Igrzyska pod nadzorem „smutnych panów”

Igrzyska pod nadzorem „smutnych panów”

Dodano: 
Ceremonia otwarcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Calgary
Ceremonia otwarcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Calgary Źródło: YouTube / CusomeTV
Grzegorz Majchrzak Po zimowych igrzyskach olimpijskich w Sarajewie esbecy informowali o niewłaściwym ubiorze Barbary Kossowskiej, trenerki najlepszego w historii polskiego łyżwiarstwa figurowego zawodnika Grzegorza Filipowskiego. W jej przypadku chodziło o to, że w trakcie wywiadu dla Telewizji Polskiej miała na sobie koszulkę z napisem „USA”.

Najważniejsze imprezy sportowe – zarówno w Polsce Ludowej, jak i za granicą – odbywały się pod czujnym okiem „smutnych panów”, głównie tych z Urzędu Bezpieczeństwa, a następnie ze Służby Bezpieczeństwa, a w mniejszym stopniu również Informacji Wojskowej, a później Wojskowej Służby Wewnętrznej. Nie inaczej było także w przypadku igrzysk olimpijskich – zarówno tych letnich, jak i zimowych. Członkowie polskich ekip olimpijskich wyjeżdzający z ludowej ojczyzny byli zresztą pod podwójnym nadzorem – kierownictwa ekipy oraz funkcjonariuszy bezpieki i ich agentury. Pod nadzorem esbeków pozostawali również ci Polacy, którym udało się – zazwyczaj po starannej selekcji – na nie wyjechać. Były to – w przypadku SB – poważne, a jak w przypadku pierwszych igrzysk w państwie socjalistycznym (w Moskwie latem 1980 r.) wręcz wielkie operacje. Przy czym funkcjonariusze zdecydowanie więcej uwagi poświęcali igrzyskom letnim, co zresztą zrozumiałe, gdyż wyjeżdżało na nie znacznie więcej rodaków niż na zmagania zimowe. A i potencjalnych zagrożeń było – w ocenie esbeków – w ich trakcie więcej.

Przyjrzyjmy się jednak działaniom Służby Bezpieczeństwa w związku z igrzyskami zimowymi.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy.