Komuniści w całym bloku wschodnim znajdującym się pod dominacją Związku Sowieckiego wytrwale dążyli do pełnego podporządkowania sobie Kościołów i związków wyznaniowych. Wynikało to z braku jakiejkolwiek tolerancji dla instytucji niezależnych od ich władzy oraz z chęci kształtowania ludzkich postaw, stworzenia „nowego człowieka”. Jednym z kluczowych narzędzi ubezwłasnowolnia duchowieństwa było przejęcie kontroli nad kościelną hierarchią i przy jej użyciu stworzenie Kościoła podporządkowanego państwu. Działano tu zgodnie ze słynną dewizą Józefa Stalina: „Nie sztuką jest zamknąć prymasa, sztuką jest mieć swojego prymasa”. W taki zresztą sposób ukształtowano Cerkiew prawosławną w państwie sowieckim, dzięki ścisłej kontroli stała się ona narzędziem politycznym w rękach komunistów. Analogiczne cele przyświecały także polskim towarzyszom i o tym, jak te próby wyglądały i czy były one skuteczne, będzie właśnie poniższy artykuł.
Kluczowe ruchy kard. Hlonda
Władze Polski „ludowej” w pierwszych latach swoich rządów wstrzymywały się z antykościelną ofensywą. Wynikało to z dwóch głównych czynników: konieczności zniszczenia podziemia niepodległościowego oraz ustabilizowania swojej władzy.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
