Strzał, który podpalił Amerykę. Zamachowiec stał się najbardziej poszukiwanym człowiekiem na świecie
  • Grzegorz JaniszewskiAutor:Grzegorz Janiszewski

Strzał, który podpalił Amerykę. Zamachowiec stał się najbardziej poszukiwanym człowiekiem na świecie

Dodano: 

Zebrane dowody pozwoliły na ustalenie, że Galt, Willard i Lowmeyer to jedna i ta sama osoba. Wiadomo było też, że żadne z tych nazwisk nie było prawdziwe. Zdecydowano się na wystawienie listu gończego na nazwisko Eric S. Galt ze zdjęciem ze szkoły tańca, na którym dorysowano oczy. Ray wyglądał przez to nienaturalnie i trudno było go rozpoznać.

(Nie) rozpoznany

Tymczasem w Toronto morderca obmyślał plan, jak wydostać się z kraju. Chciał lecieć do Afryki, najlepiej do Rodezji, której władze – jak się naiwnie spodziewał – nie wydałyby go Amerykanom. Żeby wylecieć z Kanady, potrzebny był paszport. Wiedział, że sowieccy szpiedzy w Kanadzie do zdobycia nowej tożsamości posługiwali się metrykami z urzędów stanu cywilnego. Zaczął więc przeglądać ogłoszenia z kanadyjskiej prasy dotyczące urodzin dzieci w latach 30. W końcu w Evening Telegram znalazł odpowiadające mu kilkanaście nazwisk. Z książek telefonicznych uzyskał ich adresy i sprawdził, czy pasują do jego wyglądu. Wybrał dwóch - Ramona Georga Sneyda i Paula Bridgemana. Ostatecznie zdecydował się na tego pierwszego. Podając się za urzędnika, przez telefon ustalił, że nigdy nie występował on o wyrobienie paszportu. Potem z łatwością uzyskał odpis jego aktu urodzenia. W wyrobieniu paszportu pomogła mu urzędniczka w biurze podróży, gdzie kupił bilet do Londynu. Nie stać go było na podróż do Johannesburga, która kosztowała ponad 800 dolarów kanadyjskich. Rzekomy Sneyd nie musiał nawet udawać się do biura paszportowego. Notariusz na miejscu potwierdził jego tożsamość. Pozostało tylko poczekać dwa tygodnie na wyrobienie dokumentu.

W tym czasie FBI też nie próżnowało. Ray został umieszczony na liście najbardziej poszukiwanych przestępców w USA. Opublikowano listy gończe z jego podobizną. Został nawet rozpoznany przez pochodzącą z Polski Feliksę Szpakowską - właścicielkę kamienicy przy Ossington Avenue 102 w Toronto w której mieszkał, ale jej mąż spoglądając na zdjęcie z dorysowanymi oczami wybił jej z głowy pomysł poinformowania policji.

James Earl Ray na policyjnym zdjęciu z 1955 r.

Agenci podejrzewali, że mają do czynienia z przestępcą, którego dane są w kartotekach kryminalnych. Mieli wyraźne odciski palców, zdjęte z wielu porzuconych przez mordercę przedmiotów. Jednak nawet zawężenie sprawdzanych kart daktyloskopijnych tylko do grupy wiekowej Raya wciąż dawało 3 mln kart daktyloskopijnych do sprawdzenia. W żmudnej, ręcznej procedurze ze szkłem powiększającym przy oku. W końcu przyjęto, że w pierwszej kolejności zostaną sprawdzeni zbiegowie z więzień, ale wciąż dawało to ponad pięćdziesiąt tysięcy kart do sprawdzenia. Ray posiadał jednak charakterystyczny wzór linii papilarnej na kciuku. Pozwoliło to na ustalenie jego prawdziwej tym razem tożsamości w ciągu dwóch dni.

Biały śmieć

Czterdziestoletni morderca pochodził z ubogiej, farmerskiej rodziny, z biednych regionów nad Missisipi. Jego pradziadek, dziadek i ojciec nieustannie wchodzili w konflikty z prawem, pędząc bimber, okradając innych farmerów albo napadając na przyjezdnych. Matka sama wychowywała dziewięcioro dzieci. Byli tak biedni, że pewnej zimy rozbierali po kawałku swój dom na opał, aż stali się bezdomni.

Sam Ray był wcześniej wielokrotnie karany za fałszerstwa, kradzieże i napady. William Peterson, szeryf policji z Alton, gdzie Ray się urodził powiedział, że „był złodziejem, który cały dzień spał, żeby przez całą noc kraść”. W kwietniu 1967 r. uciekł z zakładu karnego Jeff City w Missouri, w którym odsiadywał zasądzone siedem lat wcześniej dwadzieścia lat za rozbój. Amerykańskie prawo nigdy nie było łaskawe dla recydywistów. Jednak Ray nie był zwykłym kryminalistą. Inteligentny, zawsze schludnie ubrany i ogolony, z wysmarowanymi brylantyną włosami, mógł uchodzić za przedstawiciela klasy średniej. Strzelać nauczył się w wojsku, z którego został zwolniony za niesubordynację.

Po ucieczce z więzienia, posługując się fałszywą tożsamością i nazwiskiem Eric Starvo Galt mieszkał w Alabamie i Los Angeles, wyjeżdżał też do Meksyku. Nie wiadomo, czym dokładnie się wtedy zajmował i z czego utrzymywał. Prawdopodobnie obrabował z bronią w ręku kilka banków. Miał też odłożoną większą sumę pieniędzy z handlu amfetaminą, jaki prowadził jeszcze w więzieniu.

Czytaj też:
Zdrajczyni z Hollywood. Jane Fonda po stronie wietnamskich komunistów

Z zeznań znajomych Raya z Kalifornii wynikało, że podczas ucieczki z więzienia podróżował on również do Kanady. FBI poprosiło Kanadyjską Królewską Policję Konną o sprawdzenie ostatnio składanych wniosków paszportowych. Kanadyjczycy podeszli do sprawy poważnie i po kilku dniach wśród setek tysięcy formularzy policjant Robert Wood rozpoznał Raya, chociaż ze zdjęcia zamiast obwiesia znad Missisipi patrzył poważny biznesmen, w marynarce i okularach na twarzy. FBI znała już wszystkie nazwiska, pod którymi ukrywał się zabójca i jego prawdziwą tożsamość.

Prawie udana ucieczka

Zbieg posiadał już wtedy kanadyjski paszport. Nerwowo wypełniając wniosek wpisał nieczytelnie nazwisko Sneyd i zamiast niego widniało tam Sneya. Siódmego maja był już w Londynie. Stamtąd poleciał do Lizbony. Chciał przedostać się statkiem do Afryki i zaciągnąć jako najemnik. Żeby popłynąć do Angoli, musiał kilka tygodni czekać na wizę. Kończyły mu się pieniądze, a nie znając portugalskiego nie miał zamiaru ryzykować napadu rabunkowego, żeby je zdobyć.