• Radosław WojtasAutor:Radosław Wojtas

Majańska zagadka

Dodano: 
Tikal, ruiny miasta Majów
Tikal, ruiny miasta Majów Źródło: Wikimedia Commons / Chensiyuan / CC BY-SA 4.0
Z prof. Jarosławem Źrałką, archeologiem z UJ, autorem książki „Majowie. Na tropie wielkiej cywilizacji Ameryki Środkowej” rozmawia Radosław Wojtas.

RADOSŁAW WOJTAS: Kiedy myślimy o cywilizacjach prekolumbijskich, przed oczami natychmiast stają nam ociekające krwią ołtarze i masowe ofiary z ludzi. Czy Majowie rzeczywiście byli krwiożerczymi rzeźnikami, jak nierzadko próbuje nam to wmówić dzisiejsza kultura masowa?

PROF. JAROSŁAW ŹRAŁKA: Wiemy z całą pewnością, że Majowie składali ludzi w ofierze. Chciałbym jednak wyraźnie zaznaczyć, że to nie była taka skala, jak chociażby u Azteków. Można tu przywołać konsekrację jednej z faz budowy największej piramidy azteckiej, Templo Mayor. Jak podaje kronikarz, dominikanin Diego Durán, w 1487 r. w czasie czterech dni aż 80,4 tys. osób miało być złożonych w ofierze. Różni badacze robili później wyliczenia, które wskazują, że fizycznie było to niemożliwe, ale z pewnością coś jest na rzeczy. Ta konsekracja mogła pociągnąć za sobą złożenie w ofierze od kilku do być może nawet 20 tys. osób.

Jeśli popatrzymy na surowe dane archeologiczne, na ilość pochówków, które wiążemy ze składaniem ludzi w ofierze, to u Majów wcale nie jest tego bardzo dużo. Zdarzało się np., że odkrywano grobowiec bogatego władcy, w którym złożonych było również kilka innych ciał, często dzieci, mających towarzyszyć mu w zaświatach. Wartościowanie dawnych kultur nigdy nie jest dobre. Nie sądzę, żebyśmy musieli postrzegać Majów jako kulturę krwiożerczych barbarzyńców.

O czym jeszcze zapominamy, oceniając ich z dzisiejszej, zachodniej perspektywy?

O najważniejszym: o kontekście religijnym. Musimy pamiętać, że składanie przez Majów czy Azteków ofiar z ludzi było motywowane głęboką wiarą. Te ludy wierzyły, że bogowie, tworząc świat i człowieka, sami siebie złożyli w ofierze. Dlatego człowiek jest de facto zobligowany do tego, żeby czynić to samo, by świat mógł funkcjonować w równowadze. Żeby następnego dnia rano mogło wzejść słońce.

Wiemy, że elity Majów dokonywały różnorakich rytuałów samookaleczenia, w których celowo upuszczano krew z różnych części ciała. To był akt najwyższej pobożności! Nas to może dzisiaj bulwersować – patrzymy na zachowane w ikonografii sceny, gdzie jakaś kobieta, nierzadko królowa, w trakcie ważnej ceremonii przeciąga sobie przez język sznurek z kolcami. Wygląda to drastycznie, ale Majowie widzieli w tym obowiązek. To zagadnienie, na które trzeba patrzeć wielowymiarowo.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu miesięcznika Historia Do Rzeczy.