Historia jednego fałszerstwa, czyli o I zjeździe NZS w podziemiu
  • Ryszard CzarneckiAutor:Ryszard Czarnecki

Historia jednego fałszerstwa, czyli o I zjeździe NZS w podziemiu

Dodano: 
Organizacja została zarejestrowana po wielkim strajku na polskich uczelniach.
Organizacja została zarejestrowana po wielkim strajku na polskich uczelniach. Źródło: IPN
10 stycznia przyszłego roku minie dokładnie czterdziesta rocznica pierwszego zjazdu NZS (Niezależnego Zrzeszenia Studentów) w podziemiu. Był to jednocześnie drugi zjazd w historii NZS.

„Zjazd” – to brzmi dumnie i szumnie, ale faktem jest, że w warunkach konspiracji rzeczywiście się odbył i był prawomocny. Inicjatywa wyszła z mojego rodzimego NZS Uniwersytetu Wrocławskiego. Za komuny nosił on oficjalną nazwę „imienia Bolesława Bieruta”, ale my przekornie tłumaczyliśmy, że skrót „UBB” oznacza „Uniwersytet imienia Brigitte Bardot”.

Warto przypomnieć, że tylko w dwóch ośrodkach akademickich w Polsce – w Krakowie i właśnie we Wrocławiu – NZS zachował ciągłość organizacyjną. Niezależne Zrzeszenie Studentów było pierwszą legalną organizacją rozwiązana przez władze komunistyczne. Nastąpiło to wiele miesięcy przed delegalizacją „Solidarności” – dokładnie 5 stycznia 1982 roku, a więc trzy tygodnie po ogłoszeniu stanu wojennego. Dla przypomnienia: rejestracja NZS miała miejsce niespełna rok wcześniej – 17 lutego 1981 roku.

Jest absolutnie zdumiewające, jak bardzo zakłamana jest historia NZS w podziemiu. Albo mamy do czynienia z całkowitymi „białymi plamami” – proszę poczytać kuriozalny tekst w Wikipedii na ten temat – albo po prostu fałszuje się fakty. Cóż, silni narzucają wizję historii pasującą do ich potrzeb, często wbrew podstawowym faktom. Czas wreszcie napisać, jak było naprawdę. Czyniłem to już na łamach „Opinii”, „kwartalnika społecznego i naukowego”. Siłą rzeczy jest on jednak czytany głównie przez historyków i pasjonatów historii, a chciałbym, aby prawda o odtworzeniu ogólnopolskich struktur NZS w podziemiu trafiła – jeśli nie „pod strzechy” – to przynajmniej do ludzi kształtujących opinię publiczną w naszym kraju.

W latach 1983–1987 pełniłem funkcję przewodniczącego NZS Uniwersytetu Wrocławskiego. Używałem pseudonimu „Aleksander Wołyński” i tak podpisywałem oświadczenia naszej organizacji, jak również liczne artykuły w konspiracyjnym dwutygodniku „Komunikat NZS Uniwersytetu Wrocławskiego”. Moim poprzednikiem był Bogdan Zdrojewski, a następcami – cały czas mówimy o podziemiu – Grzegorz Schetyna (używający pseudonimów „Mateusz Lewita” lub „Robert Synowiecki”) oraz Jacek Protasiewicz.

Z inicjatywy mojej oraz mojego Zarządu Uniwersyteckiego od końca roku 1985 i przez cały rok 1986 prowadziliśmy działania mające na celu odtworzenie struktur NZS na szczeblu krajowym. Zakończyły się one sukcesem: wspomnianego 10 stycznia 1987 roku w Warszawie spotkali się przedstawiciele sześciu ośrodków akademickich.

Reprezentowane były: Wrocław i Kraków – a więc miasta, w których zachowano ciągłość struktur NZS – ale również Warszawa (reprezentowana przez Politechnikę Warszawską), Górny Śląsk, Łódź i Radom.

Reprezentacja była w pewnej mierze przypadkowa, bo konspiracja miała swoje ograniczenia. Nie do wszystkich udało się dotrzeć, a przedstawiciele niektórych ośrodków z różnych powodów nie byli w stanie dojechać do stolicy.

Efektem tego II Zjazdu NZS (a pierwszego w podziemiu) było powołanie KKK, czyli Krajowej Komisji Koordynacyjnej. Po kilku miesiącach do jej prezydium weszły trzy osoby: Sławomir Onyszko (Kraków), Tomasz Ziemiński (Warszawa – Uniwersytet) oraz Ryszard Czarnecki (Wrocław).

Zjazd miał miejsce w prywatnym mieszkaniu na warszawskim Starym Mieście. A dokładnie: przy ulicy Brzozowej 10, w mieszkaniu numer 1. Dom ten wraz z sąsiednią „dwunastką” należał do Profesorskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, a mieszkanie było własnością mojej Mamy, śp. prof. Marii Bielińskiej-Czarneckiej.

Dom znajdował się – i nadal znajduje – na skarpie, zatem, aby znaleźć się w mieszkaniu numer 1, trzeba było zejść dwa i pół piętra w dół, co niektórych uczestników zjazdu mocno zdumiało.

W II Zjeździe uczestniczyło kilkanaście osób. Mieszkanie było obszerne, a na uczestnikach ogromne wrażenie robiło iście konspiracyjne przejście od drzwi wejściowych z przedpokoju do „sali obrad” przez korytarz ukryty za drzwiami imitującymi drzwi szafy!

Zgodnie z klasycznymi zasadami konspiracji mieszkanie miało dwa wyjścia: jedno – wspomniane już – na klatkę schodową, a drugie na taras. Z tarasu można było z kolei wejść schodami znajdującymi się na otwartej przestrzeni na ulicę Brzozową 12, a więc do budynku obok, albo też schodami w dół, już w samym budynku „dwunastki”, aż na ulicę Bugaj.

Można było również, w razie konieczności, przeskoczyć murek oddzielający budynek przy Brzozowej 10 od budynku przy ulicy Brzozowej 6/8. Skądinąd właśnie tam mieszkała niegdyś Pola Gojawiczyńska i tam napisała „Dziewczęta z Nowolipek”.

Możliwości ewentualnej ucieczki w przypadku wsypy były więc zagwarantowane, co zrobiło na uczestnikach zjazdu duże wrażenie. Oczywiście przy założeniu, że SB nie obstawiłaby owych dróg odwrotu...

A teraz o tytułowym fałszerstwie.

Były prezes IPN, doktor Jarosław Szarek, w swojej historii NZS podał, że II Zjazd Niezależnego Zrzeszenia Studentów odbył się rzekomo w jednym z akademików Politechniki Warszawskiej.

To nieprawda, ale nie jest to fałsz wynikający ze złej woli.

Dr Szarek zaczerpnął swoją wiedzę na ten temat z opracowania doktora Andrzeja Anusza – również dotyczącego historii NZS. Ten wcześniej błędnie podał takie informacje.

Całkiem niedawno ustaliłem, że doktor Anusz z kolei został wprowadzony w błąd przez członka mojego Zarządu NZS Uniwersytetu Wrocławskiego, Romana Kowalczyka, który przecież... w II Zjeździe w ogóle nie uczestniczył!

I oczywiście, ze względów konspiracyjnych, nie był poinformowany ani o tym, gdzie zjazd ma się odbyć, ani o tym, gdzie faktycznie się odbył.

Taka oto jest historia owego fałszerstwa, które narodziło się bez niczyjej złej woli.

Po latach jednak prawda zasługuje na to, aby wreszcie wydobyć ją spod korca...

Źródło: DoRzeczy.pl