Poznański Czerwiec. Zbrodnicza twarz PRL, zabite dzieci

Poznański Czerwiec. Zbrodnicza twarz PRL, zabite dzieci

Dodano: 1
Poznański Czerwiec 1956 roku - pierwszy w PRL strajk generalny i demonstracje uliczne krwawo stłumione przez wojsko i milicję.
Poznański Czerwiec 1956 roku - pierwszy w PRL strajk generalny i demonstracje uliczne krwawo stłumione przez wojsko i milicję. Źródło: Wikipedia / Domena publiczna
Poznański Czerwiec, Czerwiec '56 to przyjęte w historiografii określenia wydarzeń, do jakich doszło w dniach 28-30 czerwca 1956 r. właśnie w Poznaniu. Było to jeden z przełomowych momentów w dziejach PRL. Rozpoczął się potężny strajk, który wstrząsnął rządzącymi Polską komunistami. Niestety w czasie Poznańskiego Czerwca doszło też do wielu tragicznych wydarzeń.

Rankiem 28 czerwca 1956 r. robotnicy z poznańskich Zakładów im. Józefa Stalina (obecnie im. Hipolita Cegielskiego) nie rozpoczęli pracy na pierwszej zmianie. Zamiast tego rozpoczęli strajk generalny, który niedługo później przerodził się w wielotysięczną manifestację, a następnie w krwawe starcia z milicją, służbami bezpieczeństwa i wojskiem. Wydarzenia Poznańskiego Czerwca były zaczynem dla październikowej „odwilży” i przejęcia władzy przez Władysława Gomułkę.

Dlaczego Poznań?

Zastanawiając się nad wydarzeniami, jakie rozegrały się w Poznaniu w dniach 28-30 czerwca 1956 r., zadać można sobie pytanie, dlaczego strajk wybuchł właśnie w tym mieście.

Badacze zwracają uwagę na wielowymiarowość całej sytuacji. W całej Polsce, w tamtym czasie, to znaczy wiosną 1956 r. rosło niezadowolenie społeczne związane z obciążeniami planu sześcioletniego. Płace nie rosły, a poziom życia (i tak niski) wciąż się pogarszał. W całym bloku wschodnim dało się jednocześnie poczuć „ducha zmian”, co związane było z tajnym, ale mimo to potajemnie powielanym referatem Nikity Chruszczowa, w którym krytykował on stalinizm jako „okres błędów i wypaczeń”. Coraz więcej osób zaczęło śmielej mówić o tym, jakich zmian oczekują i co w sowieckich rządach im się nie podoba.

Poznański Czerwiec 1956

Jak wskazują historycy, niezadowolenie społeczne było coraz większe zwłaszcza w woj. poznańskim i samym Poznaniu. Jak mówił prof. Paweł Machcewicz w rozmowie z Ewą Zientarą z Muzeum Historii Polski:

– Poznań w porównaniu z innymi wielkimi ośrodkami miejskimi czy przemysłowymi był miastem niedoinwestowanym. Prawdopodobnie wynikało to z przekonania władz, że Poznań i Wielkopolska są najlepiej rozwiniętymi obszarami kraju, gdzie stopa życiowa jest najwyższa, w związku z czym inwestycje i środki finansowe kierowano do innych miast, z krzywdą dla Poznania. Można podać dokładne dane, pokazujące, że stan potrzebnej do życia infrastruktury społecznej czy miejskiej w Poznaniu - szkół, żłobków czy budownictwa mieszkaniowego - był gorszy niż gdzie indziej. Po 1945 roku w Poznaniu prawie nie budowano nowych domów. To powodowało, że - paradoksalnie - jakość życia w najwyżej rozwiniętej części Polski pod wieloma względami była niższa niż gdzie indziej.

Jak wskazywał prof. Machcewicz, znamiennym jest fakt, że robotnicy poznańscy pamiętali jeszcze o przedwojennych protestach w swoim mieście. 28 czerwca, wychodząc ze swojego zakładu pracy, szli trasą strajków przedwojennych.

Bezpośrednim impulsem do wybuchu strajku były zakończone fiaskiem rozmowy (zarówno z przedstawicielami władz lokalnych, oraz później w Ministerstwie Przemysłu Metalowego), podczas których pracownicy podnosili sprawy takie jak: niemożliwe do zrealizowania normy z jednoczesnym ograniczeniem godzin nadliczbowych oraz naliczanie zbyt wysokiego podatku od pensji. Choć początkowo w Warszawie minister Fidelski obiecywał realizację postulatów robotników, to jednak, kiedy przybył z wizytą do zakładów w Poznaniu, wycofał się ze wcześniejszych ustaleń. Przedstawiciele robotników nie zostali wpuszczeni także na bankiet wydany przez władze zakładu dla zaproszonych gości z Warszawy. To przelało czarę goryczy. Upokorzeni i zlekceważeni przez partyjną wierchuszkę robotnicy podjęli decyzję o zorganizowaniu strajku generalnego, o czym uprzedzone zostały także załogi innych zakładów z Poznaniu (m.in. Zakładów Napraw Taboru Kolejowego czy Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego).

Czarny czwartek

Rankiem kilkutysięczny pochód robotników krocząc ulicami Dzierżyńskiego, Zwierzyniecką i Fredry, dotarł na Plac Wolności. Do robotników z zakładów im. Stalina dołączały załogi z kolejnych fabryk oraz osoby prywatne, w tym całe rodziny.

Na początku wnoszono hasła o charakterze stricte ekonomicznym, tj. „Precz z normami!”, „Żądamy podwyżek!”, „Żądamy obniżki cen!”. Bardzo szybko jednak pojawiały się także hasła polityczne, antykomunistyczne i antysowieckie, np. „Precz z czerwoną burżuazją!” „Żądamy wolnych wyborów!”, „Precz z Moskalami!”.

Ludzie zaczęli śpiewać pieśni patriotyczne i religijne, m.in. „Rotę” i „Boże coś Polskę”. Pochód dotarł pod Komitet Wojewódzki i Prezydium Miejskiej Rady Narodowej. Z racji nieobecności Leona Stasiaka – Pierwszego Sekretarza Komitetu Wojewódzkiego przemówił Sekretarz KW, Wincenty Kraśko. Niemrawe wystąpienie, w którym skłaniał zebranych do rozejścia się nie odniosło żadnego skutku. Do tego w tłumie rozeszła się plotka o uwięzieniu części delegacji robotniczej – to jeszcze bardziej zaogniło atmosferę. Część manifestantów wtargnęła do gmachu więzienia przy ul. Młyńskiej i rozbroiwszy strażników uwolniła 257 więźniów, i opanowała skład broni. Inna grupa splądrowała gmach Sądu Wojewódzkiego, a następnie przeniosła się pod budynek Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa. Ludzie zaczęli rzucać w niego kamieniami i kostką brukową.

Poznański Czerwiec 1956

Wówczas padły pierwsze strzały. Protestujący zaczęli wznosić barykady. Zasileni dostawami broni zdobytej z więzienia przy Młyńskiej oddali także strzały w kierunku budynku WUBP. Bitwa zaczęła się robić coraz bardziej zacięta, walczono w też innych częściach miasta. Rosła liczba zabitych i rannych. W trakcie strzelaniny w dyspozytorni garażowej zginął m.in. zaledwie 13-letni Roman Strzałkowski.

Tymczasem władze centralne trwały w impasie. Posiedzenie Biura Politycznego KC zaczęło się już o 10.00. W południe zapadła decyzja o wysłaniu do Poznania premiera Cyrankiewicza (który wylądował na lotnisku Ławica o godzinie 14.00), wówczas też do miasta wprowadzono wojska Dywizji Pancernej IV Korpusu Armijnego Śląskiego Okręgu Wojskowego; wieczorem dołączyła 10. Dywizja Pancerna. W pacyfikację miasta zaangażowano ogółem ponad 400 czołgów i wozów bojowych, ponad 10 tys. żołnierzy i 2,3 tys. członków Milicji Obywatelskiej. Ostatnie „ogniska oporu” stłumiono 30 czerwca.

W efekcie śledztwa IPN ustalono, że podczas Poznańskiego Czerwca w dniach 28030 czerwca 1956 r. śmierć poniosło 58 osób, w tym 50 cywilów, 4 żołnierzy, 1 milicjant i 3 funkcjonariuszy UB. Po opuszczeniu miasta przez wojsko rozpoczęła się fala masowych represji wobec zaangażowanych w Poznański Czerwiec. Do 8 sierpnia 1956 r. zatrzymano 746 osób, z czego 323 aresztowano

Dzieci Czerwca

Na osobny passus zasługują najmłodsze ofiary. Wśród 50 ofiar cywilnych, aż 18 z nich nie miało ukończonych 18 lat. Dr Łukasz Jastrząb, który dokładnie badał to zagadnienie, wskazał, że większość dzieci i nastolatków zginęła w sposób przypadkowy, mieszając się z tłumem, w kierunku którego padły strzały. Dr Jastrząb dla „Dziennika Polskiego” mówił:

– Henryk Błażejak miał 15 lat, został postrzelony w brzuch, umierał świadomie przez kilka dni. Leon Klój, również 15-latek, został rozjechany przez czołg. Andrzej Gliński, kolejny 15-latek. Ojciec wychowywał go samotnie i wysłał chłopca z rana po chleb. Zginął od przypadkowego postrzału w głowę tuż przed swoim domem. Ireneusz Sikora był jedynym żywicielem swojej rodziny – matki i dwóch braci. Około godziny 11.00 niósł dokumenty, po drodze wstąpił do domu przy ul. Jeżyckiej, gdzie szykowano przyjęcie z okazji jego imienin, obchodzonych właśnie 28 czerwca. Wyszedł z domu.... Miał przestrzał czaszkowo-mózgowy. Kolejny przykład to Zbigniew Janczewski, który dopiero co zdał maturę. Z tej okazji poszedł po bilety do kina dla siebie i siostry. Nie wrócił. Mieszkał na Winogradach, poszedł po bilety do kina „Bałtyk”. Został wręcz rozcięty serią z karabinu czołgowego.

Rekonstrukcja wydarzeń Poznańskiego Czerwca 1956

Smutnym symbolem Poznańskiego Czerwca została najmłodsza ofiara komunistycznej pacyfikacji, czyli zaledwie 13-letni Roman Strzałkowski. Z racji niejasnych okoliczności jego śmierci (często mówiło się o strzale, który dosięgnął chłopca, gdy przejął z rąk rannej osoby sztandar), IPN prowadził długotrwałe śledztwo, które jednak nie dało ostatecznej odpowiedzi na pytanie, jak zginął Roman. W oficjalnym komunikacie Instytutu czytamy:

„Z bardzo dużym prawdopodobieństwem przyjąć można, że Roman Strzałkowski postrzelony został śmiertelnie w dniu 28.06.1956 r. między godzinami 12.30. a 15.30. (najprawdopodobniej około godz. 15-ej) na terenie garaży UB, a konkretnie w budynku określanym jako ich dyspozytornia. Jak na razie nie można natomiast jednoznacznie stwierdzić, czy zginął on w wyniku celowego postrzału, czy też przypadkowo. Pewne jest, że kluczem do rozwiązania tej ponurej zagadki jest postać nieżyjącej już Teresy S., określanej w literaturze jako Teofila Kowal (red. Teresa S. pracowała wówczas w poznańskich zakładach „Stomil”, jej narzeczony był funkcjonariuszem UB, jej charakter w całej sprawie jest wciąż nie do końca wyjaśniony). Najbardziej prawdopodobne jest, że Teresa S. wiedziała, jak zginął Romek, lecz z jakichś względów nigdy nie powiedziała prawdy w tym zakresie. Zestawienie szeregu jej zeznań i wyjaśnień w tej kwestii pozwala szybko wyszczególnić szereg sprzeczności w jej procesowych relacjach. Niewykluczone jest też jednak, że nie była ona w ogóle świadkiem śmierci Romka (charakterystyczne, że początkowo w postępowaniu, gdzie była aresztowana w ogóle o tym zdarzeniu nie wspomina) lecz z jakichś powodów, co do których można dalej spekulować, »stała się świadkiem«, np. celem obciążenia demonstrantów tak symboliczną i bulwersującą śmiercią, co znalazło swój wyraz w jej zeznaniach w tzw. procesie dziewięciu, czyli sprawie p-ko Zenonowi Urbankowi i innym. To oczywiście tylko hipotezy, które należy sprawdzić. Oczywiste jest, że śmierć Teresy S. bardzo utrudnia rozwiązanie tej zagadki, lecz całkowicie nie przekreśla takiej możliwości. Z przeprowadzonych oględzin koszulki Romana Strzałkowskiego, którą miał on założoną w chwili postrzału i śmierci, jednoznacznie wynika, że sprawca oddający strzał do Romka stał niżej od niego i był po jego prawej stronie (patrząc z kierunku strzału), co pozwala np. jednoznacznie wykluczyć oficjalną a forsowaną m.in. przez oskarżenie w »procesie dziewięciu« wersję, że Romka postrzelili demonstranci ostrzeliwujący okolice ul. Kochanowskiego z budynku ZUS-u”.

Pomimo, że wciąż niewiele wiadomo o okolicznościach śmierci Romka Strzałkowskiego, na zawsze pozostanie on symbolem okrucieństwa komunistycznej władzy wobec protestujących.

Gdy opadł kurz

Historycy zwracają uwagę także na „dwuwymiarową” reakcję władz wobec wydarzeń w Poznaniu.

W pierwszym momencie było to brutalne, mocne uderzenie. Aresztowani byli bici, maltretowani. Sam Cyrankiewicz, już nazajutrz po „czarnym czwartku” wygłosił słynne przemówienie, w którym padła groźba, że „każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewien, że mu tę rękę władza ludowa odrąbie”. Ponadto Biuro Polityczne KC szybko powołało komisję, która miała przeanalizować wydarzenia w Poznaniu. Na jej czele stanął Edward Gierek. W raporcie, który został przedstawiony 7 lipca wskazano, że przyczyną wybuchu strajku była „wroga prowokacja”.

Ciekawe jest jednak to, że już na VII Plenum KC PZPR (18-28 lipca 1956 r.), narracja zaczęła się nieco zmieniać. Nieco, gdyż masakrę przedstawiano wciąż jako wynik imperialistycznej prowokacji, jednak zwrócono delikatnie uwagę na ekonomiczne podłoże robotniczego buntu.

Wydarzenia poznańskie pogłębiły podziały wśród aparatu partyjnego. Konflikt pomiędzy grupą natolińczyków i puławian wzmagał się. Z perspektywy czasu widać, że to, co stało się w Poznaniu w czerwcu 1956 r. było początkiem pierwszych zmian w Polsce po ciemnej i okrutnej „epoce” Bolesława Bieruta.

Jak ujął to prof. Machcewicz:

– Paradoksalnie, w dłuższej perspektywie krwawo stłumiony bunt poznański był czynnikiem, który odegrał ogromną rolę z punktu widzenia polskiego Października i zmian politycznych, do których wówczas w Polsce doszło, a więc odejścia od stalinizmu i powrotu Gomułki do władzy. W moim przekonaniu, a można to udowodnić odwołując się do różnych dokumentów partyjnych i policyjnych, Poznań pokazał rządzącym, jak złe i wybuchowe są nastroje w Polsce. Wyraźnie widać, że władze obawiają się podobnych wybuchów w innych miastach, może w skali całego kraju. (…) Po Poznaniu władze zdały sobie sprawę, że dalsza liberalizacja jest nieuchronna, że zaniechanie reform politycznych i gospodarczych może doprowadzić do wielkiego wybuchu społecznego niezadowolenia. Moim zdaniem, wydarzenia poznańskie mają bezpośredni związek z decyzją o oddaniu władzy Władysławowi Gomułce i zmianami, które wprowadził w Polsce, poczynając od października 1956 roku.

*

Robotnicze wystąpienie sprawiło, że oczy całego świata zwróciły się na Poznań i Polskę - informacje o dramatycznych wydarzeniach w mieście jako pierwsze podało już 28 czerwca o godz. 22.00 Radio Londyn, a następnie Radio Wolna Europa W następnych dniach informacje o tym, co zaszło wypełniały gazety, stanowiły także przedmiot poważnego zainteresowania służb specjalnych wielu krajów, w tym amerykańskiej CIA. Już 29 czerwca Departament Stanu rządu USA wydał oświadczenie, w którym wyraził współczucie dla rodzin zabitych protestujących, a jednocześnie przypomniał o prawie do samostanowienia narodów Europy. Z kolei 12 lipca w Paryżu podczas wiecu solidarności z poznańskimi robotnikami przejmująco wypowiedział się Albert Camus. W kontrze do „sławetnego” przemówienia Cyrankiewicza powiedział: „Jeśli rzeczywiście będzie się stosować tę karę, jak zapewnia polski premier, wkrótce rządzić będą jedynie jednoręcy. Gdyż rządy te i ich biurokraci nie tylko podnieśli rękę na lud, lecz zadali mu cios, powalili w kałużę krwi”.

Dziś stąpając ulicami miasta, które ongiś spłynęło krwią, aby uczcić pamięć tych, którzy mieli odwagę wykrzyczeć władzy niewygodną prawdę, można przywołać przejmujący wiersz Kazimiery Iłłakowiczówny – naocznego świadka tamtych wydarzeń:

„Chciałam o kulturze napisać
naprawdę inteligentnie,
lecz zaczęły kule świstać
i szyby dygotać i pękać.
»Pochyliłam się« - jak każe przepis
nad dziejami dwudziestolecia,
ale z pióra kleks czerwony zleciał
i kartki ktoś krwią pozlepiał.
Rym się na gromadę zwlókł;
jest go dosyć... Tyle pokoleń...
Lecz zbryzgano mózgiem bruk
i bruk się wzdyma powoli.
Myśleć zaczął, choć ledwo się dźwiga
i do zapytań ośmiela -
- »Czemu zawsze rządzi inteligent,
a do robotników się strzela?«
Niemy dotąd warknął koci łeb,
splunęła granitowa kostka:
»Znowuśmy się dali wziąć na lep,
położono nas - jak zawsze - mostem«.
A ja na tym moście jak kiep
do essayu oczy przysłaniam,
krew nie płynie już, już tylko skrzep...
Rozstrzelano moje serce w Poznaniu.
O kulturze... Próba wzniosłych syntez,
artystycznych intuicji zgranie...
Ja nie mogę... Ani kwarty, ani kwinty.
Rozstrzelano moje serce w Poznaniu.
Ni gorące ono, ni zimne.
Szkoda kul. Szkoda leków na nie.
Moje serce - wszak to tylko rymy...
Rozstrzelano moje serce w Poznaniu”.

Czytaj też:
Edward Gierek. Czy zostawił Polsce coś więcej niż 20 mld długu?
Czytaj też:
Konstytucja PRL. Pod dyktando ZSRS, z odręcznymi poprawkami Stalina
Czytaj też:
Grzegorz Przemyk. Jego śmierć miała być "karą" dla matki

Źródło: DoRzeczy.pl / Muzeum Historii Polski