Śledząc przywołane zapiski źródłowe i rozważając niuanse tej misternej gry politycznej sprzed przeszło tysiąca lat, ważne jest, aby nie pominąć pewnej okoliczności, z perspektywy Krakowa najważniejszej. Wszystko, co opisujemy, świadczy mocno o tym, że w drugiej połowie X w. polityczna wartość Krakowa w regionie zauważalnie wzrastała. Ledwie został zagarnięty przez Mieszka I, a już stał się podmiotem wielkiej polityki dynastycznej.
Niniejszy tekst to fragment książki Michała Niezabitowskiego pt. „Kraków. Biografia miasta”, wyd. Znak Horyzont
Rosnące znaczenie Krakowa
Spróbujmy zmierzyć skalę tego wzrostu i wejrzeć, na ile to możliwe, w samo miasto. Ośrodkami stołecznymi i sprawczymi w Europie Środkowej u schyłku X w. są Praga i Gniezno, ale kartą przetargową pomiędzy nimi wyraźnie staje się Kraków. Bolesław II Pobożny, jako kontynuator polityki swego ojca Bolesława I Srogiego, grał przez całe swoje panowanie o wzmocnienie pozycji Pragi. W tym samym czasie Mieszko I skutecznie buduje ponadregionalne znaczenie Gniezna i podejmuje zabiegi o dynastyczne następstwo tronu na Wzgórzu Lecha. Dla osiągnięcia celu obaj używają jednak Krakowa. Bolesław II Pobożny traktuje to miasto jako wysuniętą na wschód rubież swego państwa, bezpieczną przed zakusami niemieckich cesarzy i książąt. Strata Krakowa dla czeskiego księcia była bolesna, skoro nawet 100 lat później czujemy ciężar tego bólu w kronice Kosmasa.
Mieszko I zdobywa Kraków i z dużym prawdopodobieństwem szybko „używa” go do realizacji swych celów politycznych, gdy lokuje tam swego syna Bolesława. W czasie przynależności do Księstwa Czech Kraków, jak dowodziliśmy w poprzednim rozdziale, był drugim po Pradze grodem książęcym. W księstwie polskim Kraków szybko zaczyna odgrywać podobną rolę, czyli drugiego ośrodka władzy, czego odzwierciedleniem jest dualizm, który w XV w. ujawni się w nazwach „Wielka Polska” (starsza Polska – dawne państwo Polan) i „Mała Polska” (młodsza Polska – dawne państwo Wiślan), odnoszących się oczywiście do wielkości obu jednostek, co wskazuje intencjonalnie starszeństwo i większe znaczenie Wielkiej Polski, ale w istocie zaznacza też podmiotowość obu krain.
![]()
Co zdecydowało o atrakcyjności miasta na tym etapie jego dziejów? Po pierwsze, znowu geografia, po drugie, geopolityka. Rola wawelskiego grodu jako zwornika jedności plemion w dorzeczu górnej Wisły znana była już Wiślanom. Była to jednak pozycja o charakterze regionalnym. W drugiej połowie wieku X i w ciągu XI stulecia Kraków wychodzi z kontekstu regionalnego i staje się ważnym miejscem na mapie politycznej i gospodarczej Europy Środkowej. Zaczyna odgrywać ważną rolę tranzytową w handlu pomiędzy Wschodem a Zachodem, o czym malowniczo informuje nas Ibrahim ibn Jakub, pisząc o mieście, do którego przybywają Rusowie i Słowianie z towarami. Skala tego handlu już wówczas musiała być znaczna, skoro dostrzegł ją gość dworu praskiego, a o istnieniu targu w Krakowie informowały źródła niemieckie (1). Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa targ ten służył handlowi zagranicznemu i znajdował się w okolicach Kościoła św. Andrzeja i nieistniejącego już Kościoła św. Marii Magdaleny (2) (...).
Kult świętych
Chrystianizacja prowadzona przez Przemyślidów skierowała miasto na drogę nowoczesności, a kult św. Stanisława, który zaczął rozwijać się po tragicznym w skutkach konflikcie biskupa krakowskiego z Bolesławem II Szczodrym, stał się jednym z budulców metropolitarnego charakteru miasta, obok licznie powstających murowanych budowli sakralnych. Wraz z docierającymi do Krakowa z innych miast europejskich księgami liturgicznymi rozwijał się kult osób kanonizowanych. W połowie XI w. wspominano w mieście uroczyście 386 świętych. To ważna informacja, której nie można rozumieć jedynie w kluczu dewocyjnym. Tak rozwinięty kalendarz liturgiczny wiązał Kraków z innymi miastami w Europie siecią ideową i kulturową, skoro w tych samych dniach obchodzono święta pod Wawelem oraz nad Renem, Saalą i Dunajem. Kraków stawał się częścią średniowiecznej wspólnoty europejskiej, której spoiwem było chrześcijaństwo (3).
Wspomnienia świętych łączą się w sposób bezpośredni ze sprowadzonymi do Krakowa relikwiami. Chociaż z perspektywy współczesności cześć oddawana prawdziwym lub (zazwyczaj) fikcyjnym cząstkom ciał osób żyjących w świętości jest obecnie niezrozumiała, a nawet budzi uczucia będące czymś pomiędzy pobłażaniem, sprzeciwem czy wręcz odrazą, to nie wolno nam popełnić błędu polegającego na lekceważeniu znaczenia relikwii w życiu naszych przodków. Fundament chrześcijaństwa, czyli powrót z cmentarza żywego i zmartwychwstałego Zbawiciela, wprowadził do mentalności społeczeństwa średniowiecznego nadzieję na to, że każdy powtórzy zwycięską drogę od śmierci do życia. Aby wzmacniać tę nadzieję, jakże przecież kruchą choćby w obliczu bólu zęba, o innych chorobach nie wspominając, Kościół zastosował narzędzie z nauk Arystotelesa, który – jak wiadomo – uznawał prymat poznania zmysłowego. Relikwia to widoczny i namacalny znak, że świętość nie jest ułudą, a nagroda za nią jest warta wszelkich wyrzeczeń. Choć zatem – powtórzę – czytamy o tym z dystansem, to musimy przyjąć, że wzrastająca pozycja Krakowa wyrażała się też liczbą i jakością sprowadzonych relikwii, w różny sposób „certyfikowanych” co do autentyczności. Pełniły one także tę funkcję, że były cząstkami wspólnych opowieści dla całej chrześcijańskiej Europy. Po raz drugi wypada powtórzyć, że miasto stawało się tym samym częścią określonej wspólnoty kulturowej.
Na tym polu z Krakowem nie mogło się równać żadne inne miasto wczesnopiastowskie. Aby unaocznić siłę tego spoiwa, wymieńmy, że jedynie w katedrze zgromadzono: szczękę św. Jana Chrzciciela, ramię św. Bartłomieja Apostoła, fragment czaszki św. Wawrzyńca, ząb św. Pawła Apostoła, ramię św. Szczepana, ramię św. Brykcujsza. Uzupełnieniem tych większych cząstek, z których najbardziej ceniono ramiona i czaszki, były części drobniejsze (zęby, palce, kawałki skóry), należące do św. Anny, św. Prokopa, św. Marcina, św. Zygmunta, św. Erazma i św. Hieronima. Całkiem drobne, ułamkowe fragmenty ciał pochodzić miały od św. Innocentego, św. Krzysztofa, św. Witalisa, św. Maurycego i św. Korduli (4). Katedralna collectio sanctorum była rzecz jasna najbardziej okazała, ale społeczność skupiona wokół każdego kościoła i każdej kaplicy miała ambicję, aby w skromniejszym wymiarze także móc pochwalić się świętą relikwią.
Z niedowierzaniem możemy zapytywać dzisiaj, czy nasi średniowieczni przodkowie nie zastanawiali się, z ilu ramion, głów i palców musiało składać się ciało świętego, któremu oddawali cześć? Czy nie zdawano sobie sprawy, że niektórzy święci, jak czczony szczególnie w Krakowie św. Krzysztof, to postaci fikcyjne? Ówczesny niski stan wiedzy, a jednocześnie obudzona nadzieją nieśmiertelności wiara wypierały z głów te niewygodne pytania. Zresztą przyznajmy sami, jak długo wierzyliśmy w to, że św. Mikołaj jednego wieczora potrafi roznieść prezenty wielomilionowej rzeszy dzieci? Przyznajmy też sami przed sobą, że z tą wiarą w magiczne zdolności świętego biskupa wcale nie było nam tak źle oraz że wiara ta nic w nas nie zepsuła. Tu akurat myśl Arystotelesa ustępowała platońskiej nauce o nadprzyrodzonych ideach – samoistnych istotach każdej rzeczy, które jednak wymagały wzbudzenia wiary w miejsce jedynie doświadczania zmysłowego. Kraków w XI w. wkroczył na drogę wiary, a kto przeoczy ten fundamentalny moment, niewiele dalej zrozumie.
Budownictwo a rosnąca populacja
Równolegle z pogłębiającą się chrystianizacją oblicze miasta zmieniło się za sprawą powstających murowanych budowli sakralnych. Zarówno na Wzgórzu Wawelskim, jak i w osadzie u jego podnóży w XI w. i pierwszej połowie kolejnego stulecia powstało 36 świątyń (5) (...). Posiadanie Krakowa stawało się też warunkiem skuteczności prowadzenia polityki wschodniej, skierowanej na Ruś Kijowską, co wykorzystywali Bolesław I Chrobry oraz Bolesław II Szczodry.
![]()
Kraków był także znakomitą bazą wypadową w relacjach polsko-węgierskich oraz flankował od wschodu Śląsk, o który w ciągu XI i XII w. Piastowie skutecznie rywalizowali z Czechami. Dopiero w XIII w. słabnące i rozbite na dzielnice państwo polskie zaczęło na tym polu ponosić porażki. Kraków wreszcie infiltrował od południa Mazowsze, które dzięki temu mogło skutecznie zostać włączone do państwa polskiego przez Kazimierza Odnowiciela pomimo silnych tendencji separatystycznych.
Niewiele wiemy o ówczesnej demografii Krakowa, ale z analizy badań archeologicznych wynika, że Kraków w wieku XI i XII to na swój czas miasto ludne. Najnowsze szacunki określają liczbę ludności na ok. 4 tysiące osób (6). Wówczas w większości przeciętnych miast europejskich liczba ta nie przekraczała tysiąca. Jeśli te przypuszczenia dotyczące Krakowa są właściwe, miasto to było silne, choć średnie w skali europejskiej w porównaniu do wielkich ośrodków miejskich takich jak Rzym, Paryż czy Antwerpia.
W XI w. Kraków zdobył się również na wielki wysiłek inwestycyjny. Palisada z czasów Wiślan, o której wspomniałem w rozdziale II, spłonęła w niejasnych okolicznościach w połowie X w. i już nie została odbudowana (7). Około połowy XI w. zastąpiono ją potężnym wałem drewniano-ziemno-kamiennym. Ten element fortyfikacyjny od strony północnej dodatkowo wzmocniono suchą fosą, która biegła równolegle do dzisiejszej ul. Poselskiej, ale wysunięta była kilkadziesiąt metrów na północ. Wał ten umacniał pogrodzie Okół do XIII w. (8), a wewnątrz niego, na powierzchni gęsto zabudowanej drewnianymi chatami, kwitło mieszczańskie życie rzemieślniczo-handlowe. Już jednak w X stuleciu teren otoczony wałami stał się zbyt ciasny i osadnictwo krakowskie wylało się na północ. Powstały tam zwarte i niewielkie osady w okolicy dzisiejszego Kościoła Franciszkanów i Dominikanów w rejonie Kościoła św. Wojciecha, czyli w miejscu, na którym po 1257 r. wytyczony zostanie Rynek Główny.
Od początku XI w. osady te zlewają się i rozwijają w kierunku północno-zachodnim, czyli w stronę dzisiejszego Kościoła św. Jana i Placu Szczepańskiego, oraz w kierunku północno-wschodnim, czyli ul. Na Gródku. W krótkim czasie, w ciągu kilku dekad XI w., Kraków zdominuje Gniezno, zrówna swój potencjał z Pragą i wyrośnie ponad miasta niemieckiego pogranicza. Symbolem tego znaczenia stanie się włócznia św. Maurycego, ofiarowana Bolesławowi I Chrobremu przez cesarza Ottona III na zjeździe gnieźnieńskim w 1000 r., która po 1025 r. w niewyjaśnionych okolicznościach, ale na pewno celowo, trafi do skarbca wawelskiego i tam już pozostanie. Mieszko II lub Kazimierz Odnowiciel do Krakowa przenoszą ten święty symbol suwerenności królestwa polskiego (9). W ślad za tą relikwią Bolesław II Szczodry po swojej koronacji dokonanej w Gnieźnie w 1076 r. przenosi do Krakowa insygnia koronacyjne, które będą tu do schyłku XIII w. Gniezno jako siedziba arcybiskupstwa pozostanie aż do początku XIV w. miejscem koronacji polskich królów, ale to w Krakowie przechowywane będą najważniejsze atrybuty korony.
(Pół)legendarne postaci
Miasto to ludzie. Jak dotąd jednak w naszych rozważaniach o Krakowie nie jest łatwo wyłuskać ze źródeł wyraziste postaci. Od początków miasta do schyłku IX w. odnajdujemy Kraka i jego dwóch bezimiennych synów, należącą do legendy Wandę, potężnego, ale też bezimiennego „księcia na Wiślech”, a także napominającego go św. Metodego. W X w. majaczą nam władcy Czech: Wratysław, św. Wacław, Bolesław I Srogi i Bolesław II Pobożny. To wybitne postaci w dziejach Czech, ale czy któryś z nich był w Krakowie?
![]()
Jeżeli gród wawelski był rzeczywiście drugą po Pradze siedzibą czeskich książąt, trzeba to uznać za prawdopodobne. Próżno jednak szukać takich śladów ich obecności, które mogą pomóc naszej wyobraźni zbudować z nimi relację osobistą. W X w. spotykamy jeszcze dwóch domniemanych biskupów krakowskich, misyjnych albo ołomunieckich – Prochora i Prokulfa. Poza imionami nic o nich nie wiemy. Jeżeli byli rzeczywiście biskupami krakowskimi, co jest wątpliwe, żyli na Wawelu. Jeżeli byli biskupami ołomunieckimi, być może wizytowali Kraków w ramach swej posługi pasterskiej. Wyłania się jeszcze Ibrahim ibn Jakub, autor relacji z podróży i postać pierwszorzędna dla naszej wiedzy o mieście. Cóż z tego, skoro z pewnością nigdy nie był w Krakowie. Wszystkie inne osoby tego dramatu są dla nas boleśnie anonimowe, np. mieszkańcy krakowskiego podgrodzia – Okołu. Pozostały po nich fragmenty żużlu żelaznego, skorupy glinianych naczyń… Za tymi mało efektownymi śladami stoją ludzie, którzy tu żyli, pracowali i umierali. Aż do połowy X w. ukryty jest przed nami groźny majestat śmierci, gdyż pochówki wciąż dokonywane były poprzez całopalenie zwłok. W tym krakowskim wirze pokoleń są też czescy drużynnicy stanowiący załogę zamku wawelskiego. Wszyscy zginęli od ostrza mieczy polańskich wojów, którzy pod wodzą Mieszka I zdobyli Kraków. Ci nieliczni wymienieni i ci liczni niewymienieni to nasi przodkowie, którzy łączą się z nami w magicznym, międzypokoleniowym procesie dziedziczenia, ale niezwykle trudno nam poczuć ich minioną obecność.
Człowiek, budując relacje, potrzebuje rzeczy i słów będących nośnikami pamięci i emocji. Jednych i drugich zachowało się tak niewiele. Naszą więź z ludźmi z przeszłości tworzy dziedzictwo, czyli to, co po nich odziedziczyliśmy, ale aż do XI w. odziedziczyliśmy mało. Dopiero w XI w. pojawiają się pierwsze postaci, które pozwalają nam zobaczyć miasto z ludzką twarzą, rozpoznać konkretnego człowieka. Charakter ustrojowy państw we wczesnym średniowieczu był podporządkowany w całości panującym. Zasadniczo państwo było własnością księcia lub monarchy. Ustrój taki nazywamy patrymonialnym. Z tego też powodu te pierwsze osoby, które potrafimy powiązać z miastem poprzez miejsca i wydarzenia, to właśnie pierwsi Piastowie. Obok nich, po zjeździe gnieźnieńskim z 1000 r., pojawiają się krakowscy biskupi. Ich poczet otwiera Poppon (1000–1008), a po nim, w okresie, który obejmuje ten rozdział (do 1138), ten katalog notuje jeszcze 11 imion. W tym czasie dokonuje się ważna zmiana – ustrój patrymonialny ewoluuje w stronę feudalizmu. Gwałtowne wydarzenia związane z tą zmianą nie ominęły Krakowa, w tym jego władców i biskupów, którym chcemy przyjrzeć się bliżej.
Mieszko I na pewno był zdobywcą Krakowa. Prędko jednak zmarł, najprawdopodobniej dwa lata później, w 992 r. Wszystko wskazuje na to, że nie związał się z miastem bliżej i nie zbudował tutaj swojego dworu, lecz w swoim imieniu zainstalował w Krakowie swojego syna z małżeństwa z Dobrawą – Bolesława. Mieszka I musimy zatem uznać za władcę Krakowa, tyle że krótkotrwałego i takiego, który nie zaznaczył tu swojej obecności. Inaczej sprawa ma się z kolejnymi Piastami.
Przypisy:
1. J. Wyrozumski, Kraków – miasto na prawie polskim i jego lokacja na prawie magdeburskim, „Krzysztofory. Zeszyty Naukowe Muzeum Historycznego Miasta Krakowa” 2008, t. 26, s. 12.
2. H. Münch, Kraków do roku 1257 włącznie, „Kwartalnik Architektury i Urbanistyki” 1958, t. 3, s. 20.
3. J. Rajman, Święta, relikwie i patrocinia w problematyce kultu świętych w Krakowie od końca X do schyłku XIII w. [w:] Kraków w chrześcijańskiej Europie X–XIII w., dz. cyt., s. 123.
4. Tamże, s. 125.
5. J. Wyrozumski, Dzieje Krakowa, t. 1, Kraków do schyłku wieków średnich, dz. cyt., s. 152.
6. B. Ogórek, M. Wyżga, Demografia [w:] Encyklopedia Krakowa, dz. cyt., s. 254.
7. K. Radwański, Problemy badawcze Krakowa przedlokacyjnego [w:] Kraków przedlokacyjny…, dz. cyt., s. 15.
8. Tamże, s. 16.
9. M. Rożek, Polskie koronacje i korony, Kraków 1987, s. 28–32.
Niniejszy tekst to fragment książki Michała Niezabitowskiego pt. „Kraków. Biografia miasta”, wyd. Znak Horyzont
Tytuł i śródtytuly pochodzą od Redakcji.
Czytaj też:
Tajemnice początków Polski. Nowa wystawa na Lednicy. Czy warto? Czytaj też:
Chrobry kontra Niemcy: runda III Czytaj też:
Czy losy Polski mogły potoczyć się inaczej? Ostatni Jagiellon na polskim tronie
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
