Morze Śródziemne w pierwszym tysiącleciu p.n.e. było już doskonale znane Grekom i Fenicjanom, a do czasów narodzin Chrystusa stało się właściwie wewnętrznym rzymskim jeziorem. Gdy mówimy więc o „wielkich odkryciach starożytności”, to przede mamy na myśli rejsy Greków i Fenicjan daleko wykraczające poza to morze. Z naszej perspektywy na miano „wielkich” odkryć zasługują zatem penetracja północnego Atlantyku, próby opłynięcia Afryki czy odnalezienie drogi z Egiptu do Indii i Chin.
Wyprawy Greków i Fenicjan na Atlantyk i Ocean Indyjski poza jednym przypadkiem nie służyły wielkiej akcji osadniczej. Nie towarzyszyła im też frustracja zdeklasowanych wojowniczych elit, która pchała w XV w. Portugalczyków i Hiszpanów na dalekie morza. W starożytności nie żeglowano ku nieznanym ziemiom, aby ochrzcić tubylców. Motywy eksploracji oceanów były przeważnie handlowe. Do zimnej Brytanii kupcy pływali zatem po cynę, a do wybrzeży Afryki po złoto. Dla Rzymu z kolei arcyważny stał się katalog towarów, który słynny archeolog Mortimer Wheeler określił wielką piątką: bursztyn, kość słoniową, kadzidło, pieprz i jedwab. To przeważnie z tych surowców korzystały elity.
Najsłynniejszym, na poły legendarnym wyczynem antycznych żeglarzy było oczywiście opłynięcie Afryki przez Fenicjan na zalecenie faraona Necho II, co miało miejsce na przełomie wieków VII i VI p.n.e. Motywem tej wyprawy, obok handlu, była geopolityka. Egipt utracił bowiem wpływy na Bliskim Wschodzie i zaczął szukać złota, kadzidła i cynamonu gdzie indziej, wykorzystując znane od dawna kontakty z Puntem, czyli krainą leżącą gdzieś w dzisiejszej Erytrei lub Somalii.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
