Bolszewicka dzicz nie liczyła się z niczym. Garstka Polaków próbowała ich zatrzymać

Bolszewicka dzicz nie liczyła się z niczym. Garstka Polaków próbowała ich zatrzymać

Dodano: 
Bój pod Zadwórzem, obraz Stanisława Kaczora-Batowskiego z 1929 roku
Bój pod Zadwórzem, obraz Stanisława Kaczora-Batowskiego z 1929 roku Źródło: Wikimedia Commons / Stanisław Batowski Kaczor - image taken by Maciej Szczepańczyk,Mathiasrex, CC BY-SA 4.0
Bitwa pod Zadwórzem bywa nazywana „polskimi Termopilami”. Polacy w heroicznej walce wstrzymali marsz bolszewickiej armii ponosząc przy tym ogromne straty.

„»Pobojowisko. Jeździłem z wojenkomem wzdłuż pierwszej linii, błagamy, żeby nie zabijać jeńców. Apanasenko umywa ręce, Szeko bąknął – dlaczego nie; odegrało to potworną rolę. Nie patrzyłem im w twarze, przebijali bagnetami, dostrzeliwali trupy na trupach, jednego jeszcze obdzierają, drugiego dobijają, jęki, krzyki, charkot […]. Wyciągają z ukrycia. Apanasenko – nie trać ładunków, zarżnij go. Apanasenko zawsze tak mówi – siostrę zarżnąć, Polaków zarżnąć«.

To wstrząsające świadectwo bolszewickiej zbrodni w Zadwórzu nazwanym Polskimi Termopilami pozostawił pisarz Izaak Babel w »Dzienniku 1920«. Apanasenko był dowódcą dywizji, Szeko – jego szefem sztabu.

Tuż przed opisem masakry bezbronnych żołnierzy w Zadwórzu – trudno orzec, ilu z 300 żołnierzy poległo, a ilu zostało zamordowanych – Babel zanotował inną drastyczną scenę z udziałem szefa sztabu dywizji, który przesłuchiwał jeńca:

»Szeko natchniony i blady: mów, jaką masz rangę – ja, zmieszał się, jestem czymś w rodzaju chorążego; oddalamy się, tamtego odprowadzają, za jego plecami chłopak o przyjemnej twarzy repetuje broń, ja krzyczę – towarzyszu Szeko! Szeko udaje, że nie słyszy, jedzie dalej, wystrzał, Polaczek w kalesonach pada w drgawkach na ziemię. Żyć się odechciewa, mordercy, niesłychana podłość. […] Nie zapomnę tego 'w rodzaju chorążego', zdradziecko zamordowanego«.

Polscy oficerowie traktowani byli przez bolszewików jak oficerowie białych armii Wrangla, Judenicza, Kołczaka, Denikina – jako kontrrewolucjoniści i wrogowie ludu. Bolszewicka propaganda głosiła: »Śmierć jaśnie wielmożnym panom«, »panów rżnąć«, »zamieść białe śmiecie«, co dotyczyło także oficerów. Zabijanie polskich oficerów nie było regułą, ale zdarzało się na tyle często, że Trocki dwukrotnie, w maju i lipcu 1920 r., wydawał rozkazy oszczędzania jeńców. Nie położyły one kresu zbrodniom”. (cyt. za: Tomasz Stańczyk, „Najazd Hunów 1920. Zapomniane ludobójstwo”, „HDR”, nr 8, 2015).

Nierówne szanse

"Bolszewik", mal. Boris Kustodijew

W lipcu 1920 roku w Galicji sformowano ochotniczą jednostkę, Detachement rtm. Romana Abrahama. W jego skład weszła głównie młodzież pochodząca ze Lwowa i okolic. Jednym z oddziałów tego zgrupowania był batalion piechoty kapitana Zajączkowskiego. Od początku sierpnia żołnierze należący do tego zgrupowania walczyli m.in. pod Horodyszczem i Chodaczkowem

16 sierpnia 1920 roku batalion pod dowództwem Bolesława Zajączkowskiego wracał z misji rozpoznawczej poruszając się wzdłuż linii kolejowej do Lwowa. Nagle, w okolicach Zadwórza, na dalekim przedpolu Lwowa, oddział został zaatakowany przez 6. Dywizję Kawalerii Josifa Rodionowicza Apanasienki należącej do Armii Siemiona Budionnego.

Następnego dnia doszło do kolejnego starcia. Idący z miejscowości Krasne polski batalion został zaskoczony ogniem z dwóch stron przez oddziały rosyjskie. Kapitan Zajączkowski podjął wówczas natychmiastową decyzję o uderzeniu na Zadwórze (zajęte przez bolszewików), odbicie stacji kolejowej oraz pobliskich wzgórz, gdzie można było zorganizować obronę.

Pomimo dziesięciokrotnej przewagi wroga i silnego ostrzału, Polacy około południa 17 sierpnia zdobyli stację kolejową i wzgórza. Nie był to jednak koniec bitwy, lecz zaledwie jej początek. W kolejnych godzinach bolszewicka kawaleria sześciokrotnie uderzała na polskie stanowiska obronne. Po kilku godzinach walk Polakom zaczęło brakować amunicji. Zbierano ją w końcu wśród poległych i rannych. Wielu polskich żołnierzy przeszło do walki wręcz, na bagnety. Kiedy sytuacja stała się już całkowicie rozpaczliwa (przy życiu pozostało 30 Polaków) kapitan Zajączkowski wydał rozkaz wycofania do pobliskiego lasu barszczowickiego.

Pomnik polskich bohaterów bitwy pod Zadwórzem z sierpnia 1920 roku

W czasie odwrotu Polacy byli jeszcze bombardowani przez trzy sowieckie samoloty. Żołnierze kapitana Zajączkowskiego bronili się niemal do ostatniego żołnierza, do końca walcząc na bagnety, noże i przy użyciu kolb karabinów z nacierającym wrogiem. Krwawy bój z bolszewikami zakończył się wieczorem 17 sierpnia. Do bolszewickiej niewoli dostała się zaledwie garstka polskich żołnierzy. Oficerowie odebrali sobie życie przy użyciu ostatnich nabojów. Śmierć poniósł także kapitan Zajączkowski.

Kilkunastu Polaków walczących pod Zadwórzem w ostatniej chwili uratował polski pociąg pancerny. Jego załoga zabrała leżących przy nasypie kolejowym rannych.

Żołnierze rosyjscy byli tak wściekli z powodu silnego oporu Polaków, że wyżywali się nawet na ciałach rannych i poległych odrąbując im ręce, nogi, głowy, odzierając z odzieży. Zmasakrowanych zwłok nie sposób było zidentyfikować (z 318 znalezionych ciał, rozpoznano zaledwie 106 osób).

Polacy zabici w bitwie pod Zadwórzem zostali pochowani w zbiorowej mogile blisko pola bitwy (w miejscu tym usypano kurhan, a w 1927 roku ustawiono tam czterometrowy obelisk w kształcie granicznego słupa z krzyżem). Siedmiu poległych, w tym kapitana Bolesława Zajączkowskiego, pochowano na Cmentarzu Obrońców Lwowa w oddzielnej kwaterze Zadwórzaków

Bohaterska obrona Zadwórza opóźniła marsz armii Budionnego i dała wojskom polskim niemal jeden dzień więcej na przygotowanie obrony Lwowa.

Czytaj też:
Cichy bohater Bitwy Warszawskiej. Bolszewików pokonywał... szyfrem
Czytaj też:
"Cud nad Wisłą". Objawienia Maryjne podczas Bitwy Warszawskiej
Czytaj też:
Bitwa o wszystko. "Wojna światów": Polska kontra bolszewicy

Źródło: DoRzeczy.pl / "Historia DoRzeczy" nr 8/2015