Polacy na krucjatach. Zapomniana epopeja naszych obrońców wiary

Polacy na krucjatach. Zapomniana epopeja naszych obrońców wiary

Dodano: 
Obraz przedstawiający oblężenie Akki w 1291. Autor: Dominique Papety (ok. 1840 r.)
Obraz przedstawiający oblężenie Akki w 1291. Autor: Dominique Papety (ok. 1840 r.) Źródło: Wikimedia Commons
W wyprawach krzyżowych wzięli udział także rycerze z Polski. Dzielnie walczyli z wrogami chrześcijaństwa.

Jakub Ostromęcki

Z oczywistych względów mało prawdopodobne jest, aby jakiś woj z dalekiej Polski zdążył odpowiedzieć w 1095 r. na apel Urbana II. W wyprawie, zorganizowanej dość szybko po synodzie, wzięli udział przede wszystkim Francuzi, Flamandowie i Normanowie.

W jaki sposób wśród polskich rycerzy rodziły się nastroje krucjatowe? W I wyprawie krzyżowej brał udział Holender Jan van Arkel. Zdobywając mury Nicei, Tarsu, Antiochii i świętego Jeruzalem, okrył się sławą i przystąpił do Zakonu Rycerskiego Grobu Bożego. Jednym z synów Jana był Hugo Butyr. Na początku XII w. przybył on na północne Mazowsze bić wrażych pogańskich Prusów. Po kilku latach ów dzielny, płowowłosy rycerz został jednym z bardziej zaufanych dowódców Bolesława Kędzierzawego. W przerwach między walkami, czy to na ucztach, czy polowaniach, raczył swoich polskich kamratów zasłyszanymi od ojca opowieściami o Ziemi Świętej, Golgocie, Grobie Pańskim. Szarpało to duszę, ale rozpalało też ciekawość i żądzę przygód. Podobne wizje roztaczali stosunkowo liczni na naszych ziemiach rycerze i duchowni z Prowansji, którzy pojawili się tu za sprawą kultu św. Idziego rozpowszechnianego przez Władysława Hermana.

W latach 40. XI w. przybył na nasze ziemie wielce uczony Czech o smutnych i zmęczonych oczach Henryk Zdik, biskup ołomuniecki. Pielgrzymując do Jerozolimy, stał się właścicielem relikwii fragmentu Krzyża Świętego. Jego kazania musiały spełnić podobną funkcję co opowieści zachodnich rycerzy. Dodajmy do tego działalność Galla Anonima, którego kronika utrzymana jest w krucjatowym tonie, i listy samego Bernarda z Clairvaux namawiające polskich możnych do obrony chrześcijaństwa.

Bolesław czy Henryk?

W 1147 r. na wieść o upadku hrabstwa Edessy ruszyła do Lewantu II krucjata. Tym razem było to przedsięwzięcie niemiecko-francuskie (Konrad III i Ludwik VII). W wyprawie tej uczestniczył któryś z Piastów. Wspomina o nim bizantyjski kronikarz: „Niemcy […] połączyli się w Nikiei z idącymi tym szlakiem Francuzami, jak też z innymi królami, którzy wiedli ze sobą liczne wojska. Spośród nich jeden dowodził plemieniem Czechów – był to król uznający zwierzchność Konrada. Inny przewodził Lechitom, plemieniu scytyjskiemu, które zamieszkuje w pobliżu zachodnich Węgrów”. Badacze spierają się o tożsamość władcy, wymieniając tu Władysława II Wygnańca, jego syna Bolesława Wysokiego lub Henryka Sandomierskiego. W przypadku tego ostatniego byłaby to pierwsza z jego krucjat. Jeśli zaś był to Bolesław Wysoki, to krzyżowcy zyskali w jego osobie tęgiego i sprawnego rębajłę.

Bolesław I Wysoki na rycinie Konstantego Przykorskiego, 1876 r.

On to bowiem znany jest z wydarzeń o kilkanaście lat późniejszych, kiedy to służąc w armii Fryderyka Barbarossy, pokonał w czasie oblężenia Mediolanu najlepszego z rycerzy tego dumnego miasta. Oddajmy głos Długoszowi: „A właśnie w czasie oblężenia pewien rycerz z Mediolanu, niezwykłej siły i postawy, którą dorównywał Cyklopom, wyjeżdżał z Mediolanu na koniu i ufny w swą siłę fizyczną wyzywał rycerzy cesarza do pojedynku. Kiedy przez wiele dni powtarzał to wezwanie, a wszyscy uchylali się przed niebezpieczeństwem, rycerz ten obrzuciwszy wyzwiskami rycerzy cesarza, zarzucił im tchórzostwo i zniewieściałość. To wydarzenie stało się dla księcia polskiego Bolesława podnietą do okazania bohaterskiego ducha”. Żądny sławy Piast kazał siodłać rumaka, odpowiadając na wezwanie włoskiego siłacza. Walka odbyła się w scenerii iście hollywoodzkiej.

Obie armie zamarły w napięciu, czekając na wynik starcia. „W największym pędzie koni ścierają się najpierw kopiami, lecz kiedy cios rycerza z Mediolanu chybił, a Bolesław książę Polski tak go kopią ugodził i potrząsnął nim, że olbrzym, odniósłszy śmiertelną ranę, osunął się z konia na ziemie, by wyzionąć ducha. A Bolesław, nie zwlekając, był bowiem mężem rzadkiej ruchliwości, sam również zeskoczył z konia. Dobija leżącego olbrzyma i obdarte ze zbroi martwe ciało zostawia na środku placu. Potężny okrzyk wzniesiony potem przez cesarskich świadczył o ogromnej radości, jakiej doznało wojsko cesarskie po odniesionym triumfie” barwnie opisywał Długosz. Dzięki tym dwóm minutom chwały i łasce Barbarossy Bolesław mógł powrócić do utraconego niegdyś Śląska. Wcześniejsze czyny w czasie II krucjaty na pewno też w tym pomogły.

Sama wyprawa okazała się jednak katastrofą. Konrad III nie poczekał na Francuzów, nie skorzystał z rad Bizantyjczyków i pomaszerował z Konstantynopola prosto przez środek bezwodnej Anatolii. Koło Doryleum wycieńczona armia stanęła na spoczynek w tym samym miejscu, gdzie 50 lat wcześniej krzyżowcy pokonali muzułmanów. 25 października 1147 r. na odpoczywających Niemców runęli Turcy. Straty sięgnęły 90 proc. stanu osobowego. Wycofując się ku Nikiei, król natrafił na opisywane przez greckiego kronikarza posiłki.

Ocalali Niemcy wraz z Czechami, Polakami i Francuzami, szarpiąc się z tureckimi podjazdami, pomaszerowali do Jerozolimy wzdłuż anatolijskiego wybrzeża, wykorzystując każdy bizantyjski port do uzupełnienia zapasów. Z którą armią połączył się Piast? Wbrew wszelkim stereotypom to właśnie Niemcy, wlokąc się z tyłu kolumny, dali popis braku dyscypliny, maruderstwa i pijaństwa. Takie towarzystwo nie gwarantowało przeżycia w anatolijskich górach. Być może zatem Bolesław (czy Henryk Sandomierski) krzyczał żartobliwie z Francuzami: „Czoło stop! Czekajcie na Niemców!”. Jednakże to król niemiecki, a nie francuski, rozsądzał spory między Piastami i to o jego łaskę należało zabiegać. Dylematu tego, w świetle skąpych źródeł, nikt nie jest w stanie rozstrzygnąć.

Czytaj też:
Kłamstwo „Imienia Róży”. Jak sfałszowano historię inkwizycji

Krzyżowcy dotarli do Królestwa Jerozolimskiego wiosną 1148 r. Namówili króla Baldwina III, by w piekącym lipcowym upale wyruszyć na Damaszek. Była to interwencja nad wyraz głupia, z czego nasz Piast nie do końca zdawał sobie sprawę. Emirat Damaszku prowadził przychylną Jerozolimie politykę, ale dla niedouczonych krzyżowców z Europy liczyła się sama nazwa miasta wzmiankowana w Biblii. Pod jego murami w okolicznych sadach doszło do bitwy, gdzie nasz książę miał okazję sprawdzić się w walce. Oblężenie ostatecznie trzeba było jednak przerwać na skutek nieustannych kłótni między Niemcami, Francuzami i rycerzami jerozolimskimi.

Na mury Askalonu!

Henryk Sandomierski, jeden z synów Bolesława Krzywoustego, dorastał w niespokojnych czasach. Ojca ledwo pamiętał, matka Salomea z Bergu zmarła, gdy był bardzo młody. Dzieciństwo spędził w Łęczycy, obserwując niegodne swary i intrygi braci, łamiących testament ojca z 1138 r. i pogrążających kraj w wojnie. Ludzie dorastający w takich warunkach stają się albo tyranami, albo męczennikami. Henryk zapragnął zostać tym drugim. „Przejmowała go bowiem troska o sprawy wyższego rzędu, a jego wielkoduszny umysł gardził rzeczami ziemskimi i niskimi. Pełniąc bardzo dzielnie powinność rycerską w walce z Saracenami, marzył o zdobyciu palmy męczeńskiej. Ale los nie dał mu wtedy tego osiągnąć” pisał Długosz.

Artykuł został opublikowany w 11/2017 wydaniu miesięcznika Historia Do Rzeczy.