Towarzyszy wzloty i kłopoty

Towarzyszy wzloty i kłopoty

Dodano: 
Husaria podczas parady w 1605 roku w Krakowie przedstawiona na Rulonie polskim, autorstwa Balthasara Gebhardta (ok. 1605)
Husaria podczas parady w 1605 roku w Krakowie przedstawiona na Rulonie polskim, autorstwa Balthasara Gebhardta (ok. 1605) Źródło: Wikimedia Commons
Jacek Komuda || Chwała na polu bitwy, poważanie u króla, karmazynów i szlachty. A poza tym: brak pieniędzy, ruina zdrowia, utrata koni, rynsztunku i pachołków. Oto jak wyglądało życie towarzysza husarskiego w XVII w.

Nikt w dawnych czasach nie rodził się husarzem, chyba że jego ojciec, jak Samuel Łaszcz, kazał wpisać go jako dzieciucha do rejestrów chorągwi, wystawiając w zamian sowity poczet. Większość jednak przyszłych towarzyszy skrzydlatego znaku wstępowała do wojska z trzech przyczyn. Z biedy i potrzeby zrobienia kariery na żołdzie Rzeczypospolitej, dla wypełnienia rodowej tradycji, wreszcie z chęci zdobycia sławy.

W dawnej Polsce żyły rodziny, w których wielopokoleniową tradycją była służba wojskowa. Przykładem familia bohatera „Potopu” Stefana Czarnieckiego. Dla jego dziewięciu braci – Piotra, Wojciecha, Pawła, Stanisława, Tomasza, Dobrogosta, Franciszka, Marcina i Jana – nie było miejsca w rodzinnej wiosce. Gdyby podzielili się majątkiem rodziców, spadliby w szeregi szlachty zaściankowej. Czarnieccy musieli zatem myśleć o karierze poza rodzinną Czarncą. Czterech z nich – Paweł, Stanisław, Dobrogost i Marcin – zaciągnęło się do wojska, i to nie byle jakiego. Marcin, który brał udział w „wojnach węgierskich”, służył w oddziałach legendarnych jeźdźców – lisowczyków. Być może wstąpił w ich szeregi już w 1619 r., potem wciągnął braci, w tym sławnego Stefana. Z czasem przeszli oni do lepszych formacji wojskowych, także do husarii.

Jan Władysław Poczobut Odlanicki nie miał tradycji wojskowych. Zaciągnął się z chęci zdobycia sławy. Najpierw jednak, w 1658 r., bracia wyprawili go na pospolite ruszenie, pod chorągiew kozacką Mikołaja Szemeta, podkomorzyca Słonimskiego. Rok później sam zgłosił się do wojska. 14 września kupił poczet husarski od brata za 1,6 tys. zł – trzy konie z rzędem, czwartego, powodowego, ponadto wozy, rynsztunek i czeladź. Zaciągnął się pod chorągiew husarską hetmana polnego i podskarbiego Wincentego Aleksandra Gosiewskiego.

Samuel Maskiewicz, znany pamiętnikarz, został wyprawiony na służbę przez rodzinę. Najpierw służył na dwa konie w Inflantach, potem zaciągnął się do wojska kwarcianego, a po rozpuszczeniu oddziałów – do chorągwi Janusza Poryckiego. W 1609 r. wziął udział w oblężeniu Smoleńska, następnie w sławnej bitwie pod Kłuszynem. Wreszcie wkroczył do Moskwy, służąc z dużym pocztem liczącym osiem koni. Później, po powrocie do Rzeczypospolitej, przejął poczet brata, przyprowadził go do swojej chorągwi, służąc aż w 12 koni. W kwietniu 1614 r. wrócił do domu, przejmując dobra po zmarłym ojcu. Jego syn, Bogusław Maskiewicz, także został husarzem.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu miesięcznika Historia Do Rzeczy.

Autor: Jacek Komuda