Dziedzictwo powstania styczniowego

Dziedzictwo powstania styczniowego

Dodano: 
Artur Grottger, Bitwa, grafika z cyklu Polonia 1863.
Artur Grottger, Bitwa, grafika z cyklu Polonia 1863. Źródło: Artur Grottger - pinakoteka/Domena Publiczna
Z dr. hab. Lechem Mażewskim, historykiem prawa, politologiem rozmawia Tomasz Rowiński.

Tomasz Rowiński: Czy potrzebne było Polakom powstanie w 1863 r.?

Dr hab. Lech Mażewski: Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Nie ulega wątpliwości, że w sprawie sposobu ostatecznego rozwiązania kwestii chłopskiej rację miał obóz czerwonych, który doprowadził do wybuchu insurekcji styczniowej. W ówczesnych realiach absolutnie nie do przyjęcia była propozycja formułowana przez margrabiego Aleksandra Wielopolskiego, żeby dokonać oczynszowania chłopów z urzędu, a następnie przeprowadzić skup czynszów, co zajęłoby ok. 20 lat. W dodatku nie istniał żaden mechanizm kredytowy, który umożliwiłby wcześniejszy skup czynszów. Czerwoni również skutecznie sparowali politykę margrabiego, mającą na celu dalsze istnienie państwa rosyjsko-polskiego, o czym zadecydował kongres wiedeński w 1815 r.

Ale przecież wciąż pytamy się o rzecz szalenie ważną: Czy można było odzyskać Rzeczpospolitą?

Nie było na to żadnych szans, a sama idea stworzenia trialistycznego państwa – polsko-litewsko-rusińskiego, bo Ukraińców wtedy jeszcze właściwie nie było – okazała się nie mieć w praktyce żadnego poparcia ze strony zbiorowości, do których była adresowana. Ów trializm, nawiązujący do postanowień umowy hadziackiej z 1658 r., stawiający Rusinów na równi z Polakami i Litwinami, został całkowicie zignorowany na terenach dawnych województw ruskich. Na obszarach dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego opowiedziała się zbrojnie za takim rozwiązaniem ustrojowym głównie polska szlachta, z wyjątkiem Żmudzi, gdzie do powstania poszło też tamtejsze chłopstwo. Na koniec wreszcie na terenach etnicznie polskich walczono nie tyle o restytucję Rzeczypospolitej wielu narodów, ile o odzyskanie niepodległości przez Polskę.

Słowem, w sprawie chłopskiej zryw styczniowy był konieczny, a utrzymywanie dualizmu rosyjsko-polskiego z 1815 r. nie miało przyszłości po klęsce Królestwa Polskiego w wojnie z Rosją w 1831 r., choć w ówczesnych warunkach mogło być ciągle użytecznym narzędziem do prowadzenia polityki polskiej. Natomiast zupełnym niewypałem ustrojowo-politycznym okazało się sformułowanie idei trializmu polsko-litewsko-rusińskiego, a właściwie polsko-litewsko-białorusko-rusińskiego, bo Wielkie Księstwo Litewskie w historycznym kształcie już nie istniało. A za taki wielonarodowy twór mało kto chciał umierać.

Właściwie dlaczego czerwoni walczyli z dualizmem rosyjsko-polskim?

Czerwoni to lewicowi liberałowie, dla których istnienie konserwatywnej i autorytarnej Rosji było ideologicznym wyzwaniem. Do tego dochodziła pamięć o krzywdach, których doznaliśmy ze strony wschodniego mocarstwa. Stąd próba dalszego utrzymywania dualizmu rosyjsko-polskiego była ich zdaniem śmiertelnym zagrożeniem nie tylko dla Polski, lecz także całej liberalnej Europy. Żeby tak się nie stało, należało wylać morze polskiej krwi w beznadziejnej walce z Rosją, bo tylko wtedy Rosja mogła jawić się nam jako przysłowiowe imperium zła. I tak się właśnie na okres prawie dwóch pokoleń stało. To, że w latach 1861–1862 doprowadzono do spolszczenia Królestwa Polskiego i wytworzenia tam polskiego ośrodka władzy, dla czerwonych nie miało żadnego znaczenia.

Całość dostępna jest w 6/2023 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Rozmawiał: Tomasz Rowiński