Po wrześniu '39. Jak wyglądało życie Polaków w Rumunii?

Po wrześniu '39. Jak wyglądało życie Polaków w Rumunii?

Dodano: 
Obóz internowania żołnierzy Wojska Polskiego. Uczniowie szkoły w Ulm. 1940 rok
Obóz internowania żołnierzy Wojska Polskiego. Uczniowie szkoły w Ulm. 1940 rok Źródło: Ośrodek KARTA, Dorota i Tomasz Wojciechowscy
Wielu Polaków, w tym polski rząd, przekroczyło granicę Polski z Rumunią we wrześniu 1939 roku. Jak wyglądało ich życie? Jak zachowali się wobec nich Rumuni?

Kiedy 17 września 1939 r. Polska otrzymała cios w plecy w postaci agresji sowieckiej, rząd na czele z prezydentem Ignacym Mościckim, premierem Felicjanem Sławoj-Składkowskim oraz Naczelnym Wodzem, generałem Edwardem Śmigłym-Rydzem ewakuował się do Rumunii, która 6 września ogłosiła swoją neutralność. Obok nich do Rumunii uciekali po klęsce wojny obronnej także cywile oraz wojskowi.

Bukareszt jednak nie przywitał Polaków z otwartymi rękami, a pod naciskiem Niemców rząd rumuński zaczął umieszczać przekraczających granicę żołnierzy polskich w specjalnie utworzonych obozach. Internowani zostali także przedstawiciele rządu. Zdecydowanie lepsza była sytuacja ludności cywilnej. Jak wyglądało życie na obczyźnie?

Żołnierski los

Dla polskich żołnierzy utworzono 32 obozy, m.in. w Târgovişte, Caracal, Slatina, Turnu, Severin, Călimăneşti, Constanţa, Dragaşani, Târgu-Jiu. Jednym z największych był ośrodek w Câmpulung-Muşcel, gdzie pierwsi polscy żołnierze zaczęli pojawiać się na przełomie września i października 1939 r. Obozy zostały podporządkowane rumuńskiemu dowództwu, choć w każdym był wyznaczony polski oficer zwany „starszym obozu”. Polskich żołnierzy „doglądali” także rumuńscy oficerowie. Jak podaje Marcin Majewski w tekście „Polscy uchodźcy w Câmpulung-Muşcel w Rumunii”: „Do polskich oddziałów internowanych w garnizonach zostali przydzieleni także rumuńscy oficerowie: jeden oficer niższy na 50 żołnierzy, jeden kapitan na 200 żołnierzy, jeden pułkownik na tysiąc; tak było i w Câmpulung-Muşcel. Ponadto każdy z obozów miał być strzeżony przez 50 żołnierzy rumuńskich, choć praktyka często odbiegała od tej reguły”.

Początkowo w obozach dla wojskowych nie panowała przesadnie wzmożona kontrola nad Polakami. Jak pisał Piotr Korczyński w tekście „Psy z Calimaneşti”:

„Władze rumuńskie tolerowały dotychczas dość luźny regulamin obozu i patrzyły przez palce na poczynania osadzonych w nim Polaków. Właściwie ograniczały się tylko do pilnowania dróg wyjazdowych i dworca kolejowego. W efekcie codziennie z Calimaneşti ubywało po kilkanaście osób, które docierały w większości do polskiej ambasady w Bukareszcie, gdzie otrzymywały bilet do Francji lub Syrii, na terenach których formowano polskie wojsko. Kiedy niemieccy szpiedzy donieśli o tym swoim przełożonym, Berlin zaczął naciskać na władze rumuńskie, by zaradziły tym »karygodnym zaniedbaniom« i zorganizowały dla Polaków obozy internowania z prawdziwego zdarzenia – w barakach za kolczastymi drutami. Rząd rumuński, nie chcąc narazić na szwank swej neutralności, był zmuszony przyjąć te żądania i nakazał przenieść polskich uchodźców i żołnierzy do placówek pilniej strzeżonych i dozorowanych”.

Jednak i te działania nie powstrzymały starań Polskich żołnierzy o przedostanie się do Francji i Wielkiej Brytanii. Wedle szacunków do czerwca 1940 r. udało się dotrzeć do Francji ok. 22 tys. żołnierzy.

Pod dyktando Berlina rząd rumuński wręczał polskim oficerom także deklarację „uroczystego wyrzeczenia się walki z Niemcami”. We wspomnieniach pułkownika Bohdana Hulewicza, na 1000 oficerów internowanych w Călimăneşti, deklarację podpisało „aż” dwóch.

*

Wskutek przepełnienia i wilgotnego klimatu (zwłaszcza w delcie Dunaju) w obozach szybko zaczęły szerzyć się choroby zakaźne, m.in. malaria i tyfus. We znaki dawało się także dokuczliwe zimno – częstokroć zdarzało się, że żołnierze po drodze zostawiali balast, jakim na początku wędrówki były np. ciepłe koce i do obozu trafiali tylko w mundurach.

Niezwykle ważna dla internowanych była organizacja życia religijnego. Księża polscy organizowali w obozach kaplice, zaś w nabożeństwach uczestniczyli nawet ci, którzy przed wybuchem wojny nie zaglądali w ogóle do kościoła.

Sytuacja ludności cywilnej

Do Rumunii docierali także cywile. Początkowo umieszczani byli w prywatnych kwaterach, a miejscowa ludność bardzo serdecznie odnosiła się do przybyszy z Polski. Znany historyk Władysław Pobóg-Malinowski z rozrzewnieniem wspomniał przyjęcie, jakie zgotowali mu Rumuni: „Nie wiem, czy matka mogłaby okazać nam więcej serca i ciepła. Czekała nas kąpiel, czysta pościel, obfita kolacja, a w pokoju przy łóżku kosz owoców, czekolady, słodyczy”.

Na wysokości zadania stanął także rumuński oddział Czerwonego Krzyża, m.in. dzięki któremu Polacy mogli wysyłać listy do swoich bliskich w kraju. Z końcem września powołany został Komisariat Generalny dla Ewidencji i Pomocy Uchodźcom Polskim i Internowanym Politycznym, którego zadaniem była regulacja wszelkich kwestii związanych z pobytem Polaków w Rumunii. Zaczęto wypłacać zasiłki – 3000 lei miesięcznie dla osób dorosłych, zaś 1500 dla niepełnoletnich. Zaczęto organizować polskie szkolnictwo oraz życie kulturalne i społeczne. Ogółem powstało 10 szkół powszechnych oraz 8 polskich liceów i gimnazjów. Jednym z największych skupisk polskich cywili była miejscowość Câmpulung-Muşcel, w której tętniło życie kulturalne i społeczne. Jak pisał Marcin Majewski:

„W okresie wakacyjnym w Câmpulung-Muşcel przebywało znacznie więcej polskich dzieci, gdyż organizowano tu dla nich kolonie letnie. Przyjeżdżali także polscy studenci rumuńskich wyższych uczelni. Działał w tym okresie chór kolonijny, zorganizowany przez przyszłego dyrygenta Filharmonii w Poznaniu, Warszawie i Katowicach Stanisława Wisłockiego. Oprócz chóru Wisłocki prowadził też m.in. orkiestrę uchodźców polskich w Krajowa w 1941 r., a także występował z recitalami. Był on w tym czasie uczniem prof. Georgeʼa Simonisa, dyrektora konserwatorium muzycznego w Kluż, a także dyrygenta Filharmonii w Bukareszcie. Florin Anghel pisał, że kolonie były „miejscem swobodnych dyskusji o historii, literaturze, geografii, kulturze i języku polskim”.

Zachowało się bardzo wiele świadectw, które jednoznacznie wskazują, że Polacy spotkali się w Rumunii z ciepłym przyjęciem i mogli liczyć na pomocną dłoń. Polakom, którzy wystraszeni i zagubieni przybyli do obcego kraju, przyjazne, pełne ciepła przyjęcie przez tamtejszą społeczność na pewno pozwoliło choć trochę złagodzić traumę związaną z wcześniejszymi przeżyciami. Nawet gdy Rumunia przystąpiła do sojuszu z III Rzeszą (w listopadzie 1940 r.), nie zmieniło się podejście do ludności polskiej – nadal funkcjonowały szkoły, a Polacy nie zostali objęci obowiązkiem mobilizacyjnym.

Ogółem szacuje się, że przez Rumunię w latach 1939-1940 r. przewinęło się ok.60-100 tys. polskich uciekinierów, w tym ok. 30 tys. żołnierzy.

Czytaj też:
Bitwa nad Bzurą. Polacy zadali Niemcom zaskakująco wielkie straty
Czytaj też:
Czy na Westerplatte wywieszono białą flagę? Obrona Składnicy - fakty i mity
Czytaj też:
Bitwa pod Wizną. Pełne symboliki starcie garstki Polaków z niemiecką armią

Źródło: DoRzeczy.pl / Polska Zbrojna, IPN, Polskie Radio, Newsweek