Skośne oczy losu

Dodano: 
Dzieci z ks. Władysławem Ostrowskim,
Harbin, 1934 r.
Dzieci z ks. Władysławem Ostrowskim, Harbin, 1934 r. Źródło:NAC
Z Januszem Wróblem, pracownikiem naukowym Biura Badań Historycznych w Instytucie Pamięci Narodowej rozmawia Tomasz Zbigniew Zapert.

TOMASZ Z. ZAPERT: Skąd i kiedy pojawiali się w Chinach Polacy?

JANUSZ WRÓBEL: Przybyli tam w wyniku ekspansji kolonialnej mocarstw europejskich. Stanowili wyjątkowy w naszych dziejach przykład emigracji imperialnej. Składającej się z kadr administracji, żołnierzy garnizonów, właścicieli majątków ziemskich, kupców, finansistów i różnego rodzaju specjalistów uczestniczących w eksploatacji podporządkowanych terytoriów. Paradoks sytuacji polegał na tym, że Polacy znaleźli się na terenie Chin nie jako obywatele własnego państwa, lecz w charakterze ekspansji rosyjskiej na Dalekim Wschodzie.

Czym się tam zajmowali?

Zaczęli zaludniać obszar chińskiej Mandżurii w związku z budową Kolei Wschodniochińskiej – jako odnoga Kolei Syberyjskiej miała połączyć przez terytorium chińskie europejską Rosję z Władywostokiem, jej głównym portem na Dalekim Wschodzie. Inwestycję rozpoczęto w roku 1898, a ukończono po pięciu latach. Południowy odcinek Kolei Wschodniochińskiej połączył Rosję z bazą marynarki rosyjskiej w Port Arthur i portem Dalnij nad Morzem Żółtym. Przy budowie kolei i miast na jej szlaku zatrudnieni byli polscy inżynierowie, kolejarze, lekarze i technicy różnych specjalności. W ślad za nimi dotarli rzutcy przedsiębiorcy i kupcy, którzy zwietrzyli szansę łatwego zarobku. Emigracji Polaków sprzyjała polityka władz carskich. Podczas gdy na ziemiach zaboru rosyjskiego Polacy byli dyskryminowani w życiu społecznym i ekonomicznym, na Dalekim Wschodzie powierzano im wysokie stanowiska w administracji i zachęcano do prowadzenia działalności gospodarczej. Władze rosyjskie spodziewały się, że polski żywioł z czasem ulegnie rusyfikacji, stając się podporą Imperium Rosyjskiego na Dalekim Wschodzie.

Wywiad został opublikowany w 20/2024 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Rozmawiał: Tomasz Zbigniew Zapert