„Wieszali niemowlęta na piersiach matek”. 300 lat ukraińskich mordów na Polakach
  • Maciej RosalakAutor:Maciej Rosalak

„Wieszali niemowlęta na piersiach matek”. 300 lat ukraińskich mordów na Polakach

Dodano: 25
Obraz Ilji Repina "Kozacy piszą list do sułtana"
Obraz Ilji Repina "Kozacy piszą list do sułtana" Źródło: Wikimedia Commons
Chmielnicki pisał: „Tak swoich panów i sług ich, Żydów, wybijajcie, ścinajcie, wytracajcie dla czystości ziemie naszej, którą za błogosławioną być obiecujemy”. Rezultaty były przerażające i w przyszłości brzemienne w skutkach. UPA miała się na kim wzorować...

Podczas hajdamackiej koliszczyzny (1768) gromady Kozaków i chłopstwa zdobyły podstępem należącą do Lubomirskich Łysiankę i urządziły straszliwą rzeź chroniących się tam szlachciców, mieszczan i Żydów. W kościele oo. Franciszkanów na jednej belce powieszono zakonnika, Żyda i psa oraz przybito następującą inskrypcję: „Lach, Żyd i sobaka, wse wira odnaka” (czyli że są jednej wiary). To porażające obwieszczenie odnosi się także do wydarzeń, jakie odbyły się w XVII i XX w. Na mordowaniu Polaków – zwłaszcza ziemian – duchownych katolickich oraz Żydów polegały wszystkie wielkie rzezie, które objęły Ukrainę, Wołyń i Ruś Czerwoną (Małopolskę Wschodnią). Poza opisywaną wcześniej pożogą podczas rewolucji bolszewickiej fale mordów przyniosły: powstanie Chmielnickiego (1648), wspomniana koliszczyzna oraz ludobójcza akcja OUN/UPA w trakcie II wojny światowej. Stanowią jeden ciąg przyczyn i tragicznych skutków.

1648. Bunt Chmielnickiego

Zakładamy niekiedy, że Rusini w I Rzeczypospolitej powinni czuć się jak w domu. Jesteśmy skłonni idealizować Rzeczpospolitą z jej (nieco przecenianą) równoprawnością nacji i wyznań. Na jej obraz składał się zaś – w oczach Rusinów – wielki obszarnik, który kazał odrabiać pańszczyznę, trzymał zbrojne hufce i budował zamki, aby wymusić pracę i posłuszeństwo. W tych zamkach nie mówiono już po rusku, a zamiast cerkwi wznoszono kościoły. Czarno ubrani jezuici uczyli żegnać się i modlić inaczej niż ojcowie. Bywało, że klucz do zamkniętej cerkwi trzymał Żyd arendarz i kazał płacić sobie za jej otwarcie. On też miał tylko prawo pędzenia gorzałki i warzenia piwa oraz sprzedaży niezbędnych chłopu towarów. Nie było gdzie uciec z kręgu ucisku i wyzysku, bo liczbę Kozaków na Siczy ograniczano i tysiące wolnych mołojców miały wracać do kieratu. Taki obraz polskiego pana, jezuity i Żyda powstał cztery wieki temu i wywołał rzeź 1648 r.

Kozacy okazywali się – od końca XV w. – zarówno zmorą dla Rzeczypospolitej, jak i wielką pomocą podczas wojen z Moskwą, Tatarami oraz Turkami. Pierwszą Sicz na dnieprowej wyspie Chortycy założył (1553) kniaź Dymitr Wiśniowiecki, a pierwszy oddział Kozaków rejestrowych na państwowym żołdzie powstał u kresu życia Zygmunta Augusta (1572). Ambicje kozackie zawsze sięgały dalej niż oferty ze strony Korony. Stąd ich pierwsze wielkie bunty: Krzysztofa Kosińskiego (1591–1593) i Semena Nalewajki (1594–1596). Dekadę przed wystąpieniem Bohdana Chmielnickiego Kozacy buntowali się zaś pod wodzą Pawła Pawluka (1637) i Jakuba Ostranicy (1638).

I oni starali się podburzyć masy chłopskie, ale nigdy z takim skutkiem jak Chmielnicki. W swym pierwszym uniwersale z początku 1648 r. wzywał on: „Tak swoich panów i sług ich, Żydów, wybijajcie, ścinajcie, wytracajcie dla czystości ziemie naszej, którą za błogosławioną być obiecujemy”.

Bohdan Chmielnicki

Porażające klęski wojsk i pospolitego ruszenia szlacheckiego pod Żółtymi Wodami, Korsuniem i Piławcami sprawiły, że w ciągu dwóch miesięcy powstańcy zajęli trzy ukrainne województwa – kijowskie, czernichowskie i bracławskie – a następnie ruszyli dalej na zachód, dochodząc na Wołyń, pod Lwów i pod Zamość. Krew, łzy i pożary miast, dworów i wiosek znaczyły marsz buntowników, a kiedy jeszcze przyszli w sukurs Tatarzy, również tragedia ludzi branych w jasyr. Kronikarz i talmudysta żydowski z Zasłania – Natan Hannower – był świadkiem tamtejszej rzezi: „Ze stróżów [żołnierzy] zdarto skórę żywcem, panów, którzy spoczywali w grobach długi czas, wyrzucono z grobów jak brzydkie ścierwo, a trumny srebrne i złote złupiono. Również zburzyli kościoły, a naszą bóżnicę zniszczyli i zmienili w stajnie. Podobnie postąpili w stołecznej gminie Ostrogu, gdzie wymordowali 600 dusz tam pozostałych”.

I dalej pisał Hannower o mękach, jakie zadawano ginącym, a które mrożą krew w żyłach:

„Z jednych zdarto skórę, a ciało rzucono psom na żer, innym obcięto ręce i nogi, a tułów rzucono na drogę; przez ich ciała przejeżdżały wozy i tratowały ich konie. Innym zadano tyle ran, że byli bliscy śmierci, i rzucano ich na ulice; nie mogąc rychło umrzeć, tarzali się we krwi, aż uszła ich dusza; innych grzebano żywcem. Dzieci zarzynano na łonie matek; wiele dzieci pocięto na kawały jak ryby. Kobietom ciężarnym rozpruwano brzuchy i wsadzano żywego kota do wnętrza i tak zostawiano przy życiu, zaszywając brzuchy. Następnie obcinano im ręce, by nie mogły wyjąć tego kota. I wieszali niemowlęta na piersiach matek, inne dzieci nabijano na rożen, pieczono przy ogniu i przynoszono matkom, by jadły ich mięso. Częstokroć brali dzieci żydowskie i robili z nich mosty, by przechodzić przez nie. Wszystko to czynili, wszędzie dokąd dotarli, nie inaczej postępowali też z Polakami, a szczególnie z księżmi”.

Wielu mieszkańców lewobrzeżnej Ukrainy, gdzie znajdowały się dobra księcia Jeremiego Wiśniowieckiego, uratowało się dzięki ochronie jego niezwyciężonego, ale – niestety – zaledwie kilkutysięcznego wojska podczas marszu na Czernihów i przekroczeniu Dniepru. A książę nie pobłażał buntownikom. Pułkownik kozacki Maksym Krzywonos zdobył Pohrebyszcze i wymordował szukających tam ratunku szlachtę i Żydów, a Wiśniowiecki kazał wbić wójta, rajców i popów na pal, ucinając im wcześniej ręce...

Kto nie uciekł z Zadnieprza, ten dzielił tragiczny los mieszkańców Zasłania oraz Niemirowa, Tulczyna, Połonnego, Ostrogu, Baru i wszystkich miast oraz miasteczek na rozległych terenach po obu stronach Dniepru. Te żyzne ziemie wyludniły się podczas wojny, która – od 1654 r. z udziałem Moskwy – trwała 12 lat. O liczbie zamordowanych i uchodźców wśród Żydów (Natan Hannower oparł się np. dopiero w Pradze czeskiej) świadczy to, że w 1655 r. pogłówne płacone przez nich na Wołyniu wynosiło zaledwie czwartą część tego, ile płacili co roku przed buntem Chmielnickiego.

Czytaj też:
Czarna i biała legenda Jeremiego Wiśniowieckiego

Zdaniem studentów Akademii Mohylańskiej kozacki hetman odniósł historyczny sukces. W panegiryku, ułożonym przez nich z okazji jego wjazdu do Kijowa, czytamy:

„Cześć Bogu, chwała na wieki Wojsku Dnieprowemu,
Że z Bożą łaską zagnało laszków ku portowi Wiślanemu,
A ród przeklęty żydowski znikł, czysta Ukraina,
A wiara święta w cale została – dobra nowina”.

A Ukraina spłynęła krwią. Nienawiść „zatruła krew pobratymczą” – jak napisał Henryk Sienkiewicz w zakończeniu „Ogniem i mieczem”...

1768. Nóż hajdamacki

W połowie XVIII w. wrogamidla znacznej części Kozaków i chłopstwa są nadal: Lach, katolicki duchowny i Żyd. To przekonanie spowodowało na Ukrainie równie potworne rzezie jak w poprzednim stuleciu. Humań, koliszczyzna i hajdamacy – od tych określeń cierpła skóra i wtedy, i później. Nazwa koliszczyzna, jak nazwano chłopsko-kozacko-zbójeckie powstanie w 1768 r., pochodzi prawdopodobnie od zawołania: „Koli!”, czyli „Kłuj!”, z którym hajdamacy rżnęli swe ofiary. Hajdamacy z kolei wzięli imię od tureckiego słowa „hajdamak” – „ścigać”. Tak mienili się uczestnicy XVIII-wiecznych powstań ukraińskich, a pomiędzy ich wybuchami zwykłe bandziory napadające na szlacheckie dwory i katolickie kościoły. Byli to straceńcy, straszni w czasie rzezi, a także walk z regularnymi oddziałami koronnymi i magnackimi.

Ich watahy tworzyli przeważnie Zaporożcy na pograniczu Rzeczypospolitej i Moskwy. Napływali tam do nich przeróżni hultaje i razem stamtąd ruszali rabować siedziby Lachów. W jednym tylko województwie bracławskim hajdamacy zrujnowali w 1750 r. 27 miast i 111 wsi – dziesiątą część wszystkich tam istniejących. Wznowiono więc ich bardziej efektywne zwalczanie, karząc śmiercią tych ruskich chłopów, na których padło choćby podejrzenie wspomagania grabieżców.

Powody tego, co nastąpiło w 1768 r., wykraczały jednak daleko poza chęć rabunku i gwałtu ze strony zwykłego hultajstwa. Moskwie chodziło o zwalczenie konfederacji szlachty polskiej. Zawiązała się ona w Barze 29 lutego 1768 r., pięć dni po uznaniu – pod presją rosyjską przez sterroryzowany Sejm i króla – protektoratu Rosji nad Rzecząpospolitą. Konfederaci wystąpili w obronie suwerenności swego państwa, a także wiary rzymskokatolickiej zrównanej z innymi wyznaniami. Do spacyfikowania konfederatów przystąpiły wojska rosyjskie i koronne, ale na Ukrainę zaczęli też dziwnym zbiegiem okoliczności napływać Kozacy z lewego moskiewskiego brzegu Dniepru. W marcu i kwietniu koło monasteru położonego wśród lasów w Chołodnym Jarze zgromadziło się kilkuset hajdamaków. Założyli tam obóz, na atamana wybrali Maksyma Żeleźniaka z Zaporoża, który ogłosił, że z rozkazu przełożonych ma „iść w Polskę dla wygnania konfederatów i Żydów i dla rabowania ich”. Gdy już ruszył, powoływał się na rozkaz samej imperatorowej Katarzyny II.

Artykuł został opublikowany w 10/2017 wydaniu miesięcznika Historia Do Rzeczy.