Pamięć o księdzu Tuorze jest wciąż żywa w Poczesnej. Z racji przypadającej właśnie 75. rocznicy śmierci tego kapłana, przybliżmy jego biografię i przypomnijmy tragiczne wydarzenia, do których doszło na plebanii w Poczesnej.
Młode lata
Boguchwał Tuora urodził się 4 stycznia 1902 r. w Częstochowie, na terenie parafii pw. św. Zygmunta, w guberni piotrkowskiej, jako najstarszy syn Władysława i Florentyny z domu Wasik. Tam też został ochrzczony, a jego rodzicami chrzestnymi byli Walenty Wasik i Zofia Tuora. Nie wiadomo, gdzie w Częstochowie mieszkali wtedy małżonkowie Tuora i jak to się stało, że tu przybyli. Oboje rodzice pochodzili bowiem z parafii Nakło, która wówczas znajdowała się na terenie gminy Irządze, powiat włoszczowski, gubernia kielecka.
Władysław Tuora i Florentyna Wasik pobrali się 27 stycznia 1901 r. w Nakle. Z małżeństwa tego urodziło się czworo dzieci, trzech chłopców i jedna dziewczynka. Boguchwał miał dwóch braci: Aleksandra urodzonego w 1903 r. i Tadeusza Leszka urodzonego w 1909 r. oraz siostrę Władysławę urodzoną w 1906 r..
Boguchwał wychowywał się w rodzinie górniczej. Jego ojciec od 1902 r., aż do swojej śmierci w 1932 r., pracował jako wagowy na kopalni „Kazimierz”, zaś matka Florentyna wychowywała dzieci i prowadziła dom. Po ukończeniu szkoły powszechnej Boguchwał Tuora kontynuował naukę w ośmioklasowym, prywatnym Gimnazjum Realnym z dodatkową łaciną w osadzie Granica. We wrześniu 1921 r. wstąpił do Seminarium Duchownego w Kielcach. Rodzina Tuorów mieszkała wówczas w domu kopalnianym nr 18 w osadzie Kazimierz. Warunki bytowe były skromne; ich mieszkanie o powierzchni 28 metrów kw. składało się z kuchni i dwóch pokoi, miało pięć okien, w domu była elektryczność. Dzienne wyżywienie rodziny stanowiły głównie trzy posiłki. Często były to: na śniadanie – kawa i chleb, obiad – kapuśniak z kartoflami, a na kolację herbata i chleb.
W domu wraz z rodzicami mieszkało dwoje młodszych dzieci – syn Tadeusz, uczeń gimnazjum oraz córka Władysława, słuchaczka kursów handlowych. Natomiast dwóch najstarszych synów było już poza domem – brat Aleksander pobierał nauki w szkole podoficerskiej, a Boguchwał w Seminarium Duchownym w Kielcach.
„Przez cały czas pobytu w Seminarium zachowywał się wzorowo, postępy w naukach czynił na ogół dobre” – pisał w opiniach o alumnie Tuorze rektor Seminarium Duchownego w Kielcach ks. Wacław Niemierowski.
Droga do Poczesnej
W Wielką Sobotę 16 kwietnia 1927 r. biskup częstochowski, ks. dr Teodor Kubina wyświęcił subdiakona Boguchwała Tuorę na diakona. Przed przyjęciem święceń diakonatu bp Kubina poprosił o jego wcześniejsze przybycie do Częstochowy celem odprawienia rekolekcji. Rekolekcje diakon Tuora odbył w dniach 5-9 czerwca 1927 r. Po ukończeniu Seminarium Duchownego w Kielcach Boguchwał Tuora został wyświęcony przez bpa częstochowskiego Teodora Kubinę w czerwcu 1927 r., zresztą w tym samym czasie, co późniejszy błogosławiony, ks. Ludwik Roch Gietyngier.
Bezpośrednio po święceniach neoprezbiter Tuora został skierowany przez bpa Kubinę na wikariat do parafii pw. św. Mikołaja BM w Kromołowie, dekanat zawierciański, gdzie pracował kilka miesięcy. W październiku 1927 r. ks. Tuora został przeniesiony do Wielunia, gdzie decyzją Wikariusza Generalnego ks. Franciszka Mireckiego z dnia 6 października 1927 r. powierzono mu także stanowisko kapelana klasztoru Sióstr Bernardynek oraz prefekta ds. nauczania religii w szkołach powszechnych. Staraniem ks. Tuory oraz kierowniczki miejscowej szkoły, pani Stanisławy Nassalskiej, powstała w Wieluniu Krucjata Eucharystyczna szkół powszechnych. 28 maja 1928 r. w kościele Sióstr Bernardynek w Wieluniu odbyła się uroczystość przyjęcia pierwszych 24 rycerek oraz poświęcenie sztandaru.
Nauczycielem religii w siedmioklasowej publicznej szkole powszechnej w Wieluniu ks. Tuora został formalnie mianowany przez Kuratora Okręgu Łódzkiego 1 grudnia 1927 r.. Pracę nauczycielską w Wieluniu ks. Tuora zakończył 31 lipca 1928 r., kiedy to na wniosek Kurii Diecezjalnej w Częstochowie odwołano go z tej funkcji. 28 czerwca 1928 r. biskup Kubina powołał ks. Tuorę na wikariusza parafii św. Marii Magdaleny w Koziegłowach, w dekanacie zawierciańskim; pracował w niej do kwietnia 1931 r..
Następnie ks. Tuora został przeniesiony na wikariat do parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Sosnowcu, dekanat będziński. W październiku 1932 r., zapewne w celu pogłębienia wiedzy, zapisał się na kurs na Wydział Filozoficzny Université Philotechnique w Brukseli.
Kolejną parafią, do której został skierowany ks. Tuora, była parafia św. Rocha w Rząśni, w dekanacie brzeźnickim, powiecie radomszczańskim. Był tam wikariuszem od grudnia 1932 r. do października 1935 r. Ks. Tuora był zaangażowany zarówno w pracę duszpasterską, jak i społeczną parafii. Przynosiło to wymierne efekty, szczególnie w czasie, gdy proboszczem parafii był ks. Mieczysław Zawadzki. Współpraca między młodym wikarym a proboszczem od początku układała się pomyślnie, z korzyścią dla dobra parafii. Ksiądz proboszcz uczył religii w Rząśni, a wikary w okolicznych wioskach.
Proboszcz Zawadzki podejmował wiele inicjatyw wobec potrzeb duchowych i społecznych poszczególnych grup tworzących parafię. Inspirował tym samym młodego ks. Tuorę do działania, szczególnie do pracy wśród młodzieży. Ks. Zawadzki, zgodnie z zaleceniami Kurii Diecezjalnej, powołał do życia kilka organizacji katolickich, m.in. Akcję Katolicką, Stowarzyszenie Akcji Katolickiej Mężów i Kobiet. Kontynuowane były także dzieła poprzedniego proboszcza.
Młodzież parafialna, pod przewodnictwem ks. Tuory, chętnie zrzeszała się w Katolickim Stowarzyszeniu Młodzieży Żeńskiej i Męskiej, organizując m.in. obchody święta św. Stanisława Kostki. Także w okresie Bożego Narodzenia młodzież z Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży oraz starsi z Akcji Katolickiej organizowali w Rząśni spotkania opłatkowe, na których wystawiano spektakle przygotowane przez amatorskie zespoły. Podczas takiego opłatkowego spotkania w 1934 r. zebrani parafianie złożyli „serdeczne podziękowanie ks. pref. B. Tuorze za usilną pracę nad nami i za pomoc w zorganizowaniu opłatka”. Ks. Tuora zachęcał zebranych do wstępowania w szeregi Akcji Katolickiej. Wydarzenia te także odnotowała „Niedziela”. Ks. Boguchwał Tuora należał w tym czasie do ścisłego grona współpracowników piszących do „Niedzieli. Ilustrowanego Tygodnika Katolickiego Diecezji Częstochowskiej”.
W 1935 r. z inicjatywy ks. Zawadzkiego, wikariusz Tuora założył i prowadził Krucjatę Eucharystyczną dla Dzieci Szkolnych.
W październiku 1935 r. ordynariusz częstochowski ks. Teodor Kubina mianował ks. Tuorę ekspozytem do Galewic, ekspozytury parafii św. Wojciecha w Cieszęcinie, w dekanacie wieruszowskim. Decyzją Wikariusza Generalnego Biskupa Sufragana, ks. Antoniego Zimniaka z marca 1936 r., ks. Tuora został wyznaczony na członka Dozoru Szkolnego gminy Galewice na okres trzech lat. W kwietniu tego roku ks. Boguchwał założył w Galewicach Oddział Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Męskiej, który liczył 36 członków.
Jednocześnie od 18 marca 1937 r. ks. Tuora pełnił zastępstwo za proboszcza parafii Cieszęcin z prawem błogosławieństwa związków małżeńskich i binowania (prawo odprawiania drugiej mszy św.) w święta i niedziele. Dotychczasowy proboszcz, ks. Hipolit Zieliński, ciężko zachorował, a Kuria nie miała wolnego księdza, wobec tego bp Zimniak zlecił zastępstwo ks. Tuorze.
W 1938 r. utworzono samodzielną parafię Najświętszego Serca Pana Jezusa w Galewicach i tam zastał Boguchwała Tuorę wybuch II wojny światowej.
Część diecezji częstochowskiej, obejmująca terytorium ziemi wieluńskiej, znalazła się w granicach tzw. ziem wcielonych do III Rzeszy Niemieckiej. Był to przedwojenny powiat wieluński oraz zachodnie skrawki powiatu piotrkowskiego i znaczna część powiatu radomszczańskiego. Utworzono z nich nowy, znacznie powiększony powiat wieluński (Kreis Welun) należący do Kraju Warty (Warthegau), graniczący z Generalnym Gubernatorstwem. Program walki z Kościołem katolickim na terenie tzw. Kraju Warty został ogłoszony przez namiestnika Artura Greisera w dniu 14 marca 1940 r. W świetle tego programu działalność kościelna miała być zamknięta wyłącznie w murach świątyni, Kościół pozbawiony wszelkiej własności powinien się utrzymywać jedynie ze składek swoich wyznawców, miał być wprowadzony zakaz nauczania religii, planowano zamknięcie wszystkich zakonów. Rozpoczęły się represje wobec ludności polskiej. Sytuacja ludności polskiej, a szczególnie duchowieństwa była tutaj najtrudniejsza. Bp Kubina zalecał jednak kapłanom, ażeby trwali na powierzonych im parafiach.
Represje okupanta dotknęły ogółem 112 kapłanów diecezji częstochowskiej. 62 z nich zginęło w obozach koncentracyjnych. Część księży aresztowanych w latach 1939-1944, odzyskało wolność jeszcze w czasie okupacji niemieckiej. Władze niemieckie uznały ich za mniej szkodliwych dla III Rzeszy od innych. W grupie zwolnionych było 25 księży: 3 z obozów koncentracyjnych, 1 z obozu jenieckiego i 21 z kilku więzień. Wśród nich był też ks. Boguchwał Tuora.
W czasie wojny ks. Tuora był kilka razy aresztowany przez Niemców i przetrzymywany jako zakładnik, prawdopodobnie za nieoddawanie przez wiernych kontyngentów. Od 12 maja 1941 r. ks. Tuora ukrywał się. W tym czasie komendant żandarmerii niemieckiej ograbił plebanię w Galewicach.
We wrześniu 1941 r., po śmierci ks. Józefa Kozakowskiego, ówczesnego proboszcza parafii św. Jana Chrzciciela w Poczesnej, ks. Tuora został wyznaczony przez bpa Kubinę (po porozumieniu z księdzem dziekanem w Blachowni) administratorem tej parafii. W Poczesnej, położonej w granicach III Rzeszy, ks. Tuora doczekał zakończenia II wojny światowej.
Igranie z ogniem
W pierwszych latach po II wojnie światowej relacje pomiędzy Kościołem a władzą komunistyczną były pozornie poprawne. Związane to było z zakończeniem wojny i zaprzestaniem eksterminacji duchowieństwa przez hitlerowskiego okupanta. Stopniowo jednak nastawały czasy ideologicznej walki z Bogiem, Kościołem katolickim, z księżmi. Władza komunistyczna dążyła do usunięcia Kościoła z życia politycznego i społecznego, a wyznawanie wiary miało być wyłącznie prywatną sprawą obywateli. Kościół miał być pozbawiony zaplecza osobowego i materialnych podstaw funkcjonowania. Dążono do ateizacji społeczeństwa. W tak trudnym czasie rozpoczynał się, jak się potem okazało, ostatni etap duszpasterskiej posługi ks. Tuory w Poczesnej.
W wyniku działań wojennych w styczniu 1945 r. kościół parafialny, plebania oraz zabudowania kościelne zostały znacznie uszkodzone. Staraniem ks. Tuory wyremontowano i pomalowano kościół oraz odbudowano plebanię, jak to potem określił: „dzięki Bogu i życzliwości parafjanom”. W maju 1948 r. ks. Tuora skierował do bpa Kubiny prośbę o mianowanie go proboszczem. W piśmie tym ks. Tuora przedstawił także charakterystykę parafii i szczegółowo opisał wykonane prace od czasu swojego przybycia do parafii.
5 czerwca 1948 r. został mianowany proboszczem parafii św. Jana Chrzciciela w Poczesnej, a 20 września, w obecności ks. Mariana Brylskiego, dziekana dekanatu blachowieńskiego oraz świadków, parafian Mikołaja Kawki i Jana Borowika, ks. Tuora złożył wyznanie wiary obejmując swoje urzędowanie, jako proboszcz parafii.
Powyższe sprawozdanie pokazuje, jak gorliwym był duszpasterzem oraz sprawnym gospodarzem, jeśli w tym trudnym powojennym czasie udało mu się zrealizować tak wiele przedsięwzięć. Jednocześnie wśród parafian miał opinię „dobrego troskliwego i miłosiernego” proboszcza. Pomagał biednym, potrzebującym, rodzinom będącym w trudnym położeniu. Tym samym dobrze budował autorytet Kościoła. Prawdopodobnie właśnie dlatego został uznany przez władze komunistyczne za osobę, którą należy „uciszyć”. Już we wcześniejszych latach był nachodzony przez miejscowych działaczy komunistycznych, odbierano mu pieniądze z ofiar i kolędy, ludzi w parafii wypytywano, czy ich odwiedza i co mówi, szczególnie o władzy. Próbowano go też zastraszyć i zmusić do opuszczenia swojej parafii.
Ks. Tuora pozostał jednak w parafii i zorganizował pierwsze po wojnie misje święte. Odbyły się one w tygodniu przed Niedzielą Palmową 1950 r. Głosiło je dwóch misjonarzy z Ołtarzewa. Głównym rekolekcjonistą był ojciec Ludwik Broda. W swoich naukach misjonarze poruszali przede wszystkim kwestie wiary, moralności, ale też wolności. Misje zgromadziły bardzo wielu parafian. Dla rodzin katolickich nie było wtedy ważniejszej sprawy, niż udział w naukach misyjnych. Z dnia na dzień liczba wiernych wzrastała. Ks. Marian Wojtasik, który w czasie misji pomagał w spowiedzi, wspominał potem, że „w kościele panowała wtedy wyjątkowa atmosfera. Dzieci przyprowadzały rodziców do spowiedzi, wielu mieszkańców nawróciło się i po wielu latach przyjmowało sakramenty święte”. Ks. Tuora nie krył radości, że misje przyniosły oczekiwane owoce. Miał powiedzieć: „nie dadzą nam komuniści rady, wymyka im się »rząd dusz«”.
Prośba misjonarza na zakończenie misji o modlitwę o zdrowie dla księdza proboszcza mogła się wtedy wydawać dziwna. Swoje znaczenie miała też długa, wieczorna modlitwa ks. Tuory pod krzyżem misyjnym. Pomimo docierających do niego informacji, że jego życie jest zagrożone, pozostał w parafii.
Po zakończonych misjach, ojcowie misjonarze oraz księża spowiednicy zostali zaproszeni na plebanię na obiad, po czym odjechali. Na plebani przebywało wówczas więcej osób, niż zwykle, bo do pomocy w kuchni przyjechały z Sosnowca znajome ks. Tuory: Zofia Zielińska wraz z córką Krystyną.
Ks. Wojtasik zeznawał potem, że gdy wracał do swojej macierzystej parafii i czekał na autobus do Koziegłówek „w oczy rzucała się jakaś dziwna pustka, nigdzie nie było widać mieszkańców, tylko kilku mężczyzn, którzy wyglądali jakby czegoś pilnowali”. Dopiero wiele lat później dowiedział się, że „przez Poczesną puszczano wtedy tylko autobusy PKS, a cały ruch skierowano na główną szosę”. Podobnie opisywał tę sytuację ks. Leon Kołek, który słyszał od starszych parafian, że „przed zabójstwem funkcjonariusze milicji obstawili drogi wyjazdowe z Poczesnej”.
Mord na plebanii
Rankiem 3 kwietnia 1950 r., w poniedziałek rozpoczynający Wielki Tydzień, parafię sparaliżowała tragiczna wiadomość, przekazywana od domu do domu. W nocy z 2 na 3 kwietnia 1950 r. na plebani w Poczesnej zamordowano przez uduszenie ks. Boguchwała Tuorę i jego czworo współpracowników. Poza Księdzem, męczeńską śmiercią zginęli: Józef Dzieża – lat 57, który pracował przy koniach, Władysław Lompa – lat 40, który pomagał w gospodarstwie, Władysława Szczepańska – lat 37, gospodyni; Zofia Zielińska – lat 50.
Nadzwyczaj szybko, bo już we wtorek 4 kwietnia 1950 r., Prokuratura Powiatowa w Częstochowie zawiadomiła parafię oraz miejscowy posterunek Milicji Obywatelskiej, że zezwala na pochowanie zwłok zamordowanych. Ks. Wojtasik, który uczestniczył także we Mszy św. pogrzebowej wspominał, że „panowała wtedy przygnębiająca cisza. Było bardzo dużo ludzi. Nic mi nie wiadomo, żeby w czasie kazań ks. Tuora krytykował władze. Natomiast na pewno głośno mówiono, że była to zemsta za udane misje”, w czasie, których wielu mieszkańców dawno nieobecnych w kościele się nawróciło”. Ksiądz celebrans w czasie pogrzebu miał powiedzieć znamienne słowa: „Morderco, ty tutaj jesteś! O gdybym wiedział, kto, upadłbym przed tobą na kolana!”.
Pogrzeb ks. Boguchwała Tuory oraz trojga współpracowników odbył się w środę 5 kwietnia 1950 r. na cmentarzu parafialnym w Poczesnej i zgromadził wielu kapłanów oraz rzesze ludzi, także spoza parafii. Według relacji starszych parafian takich tłumów Poczesna nigdy nie widziała, obecni na cmentarzu ludzie siedzieli nawet na drzewach. Pogrzeb Zofii Zielińskiej odbył się w Wielki Czwartek 6 kwietnia 1950 r., w macierzystej parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Sosnowcu.
W latach 1950-1952 komunistyczne organa ścigania w sprawie zabójstwa w Poczesnej, prowadziły „wnikliwe i skuteczne” śledztwo i to na najwyższym szczeblu! Pod dokumentami widnieją, bowiem podpisy ppłk Heleny Wolińskiej, stalinowskiej prokurator z Naczelnej Prokuratury Wojskowej w Warszawie, nazywanej „potworem w mundurze”. Szybko wytypowano kilku sprawców, a następnie postawiono im zarzuty karne. W aktach śledztwa określano ich jako „nielegalną bandę terrorystyczno-rabunkową”.
Ponad pięćdziesiąt lat później, na wniosek członka rodziny ks. Boguchwała Tuory, Instytut Pamięci Narodowej w Katowicach wszczął nowe śledztwo. 15 maja 2002 r. Prokurator Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach Instytutu Pamięci Narodowej, Ewa Koj, wydała postanowienie o wszczęciu śledztwa w sprawie zabójstwa z 2 na 3 kwietnia 1950 r. w Poczesnej. Pomimo śledztwa prowadzonego przez pion śledczy Instytutu Pamięci Narodowej w Katowicach w latach 2002-2003, okoliczności śmierci pozostają wciąż niewyjaśnione. Dnia 24 listopada 2003 r. prokurator IPN w Katowicach Teresa Kurczabińska wydała postanowienie o umorzeniu śledztwa.
Zbrodnię oficjalnie przypisano jednemu człowiekowi o nazwisku Omasta. Ale w świadomości mieszkańców Poczesnej panuje silne przekonanie, że winnymi byli ci, co bezpośrednio mordowali, ale także i i ci, którzy o tym decydowali, czyli przedstawiciele ówczesnej władzy. To oni dali tym pierwszym iluzoryczne poczucie bezkarności. Już w pierwszych dniach po morderstwie mówiło się w parafii, że „zbrodnia ta była dobrze przygotowana”, i że mordercy to „swoi”, fanatyczni działacze z naszej okolicy”, a „o zamordowaniu księdza postanowiono na zebraniu w gminie”. Niektórzy miejscowi zwolennicy komunistycznego ustroju, którzy uczestniczyli w przygotowaniach do zbrodni, prawdopodobnie w pewnym momencie zdali sobie sprawę, w czym biorą udział. Nie wiadomo czy „ruszyło” ich sumienie, czy z jakichś innych powodów, ale w tajemnicy i wielkim strachu o swoje życie, różnymi sposobami informowali ks. Boguchwała Tuorę o planowanej zbrodni. Kapłan mógł uniknąć tragedii, gdyby wtedy wyjechał z parafii. Świadomie jednak pozostał na plebani ze swoimi współpracownikami. Być może wszyscy zakładali, że gdy będą razem, to nic złego im się nie stanie. Nocą zadano im okrutną śmierć przez uduszenie.
Upamiętnienie
W pięćdziesiątą rocznicę śmierci ks. Boguchwała Tuory oraz Zofii Zielińskiej, Władysławy Szczepańskiej, Władysława Lompy i Józefa Dzieży, w niedzielę 2 kwietnia 2000 r., Parafialny Oddział Akcji Katolickiej w Poczesnej zorganizował uroczystości upamiętniające to wydarzenie. W czasie uroczystej Mszy świętej, w homilii bp Antoni Długosz powiedział: „wspominamy to wydarzenie, nie dlatego by zaciskać pięści i z nienawiścią wspominać morderców, którzy, jak mówią niektóre przesłania, tutaj mieszkali. Chcemy przede wszystkim wyciągnąć lekcję z tego doświadczenia, aby odczytać tragedię w Poczesnej w kontekście Ewangelii Jezusa Chrystusa (...)”. Bp Długosz odsłonił i poświęcił pamiątkową tablicę, którą wmurowano przy wejściu do kościoła. Tablicę tę ufundowali parafianie, by zachować we wdzięcznej pamięci swojego dawnego proboszcza i jego współpracowników dla obecnych i przyszłych pokoleń, mieszkańców Poczesnej.
Wszyscy zamieszani pośrednio i bezpośrednio w zabójstwo są już na Sądzie Ostatecznym. Natomiast naszym moralnym obowiązkiem jest pamiętać o tej tragedii, o tym szanowanym kapłanie i dobrym człowieku, który dobrze przysłużył się Bogu, Kościołowi i swoim parafianom.
Jako rodowitej mieszkance parafii Poczesna leży mi na sercu przybliżenie postaci niezłomnego Księdza Boguchwała Tuory. Historię zabójstwa w Poczesnej z mrocznych lat 50. XX w. powinno poznać szersze grono Polaków, zwłaszcza teraz, gdy księża wciąż są pozbawiani życia.
Artykuł ten jest uhonorowaniem zasług Księdza Tuory dla lokalnej społeczności, wpisuje się także w obchody 75. rocznicy morderstwa ks. Boguchwała Tuory i jego czworga współpracowników przypadającej 2 kwietnia 2025 roku.
Szerzej o życiu ks. Boguchwała Tuory i tych tragicznych wydarzeniach można przeczytać w artykule pt. „Godnie trwał przy Bogu. Ksiądz Boguchwał Tuora (4 I 1902 – 2 IV 1950)”. Artykuł ten ukazał się w publikacji „Częstochowskie Kościoły wobec systemów totalitarnych 1939–1989 Katowice–Warszawa 2023”. Książkę można zakupić w Oddziale IPN w Katowicach.
Na koniec apel do Czytelników! Jeśli ktoś miałby jakieś informacje na temat ks. Boguchwała Tuory i o wydarzeniach, które miały miejsce 75 lat temu, proszę o kontakt mailowy: [email protected]
Czytaj też:
Przez lata zastraszany, w końcu zabity. Śmierć ks. Suchowolca. Sprawców nie wykrytoCzytaj też:
"Polski Ajatollah". Służby ścigały go latami. Kto stoi za jego śmiercią?Czytaj też:
"Naszym obowiązkiem jest zniszczenie każdej religii." Komuniści od stu lat próbują zabić Boga
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.