Dramat wojsk Rzeczypospolitej. W tle zdrada

Dramat wojsk Rzeczypospolitej. W tle zdrada

Dodano: 
Bohdan Chmielnicki w Kijowie
Bohdan Chmielnicki w Kijowie Źródło: Wikimedia Commons
Bitwa pod Żółtymi Wodami była pierwszą z serii bitew podczas powstania Chmielnickiego, czyli krwawej wojny pomiędzy Rzeczypospolitą a Kozakami.

O tym, że wojsko polskie 21 kwietnia 1648 roku wyruszyło z Czerkas i zostało podzielone na trzy kolumny, Bohdan Chmielnicki dowiedział się bardzo szybko, najpewniej od zbiegów z dywizji Stefana Potockiego lub od Kozaków rejestrowych. Hetman kozacki, dzięki utrzymaniu w tajemnicy rzeczywistej liczebności swoich wojsk oraz sojuszu z Tatarami, zachował kluczowy element zaskoczenia.

Chytry plan Chmielnickiego

Bohdan Chmielnicki nie zamierzał biernie czekać na nadciągające wojska koronne, ryzykując ich połącznie. Postanowił natychmiast ruszyć naprzeciw Polakom, chcąc wykorzystać ich rozbicie na mniejsze oddziały. Chmielnicki postanowił najpierw pokonać siły prowadzone przez syna hetmana, młodego starostę niżyńskiego Stefana Potockiego, zanim otrzyma ona wsparcie od głównych sił dowodzonych przez hetmana wielkiego koronnego, Mikołaja Potockiego. Chmielnicki liczył przy tym, że Kozacy rejestrowi oraz dragoni zaciągnięci spośród ukraińskich chłopów, znajdujący się w dywizji młodego Potockiego, przejdą na jego stronę. Od dłuższego czasu działali wśród nich jego agitatorzy. Podobnie zresztą jak wśród Kozaków rejestrowych płynących Dnieprem.

Bohdan Chmielnicki

Podstawą strategii Chmielnickiego było rozbijanie wojsk koronnych po kolei. Z tego powodu moment wymarszu z Siczy został precyzyjnie zsynchronizowany z tempem marszu oddziału Potockiego. Zbyt wczesne ruszenie wojsk kozacko-tatarskich na północ mogłoby skłonić przeciwnika do zmiany planów (połączenia obu grup lub nawet całej armii koronnej). Hetman kozacki uważnie śledził ruchy polsko-litewskich wojsk i czekał na dogodny moment do uderzenia.

Tymczasem, po południu 29 kwietnia, polskie chorągwie dotarły do uroczyska Żółte Wody. Tam zatoczono obronny tabor i zarządzono popas. O nieprzyjacielu nic nie wiedziano, więc zgodnie z praktyką wysłano na zwiad straż przednią oraz straże boczne. W tym samym czasie nad Żółte Wody dotarły już przednie oddziały tatarskie.

Pierwsze potyczki

Zwiadowcy, zauważywszy tatarską straż, wycofali się do taboru i powiadomili dowództwo o nadciągającym nieprzyjacielu. Tatarom nie udało się więc całkowicie zaskoczyć dywizji Potockiego w otwartym stepie. Przednie czambuły tatarskie nie zatrzymały się jednak i zgodnie z planem zaatakowały z marszu nieco zaskoczone i zmieszane oddziały koronne. Doszło do pierwszej bitwy w trakcie tej długiej i krwawej wojny. Po stronie polskiej uczestniczyło w niej kilka chorągwi pancernych i dragońskich. Początkowo zostały one zepchnięte ze swoich pozycji, lecz dzięki wzmocnieniu ze stronu oddziałów Kozaków rejestrowych, polskie siły spędziły ordę z pola. Ostatecznie przednia straż tatarska, poniósłszy straty, wycofała się, czekając na nadejście głównych sił.

Juliusz Kossak, Śmierć Stefana Potockiego nad Żółtymi Wodami

Polacy byli zaskoczeni zarówno nagłym pojawieniem się Tatarów, jak i faktem ich współdziałania z Kozakami. Obawiano się bitwy w otwartym polu ze względu na brak wiarygodnych informacji o liczebności przeciwnika (wojsk kozacko-tatarskich było nawet dziesięć razy więcej). Długo dyskutowano, czy zarządzić odwrót, czy pozostać na miejscu w umocnionym taborze. Ostatecznie postanowiono zostać. Dziś wiemy, że była to fatalna decyzja, jednak wiosną 1648 roku oficerowie dywizji Potockiego uznali ją za rozsądną. Polacy mieli silną artylerię (w porównaniu z przeciwnikiem), dostęp do wody oraz wystarczające zapasy żywności, prochu, broni i amunicji. Najważniejszym powodem pozostania była jednak nadzieja na szybką odsiecz ze strony nadciągającej grupy Kozaków rejestrowych oraz dywizji hetmana Mikołaja Potockiego.

Wkrótce Kozacy rozpoczęli oblężenie, otaczając polski obóz własnymi szańcami, na których ustawili działa i hakownice. 2 maja Polakom udało się nawet zdobyć kilka takich okopów. Zaporożcy wielokrotnie ponawiali szturmy, lecz wszystkie były bezskuteczne. Potocki nadal mocno wierzył w rychłą odsiecz od rejestrowców i głównych sił koronnych.

15 maja wojska kozacko-tatarskie zaczęły powoli zbliżać się do polskiego obozu. Po silnym ostrzale ruszyli nagle do generalnego ataku. Polacy bronili się mężnie, mimo znacznej przewagi liczebnej przeciwnika, lecz w końcu musieli ulec.

W ręce Tatarów dostało się „300 mężów, szlachty i żołnierzy”. Stefan Potocki został ranny. Zmarł z powodu gangreny 19 maja w pobliżu przeprawy Tawań na Dnieprze będąc w kozackiej niewoli. Z pogromu ocalało jedynie kilku żołnierzy, którzy dotarli do obozu hetmanów koronnych z wiadomością o zniszczeniu dywizji Potockiego.

Czytaj też:
Sensacja w Warszawie. Ten lot obserwował sam król Stanisław
Czytaj też:
Bratobójcza wojna. Bunt przeciwko Oleśnickiemu
Czytaj też:
Kobieta na czele armii. Sukcesu nie byłoby, gdyby nie jej fenomen

Źródło: DoRzeczy.pl