adam Treszka, omówił temat „Lwów ośrodkiem wychowania narodowego”.

Dodajmy, że sam był działaczem Stronnictwa Narodowego na emigracji, podobnie jak jego następca. Prawda była też taka, że akurat narodowcy skupiali się w Kole Lwowian, bojkotując Rząd RP na Uchodźstwie oraz emigracyjny parlament, czyli Radę Narodową. Te spory były w „polskim Londynie” normą, choć uczciwie trzeba przyznać, że ich temperatura w latach osiemdziesiątych była mniejsza niż na przykład trzy dekady wcześniej, gdy dochodziło do spektakularnych, niemal pałacowych zamachów stanu.

Wracając do wykładów o kresowym dziedzictwie — profesor Władysław Skiba zreferował „Bogactwa naturalne Ziemi Czerwieńskiej” (to pojęcie historyczne jeszcze z czasów średniowiecza), profesor Leopold Kielanowski zaś — „Teatr Lwowski – reduta polskości”. Kielanowski był uznanym autorytetem na emigracji, jeśli chodzi o kulturę, a szczególnie teatr.

W dekadzie lat osiemdziesiątych w „Londyniszczu” — by użyć określenia Stanisława Cata-Mackiewicza, który sam przecież był emigrantem politycznym, zanim zdecydował się wrócić do kraju (co zresztą wywołało w „polskim Londynie” olbrzymie poruszenie i bardzo negatywne komentarze; z dzisiejszej perspektywy jego decyzja ma też niewątpliwe plusy, jeśli chodzi o kontakt z polskim czytelnikiem, wydawanie jego książek itd.) — działały aż dwa polskie teatry. Oczywiście zaciekle ze sobą rywalizowały.

Jeden skupiony był wokół wdowy po generale Władysławie Andersie — Renaty Bogdańskiej-Anders, aktorki jeszcze w czasach II Korpusu, a drugi prowadziła Urszula Świecicka, świeża emigrantka z Polski, która po prostu zapraszała aktorów z kraju z monodramami czy sztukami w paroosobowej obsadzie. Oba teatry wystawiały przedstawienia głównie w Polskim Ośrodku Społeczno-Kulturalnym, czyli słynnym POSK, przy 240 King Street w dzielnicy Hammersmith, niedaleko stacji metra Ravenscourt Park.

Wiem o tym także dlatego, że nie tylko chodziłem na owe spektakle — po latach najlepiej pamiętam „Gałązkę rozmarynu” Zygmunta Nowakowskiego. Tak, tę samą sztukę, o której zamordowany przez Niemców wraz z profesorami — nomen omen — lwowskimi Tadeusz Boy-Żeleński napisał w recenzji po jej obejrzeniu: „Nic w życiu nie było mi oszczędzone”… Skądinąd o polskich przedstawieniach w POSK-u wiedzieć musiałem nie tylko jako „konsument kultury”, ale także jako wybrany z dobrym wynikiem w głosowaniu członków tegoż Polskiego Ośrodka Społeczno-Kulturalnego członek jego społecznych władz, czyli Rady POSK-u.

Ostatni wykład — profesora Czesława Halskiego — poświęcony był „Rozgłośni Lwowskiej”. Ja na wykłady o Polskim Radiu we Lwowie chodzić nie musiałem, bo miałem zaszczyt znać twarz tej instytucji (to dobre określenie!) — słynną Władę Majewską. Była znana już przed wojną z występów w Polskim Radiu Lwów, a po wojnie stała się jedną z legend „wychodźstwa”, jak Polacy na emigrację mówili w XIX wieku, czy „uchodźstwa”, jak określali ją wiek później.

Była prawdziwą damą. I mądrym człowiekiem — z taką życiową mądrością, która nie miała nic wspólnego ze sprytem czy cwaniactwem. Wręcz przeciwnie. Pamiętam wspólną podróż — z jej inicjatywy — do Glasgow, do żyjącego wtedy jeszcze wielkiego generała Stanisława Maczka. Tragiczną podróż. Zaraz… a może to już temat na zupełnie inną opowieść?

Źródło: DoRzeczy.pl