Niech teksty niniejsze służą każdemu, kto zechce poznawać duchowe dzieje naszej Ojczyzny i Narodu oraz zechce stawiać Bogu w modlitwie medytacyjnej pytania o dzisiejsze duchowe szanse Polski oraz o Boże zaproszenie wobec Narodu i Ojczyzny pośród innych narodów świata w nowym czasie.
Na te drogi rozumnej wolności serca błogosławię.
+ANDRZEJ DZIĘGA
Arcybiskup Metropolita Szczecińsko-Kamieński
*
Anna Dąmbska (1923–2007), mistyczka pozostająca pod opieką Kościoła, która przez ponad 20 lat spisywała wypowiedzi, wyjaśnienia i napomnienia Zbawiciela, Matki Bożej oraz dusz odwiedzających ją w warszawskim mieszkaniu. Unikająca rozgłosu, znana z publikacji religijnych pisanych pod pseudonimem „Anna”. Nakładem wydawnictwa Fronda ukazały się już trzy tomy autorstwa Anny Dąmbskiej, pod redakcją Grzegorza Płoszajskiego: „Zadanie Polski”, „Serviam!” i „Twych praw pilnuję”.
„Świadkowie Bożego miłosierdzia” to wybór tekstów Anny Dąmbskiej „Anny” mających formę wewnętrznych rozmów ze zmarłymi, zbawionymi osobami, ich świadectw dotyczących śmierci, spotkania z Bogiem i Jego miłosierdziem. „Anna” przekazuje też treść rozmów z Jezusem Chrystusem. Teksty pochodzą z lat 1966–1993. Autorka jest przekonana co do tożsamości osób, które słyszała wewnętrznie. To przekonanie wyrażają sformułowania „mówi Pan”, „mówi matka”, na początku przypisywanych im wypowiedzi. Jako rozmówców, spośród zmarłych krewnych i przyjaciół, Autorka wskazuje najczęściej swą matkę Józefę, swego byłego opiekuna duchowego ojca Ludwika Zmaczyńskiego OP i przyjaciela Bartka – żołnierza AK. Z czasem krąg rozmówców stopniowo się poszerzył o osoby polecane Autorce, w tym – wskazane przez Pana Jezusa.
Poniższy tekst to fragment książki „Świadkowie Bożego miłosierdzia” Anny Dąmbskiej wydanej nakładem wyd. Fronda.
3–5 lutego 1980 roku
Mówi Bartek:
– Chcę cię zawiadomić, że Marek prosi cię, abyś o nim nic nie pisała.(Chciałam napisać wzmiankę pośmiertną).
Oczywiście, słyszał wszystkie twoje plany co do siebie. Wszystkie pochwały byłyby fałszem, gdyby jednocześnie nie napisano o jego błędach i krzywdach, jakie innym wyrządził, a tego nie zrobisz. Pozwól, aby o nim zapomniano. Uważa, że sam się chwalił dostatecznie przesadnie. Prosi cię też, żebyś na niego liczyła, gdyż zrobi wszystko, co będzie mógł, by ci pomóc.
![]()
My tu możemy bardzo dużo wypraszać. Jest to jedyna forma zadośćuczynienia – prosić Chrystusa, by zechciał sam naprawiać nasze błędy. I Pan chętnie skłania się ku prośbom oczyszczających się, gdyż jest to szkoła miłości bliźniego. Każdy z nas prosi, aby Pan pomógł mu wynagrodzić winy, kiedy już znamy ich rozmiar i konsekwencje.
Możesz pomóc Markowi przez kontakt z nim, ale on cię o to nie poprosi, bo uważa, że jego postępowanie względem ciebie było wręcz szkodliwe i nie możesz uważać go za osobę sobie życzliwą.
– Szkoda, że za życia tego nie zauważył.
–Wiesz, to co mówisz, jest największą naszą karą tu. Gdybyśmy w życiu robili to, co trzeba, nie byłby potrzebny nam ten ogień, przez który trzeba tu przejść.
– Więc ogień czyśćcowy naprawdę istnieje?
– On istnieje. Nie fizyczny, bo nie pali ciała, ale istnieje ból duszy tak przeraźliwy, że do niczego innego porównany być nie może. Bo na ziemi tylko ogień przetrawia, spopiela i niszczy tak całkowicie wszystko, co spalić się daje, jak tu niszczony jest grzech w ogniu miłości Bożej do nas i naszej ku Niemu. W miarę poznawania Jego miłości do każdego z nas ożywia się w nas i rozpala miłość ku Niemu pełna wdzięczności, zachwytu i uwielbienia. I wtedy w tym coraz jaśniejszym blasku uwidacznia się w całej ohydzie wszelkie nazbierane przez nas – a często wrośnięte w nas – zło. Ono nas powstrzymuje i nie pozwala zbliżyć się do Pana.
– Nie bardzo rozumiem.
– Trudno mi wytłumaczyć ci to, ale na przykład nikt z ludzi nie wejdzie do stosu atomowego, bo wie, że zginie. Otóż intensywność miłości Boga ma taką potęgę, że nie może w niej istnieć nic, co jest skażone, a więc „chore”. Tylko miłość może bez lęku zbliżyć się do Źródła miłości. A więc pozostajemy w czyśćcu tak długo, jak długo potrzeba, by znikła z nas wszelka choroba.
Czyściec – to szpital i szkoła, i nowicjat zarazem. Uczymy się praktykować miłość. Jedną z pierwszych spraw jest wybaczenie naszym winowajcom tak, jak nam odpuszczono winy – bo tu mogą być tylko tacy, którym Pan w swym miłosierdziu zechce odpuścić zło wyrządzone przez nich i usprawiedliwi ich. Nie jest to łatwe, bo tu widzi się, ile zła dali nam inni i o ile byłoby nam łatwiej, gdyby nie brak dobroci, miłości i miłosierdzia bliźnich. Ale też szczegółowo i dokładnie, sekunda po sekundzie oglądamy i przeżywamy – analizując – własne życie, a w nim to zwłaszcza, w czym zawiniliśmy Bogu i bliźnim. Jeśli umieramy w miłości Bożej, łatwo nam przebaczać i wejść tym sposobem na drogę oczyszczenia, a więc prosić o przebaczenie naszych win względem Niego i bliźnich. Wtedy największym cierpieniem jest pamięć o naszym życiu, o wszystkich winach, bólu zadanym przez nas innym (wszelkiemu stworzeniu Bożemu, nie tylko ludziom) i nieodwracalności czynów, słów i zaniedbań. Widzimy też z rozpaczą, co dzieje się dalej, jak owocują nasze winy, ile zaszkodziły w zbawieniu innych ludzi i w planach Bożych.
Jeśli z naszej świadomej winy choć jeden człowiek zaginął na wieki, rozpacz winowajcy jest straszliwa i ciężar nie do zniesienia. Najczęściej nie jest to zabicie człowieka. (Myślałaś o wojnie i wykonywaniu na zdrajcach wyroków polskich sądów podziemnych. Nie. Bóg rozumie cierpienie człowieka zmuszonego zabijać w obronie własnej lub innych). Chodzi o zabicie duszy ludzkiej – zdemoralizowanie, zdeprawowanie takie, w którym bliźni traci sumienie i świadomie służyć zaczyna siłom zła.
– A jeśli został zmuszony?
– Jeśli jest zmuszony do zła presją silniejszą niż jego wytrzymałość, dla Pana naszego jest ofiarą, nad którą Bóg zawsze się lituje, nawet kiedy człowiek w rozpaczy sam się zabija.
Czyściec to wspaniały ogród nieskończonego miłosierdzia Bożego. Tu On ożywia to, co umarło, pielęgnuje chore i leczy złamane. Tu dojrzewają Mu najpiękniejsze kwiaty – najpiękniejsze, bo uratowane: nie miały prawa do życia, a ożywają; były uschłe, złamane, zmrożone, a wyrastają i rozkwitają ku Niemu.
Czyściec jest czasem miłosierdzia i nadziei: dla wielu – czasem obudzenia się w ogóle do życia dziecka Bożego, dla licznych z nas – czasem odwrotu ku prawdzie od błędu i kłamstwa, dla wszystkich – drogą ku Ojcu, czasem straszną, ale pewną i zawsze otwartą. A im bliżej się jest, tym szybciej i szybciej biegnie się na spotkanie, tym jaśniej się widzi Jego oczekiwanie na nas, Jego pragnienie posiadania nas, tym bardziej rozumie się, że dał nam istnienie z miłości, abyśmy żyli w miłości, abyśmy byli nieskończenie szczęśliwi.
Powyższy tekst to fragment książki „Świadkowie Bożego miłosierdzia” Anny Dąmbskiej wydanej nakładem wyd. Fronda.
Czytaj też:
Duchowa misja Polaków. "Twych prawd pilnuję" Czytaj też:
Wanda Malczewska: proroctwa, wizje i życie dla Polski Czytaj też:
Szkoła modlitwy wschodnich Ojców Kościoła
