• Grzegorz JaniszewskiAutor:Grzegorz Janiszewski

Perła Albionu

Dodano: 
Statki w porcie w Mumbaju
Statki w porcie w Mumbaju Źródło: Wikimedia Commons
Potęga Anglii zbudowana została na dalekim subkontynencie dzięki spółce, której działalność ogromnie wpłynęła także na losy reszty świata. Bez Kompanii Wschodnioindyjskiej najpewniej nie powstałby globalny kapitalistyczny system ekonomiczny.

Anglia w XVI w. była niezbyt zamożnym, rolniczym państwem na peryferiach Europy, trawionym przez dynastyczny konflikt. Do tego dochodziły kłopoty ze Szkotami, Walijczykami i Irlandczykami. Dla pogrążonego w matrymonialnym szaleństwie i obsesyjnie pragnącego zapewnić sukcesję Tudorom Henryka VIII receptą miała być nowa, własna religia. Jednak anglikanizm, czerpiący z katolicyzmu i protestantyzmu, tylko oddalił Anglię od Europy. Kraj, który jeszcze niedawno był jednym z głównych graczy na kontynencie, teraz wysyłał pirackie statki, żeby łupiły flotę wrogiej Hiszpanii.

Podczas jednej z takich podróży podążający za wyładowanymi złotem i srebrem hiszpańskimi galeonami Francis Drake dopłynął do Moluków. Od sułtana Baab Ullaha dostał tam egzotyczne przyprawy, którymi załadował swoje statki. Kiedy wrócił w 1580 r. do Anglii, zysk z ich sprzedaży wyniósł kilkaset procent. Angielscy kupcy zrozumieli, że handel z Dalekim Wschodem może opłacić się im bardziej niż podboje terytorialne i korsarskie wyprawy.

Już za czasów Henryka VIII angielska flota powiększyła się dziesięciokrotnie, ale nadal nie mogła równać się z ówczesnymi morskimi potęgami – Hiszpanią i Portugalią, które strzegły swojego monopolu na oceaniczny handel. Szczęście jednak sprzyjało Anglikom. Klęska hiszpańskiej Wielkiej Armady w 1588 r. podmyła hiszpańską pozycję na morzu. Angielscy kupcy mogli zacząć myśleć o prawdziwej ekspansji. Sprzyjały im wyspiarskie położenie i liczne porty, a także niekonwencjonalne używanie floty. Hiszpanie swoje państwowe okręty traktowali głównie jako wehikuły do przewozu piechoty. Prywatne angielskie statki były wykorzystywane jako narzędzie do walki, strzelające do przeciwnika pełną burtową salwą z dział na pokładzie. Jak pokazała przyszłość – zupełnie słusznie. Klucz do światowego imperium leżał – czy też pływał – na morzach i oceanach.

Niemoralne spółki

Angielscy kupcy mieli już gotowy instrument umożliwiający bezpieczne zebranie kapitału potrzebnego na takie wyprawy. Pierwowzór spółki akcyjnej – wynalazek epoki Tudorów – umożliwiał rozdzielenie zarządzania przedsiębiorstwem od jego finansowania. Inwestując cudzy kapitał, łatwiej było wysyłać statki na drugi koniec świata. Zyski mogły być ogromne, ale równie dobrze można było stracić wszystko. Potrzebne było jeszcze królewskie pozwolenie.

Panująca w Anglii Elżbieta I wahała się, nie chcąc wpływać na negocjacje pokojowe między Anglią i Hiszpanią w toczącej się wojnie osiemdziesięcioletniej. Angielskim kupcom, niemającym szerszego wsparcia arystokracji, pozostawało jedynie czekać. W końcu 31 grudnia 1600 r. królowa wydała kartę dla Kompanii Wschodnioindyjskiej. Korona desperacko potrzebowała pieniędzy, a tych mogła dostarczyć nowa spółka. Oprócz zwolnienia z cła towarów przywiezionych podczas pierwszych sześciu wypraw i przyznania monopolu na handel z Dalekim Wschodem karta pozwalała na samodzielną administrację zdobytymi terenami i tworzenie własnego wojska.

Artykuł został opublikowany w 2/2024 wydaniu miesięcznika Historia Do Rzeczy.