„Człowiek o moralności alfonsa”
  • Krzysztof MasłońAutor:Krzysztof Masłoń

„Człowiek o moralności alfonsa”

Dodano: 
Janusz Szpotański (1929-2001)
Janusz Szpotański (1929-2001) Źródło: Wikimedia Commons
Żaden poeta nie wywołał u rządzących komunistów takiej wścieklizny jak Janusz Szpotański.

Jedna, niewielka książka, a w niej cała historia żałosnego tworu PRL zwanego. Parę poematów dowodzących, że satyra polityczna wcale nie starzeje się tak szybko, jak zwykliśmy mniemać. I że w obliczu wojny na Ukrainie ruskie barbarzyństwo z czasów komunizmu nie jest zamkniętym rozdziałem naszej historii najnowszej. A już na brak towarzyszów Szmaciaków, genialnie sportretowanych przez autora, nie możemy się uskarżać. Oni sami wymarli wprawdzie, bo biologia ma swoje prawa, ale ich dzieci i wnuki poczynają sobie niezgorzej…

Żaden człowiek pióra nie wywołał u rządzących takiej wścieklizny jak Janusz Szpotański (1929–2001). Nieobecny w oficjalnych publikacjach, bo nieprzyjmujący istnienia cenzury do wiadomości. Zresztą odrzucał cały system nazywany „socem”. Łącznie choćby z edukacją. Bo też jak mógł serio traktować studia, na których miały miejsce wydarzenia, które opisał w autobiograficznej prozie zatytułowanej „Wykłady uczonych radzieckich na Uniwersytecie Warszawskim”.

A było to tak… Profesor Konowałow wygłosił odczyt mający wykazać bezapelacyjną wyższość rosyjskiej i radzieckiej myśli filozoficznej nad zgniłą filozofią Zachodu. Szczególne miejsce w wywodach uczonego zajął Michał Łomonosow, który – w ujęciu uczonego – „był, doprawdy, jakąś gigantyczną figurą! Był to po prostu największy uczony wszech czasów. Czegóż to on nie wymyślił! Poza wszystkimi co ważniejszymi prawami fizyki, wynalazł elektryczność, węgiel kamienny, światło, a nawet zorzę polarną! Mało! Już w końcu XVIII wieku skonstruował on samolot, podczas gdy na Zachodzie w tym czasie ledwo co balonem wznoszono się nad ziemię; nic w tym zresztą dziwnego, skoro zajmował się tym ciemny kler w rodzaju księdza Lana czy księdza de Gusmao. Wieść, iż na terenach obecnego Związku Radzieckiego latano samolotem już w XVIII wieku, zelektryzowała salę. Pierwsze rzędy, zajęte przez »Michcików« [nawiązanie do postaci prymusa z „Syzyfowych prac” Stefana Żeromskiego; tu chodzi o komunistycznych janczarów wielbiących wszystko, co ruskie – przyp. red.] przeszedł dreszcz entuzjazmu, w rzędach ostatnich zaś rozległy się nieśmiałe pochrząkiwania i chichoty. Wówczas skonsternowany tym nieco Konowałow powiedział, że jeśli ktoś nie wierzy, to on się może powołać na świadectwo pewnego 185-letniego Gruzina, który razem z Łomonosowem na tym aeroplanie fruwał i który do dzisiejszego dnia żyje gdzieś na Kaukazie; znane jest miejsce jego zamieszkania, tak że w każdej chwili można się tam do niego udać i zapytać. Do niego więc kieruje wszystkich niedowiarków”.

Artykuł został opublikowany w 8/2023 wydaniu miesięcznika Historia Do Rzeczy.