Celowa prowokacja czy prężenie muskułów

Celowa prowokacja czy prężenie muskułów

Dodano: 
Obrady Krajowej Komisji Porozumiewawczej w Domu Kultury Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego w Bydgoszczy, marzec 1981 r.
Obrady Krajowej Komisji Porozumiewawczej w Domu Kultury Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego w Bydgoszczy, marzec 1981 r. Źródło: PAP / Grzegorz Rogiński
Grzegorz Majchrzak Wydawałoby się, że bydgoski marzec roku 1981 należy do najlepiej opisanych faktów z okresu tzw. solidarnościowego karnawału. Nic bardziej mylnego. Owszem, doskonale znany jest przebieg wydarzeń, ale ich kulisy już dużo mniej.

Przypomnijmy zatem, co się wydarzyło. Otóż 19 marca 1981 r. na posiedzenie Wojewódzkiej Rady Narodowej w Bydgoszczy przybyli zaproszeni przez władze działacze Solidarności, zarówno tej robotniczej (na czele z przewodniczącym bydgoskiego Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego Janem Rulewskim), jak i rolniczej (Mariusz Łabentowicz i Michał Bartoszcze). Mieli oni w jego trakcie zaprezentować racje strajkujących rolników. Nie było im to jednak dane, gdyż sesję niespodziewanie – przed punktem, na który specjalnie przybyli – przerwano. W ramach protestu pozostali na sali, grożąc strajkiem okupacyjnym, i zaczęli – wraz z częścią radnych, która ich wsparła – formułować wspólny komunikat. Nie było im dane go jednak skończyć. Związkowców – po długich negocjacjach – siłą usunęli funkcjonariusze Milicji Obywatelskiej. Poturbowani Bartoszcze, Łabentowicz i Rulewski trafili do szpitala. Spotkało się to ze zdecydowaną reakcją NSZZ „Solidarność”. Jej władze – Krajowa Komisja Porozumiewawcza – uznały, że to, co zdarzyło się Bydgoszczy to „oczywista prowokacja, wymierzona w rząd premiera W[ojciecha] Jaruzelskiego”, a także zdecydowały, iż „z powodu ataku na związek, jego władze i obrazę godności związku” odwołuje wszelkie rozmowy z władzami i wprowadza stan gotowości strajkowej dla całego związku. Decyzją KKP 27 marca 1981 r. został zorganizowany strajk ostrzegawczy, który był największym protestem w latach 1980–1981, demonstracją siły związku. KPP zapowiedziała, że cztery dni później – 31 marca – zorganizuje strajk generalny. Do tego ostatniego ostatecznie jednak nie doszło, gdyż 30 marca zostało podpisane tzw. porozumienie warszawskie. Władze zgodziły się na zarejestrowanie rolniczego związku, a także wyraziły ubolewanie z powodu pobicia związkowców w Bydgoszczy i obiecały, że winni zostaną pociągnięci do odpowiedzialności. Tak na marginesie reprezentanci obu stron, sygnując je, przekroczyli swoje uprawnienia, co wywołało szczególnie silne kontrowersje wśród działaczy Solidarności.

Podstawowe pytanie, na które do dziś nie znamy odpowiedzi, brzmi: Czym w istocie były wydarzenia bydgoskie z marca 1981 r? Czy były one celową prowokacją czy prężeniem muskułów przez polskich towarzyszy przed starcami z Kremla? A może wypadkiem przy pracy, sytuacją, która wymknęła się spod kontroli? Czy może wręcz przymiarką do siłowej pacyfikacji Solidarności? A jeśli prowokacją, to czyją? Ta zresztą wydaje się najbardziej prawdopodobna. Zresztą stojący wówczas na czele NSZZ „Solidarność” Lech Wałęsa ostrzegał przed nią Rulewskiego, zanim doszło do pobicia jego i jego kolegów. Na początku 1981 r. powszechna była zresztą pogłoska, że pobicie miało być rzekomo dziełem twardogłowych w partii. Taką też wersję w rozmowie z pracownikiem ambasady USA w Warszawie Arthurem Skopem sugerował również znany dziennikarz i reportażysta Ryszard Kapuściński. Jak zapisał jego amerykański rozmówca, podał on „przytaczaną często przez »Solidarność« wersję incydentu z Bydgoszczy: była to prowokacja przeciwko Jaruzelskiemu, przygotowana przez [Tadeusza] Grabskiego w nadziei na doprowadzenie do szerokich zamieszek i interwencji radzieckiej lub przynajmniej do ogłoszenia stanu wyjątkowego”.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy.