Powstanie styczniowe. 160. rocznica wybuchu. Szaleństwo czy jedyne wyjście?
  • Anna SzczepańskaAutor:Anna Szczepańska

Powstanie styczniowe. 160. rocznica wybuchu. Szaleństwo czy jedyne wyjście?

Dodano: 8
Tadeusz Ajdukiewicz, "Scena z powstania styczniowego"
Tadeusz Ajdukiewicz, "Scena z powstania styczniowego" Źródło: Wikimedia Commons
Powstanie styczniowe to największe i najdłużej trwające powstanie. Wybuchło 22 stycznia 1863 roku i trwało ponad półtora roku. Przez polskie oddziały partyzanckie przewinęło się około 200 tysięcy ludzi. Upadek powstania zapoczątkował okrutne represje ze strony Rosji. Dlaczego powstanie styczniowe wybuchło? Czy istniejący wówczas w Europie układ sił dawał w ogóle nadzieję na zwycięstwo?

Powstanie styczniowe było kolejnym już zrywem niepodległościowym Polaków. Od 1795 roku Polska nie istniała, rozebrana przez trzy mocarstwa: Rosję, Austrię i Prusy. Na terenie zaboru rosyjskiego od 1815 roku istniało Królestwo Polskie, będące jednak pod władzą cara i cieszące się tylko umiarkowaną wolnością. Od lat za to istniały na terenie Polski koncepcje mówiące o tym, że niepodległość i suwerenność Polski zostanie wywalczona tylko wtedy, kiedy państwa zaborcze ruszą na wojnę przeciwko sobie. Wydawało się, w połowie wieku XIX, że tym konfliktem jest wojna krymska. Przeciwko Rosji wystąpiły Turcja, Francja, Anglia i Austria. Rosja została pokonana i w 1856 roku była mocno osłabiona.

Gra mocarstw

Sytuacja międzynarodowa w Europie dawała więc nadzieję wielu Polakom na polepszenie ich losu. W tym czasie (w roku 1861) Włosi zjednoczyli się i utworzyli jedno państwo. Nie wzięto jednak w Polsce pod uwagę jednej, zasadniczej rzeczy: Włosi mogli liczyć na przychylność Francji, z którą graniczyli. Ich zjednoczeniu sprzeciwiała się zaś wyłącznie Austria, dla której interesów powstanie państwa włoskiego stanowiło duży cios.

Sytuacja Polaków mogła wydawać się podobna, jednak polskie dążenia wolnościowe stały w sprzeczności z interesami aż trzech zaborców, a zarazem europejskich mocarstw. I choć Polska również miała poparcie Francji (Polska stanowiłaby strefę buforową pomiędzy Prusami, których obawiała się Francja, i Rosją), to Paryż znajdował się daleko od Warszawy; nie można było więc liczyć na to, iż Francuzi ruszą na pomoc powstańcom i ze względu na polski zryw przekroczą zbrojnie granicę z Prusami.

Jan Matejko, Polonia

Analizując ówczesną sytuację międzynarodową nie należy ponadto zapominać o postawie kolejnego z europejskich mocarstw, jakim była Wielka Brytania. Brytyjczycy mogli odnosić się do Polaków z życzliwością, co nie zmienia faktu, że z punktu widzenia Londynu niepodległa Polska stanowiła problem. Brytyjczycy nie chcieli, aby na ziemiach pomiędzy Prusami i Rosją odrodziło się duże, sprzymierzone z Francją państwo, gdyż to zakłóciłoby istniejący w Europie układ. Wielka Brytania dążyła bowiem za wszelką cenę do utrzymania równowagi sił na kontynencie.

Powstanie niepodległej Polski było zatem, w ówczesnym czasie, właściwie niemożliwe, choć zrozumienie tych zawiłości wydaje się prostsze z dzisiejszego punktu widzenia. W połowie XIX wieku szczegółów europejskiej dyplomacji oraz gry mocarstw mogli w pełni nie rozumieć liczni powstańcy przygotowujący się do styczniowego zrywu. Dla Polaków najistotniejszym problemem były wzmagające się represje oraz branka do wojska carskiego. Dla wielu Polaków powstanie stanowiło w pewnym sensie jedyną alternatywę wobec trwającej 25 lat służby w wojsku rosyjskim, co wiązało się bardzo często z wyjazdem na Daleki Wschód i walką (oraz umieraniem) za cara w czasie podbijania kolejnych terytoriów.

Wielkie nadzieje

Po wojnie krymskiej Rosja nie miała dobrej prasy na Zachodzie. Była prezentowana jako agresor, państwo, które uciska swoich poddanych. To oczywiście dawało Polakom nadzieje, że ich dążenia niepodległościowe spotkają się z dużo większą życzliwością, niż jeszcze kilka lat wcześniej.

Pieczęć okrągła z tarczą herbową z wizerunkiem Orła, Pogoni i Archanioła Michała ustanowiona w czasie powstania styczniowego

W 1856 roku w Kijowie powstał Związek Trojnicki, jedna z pierwszych organizacji niepodległościowych. W Petersburgu zawiązano Koło Oficerów Polskich, a w Warszawie organizowano się na uczelniach i w szkołach. Nastroje pośród inteligencji oraz na dworach były coraz bardziej bojowe. Wiele osób coraz chętniej i odważniej okazywało patriotyzm. Okazją do tego był m.in. pogrzeb Katarzyny ze Schraederów, wdowy po generale Józefie Sowińskim, który zginał w czasie powstania listopadowego. Była to największa manifestacja patriotyczna od 1831 roku. Kolejna miała miejsce 29 listopada 1860 roku w rocznicę wybuchu powstania listopadowego. W czasie marszu śpiewano pieśń „Boże, coś Polskę”. Wtedy też zmieniono słowa końcówki pieśni z: „Naszego Króla zachowaj nam Panie” na „Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie” (w takiej formie śpiewana jest wciąż w niektórych kościołach). Pochód Polaków został rozpędzony przez wojska carskie.

Sytuacja staje się napięta

Przygotowania do wybuchu powstania rozpoczęto już w 1859 roku. W 1861 roku utworzono w Genui, z poparciem rządu włoskiego, Polską Szkołę Wojskową, gdzie szkolili się ludzie mający później dowodzić w czasie powstania. Potajemne szkolenia wojskowe przeprowadzano także na uczelniach w większych miastach.

W tym czasie sytuacja w wielu częściach Królestwa Polskiego była coraz bardziej napięta. W czasie różnych demonstracji dochodziło do użycia broni palnej ze strony Rosjan. W lutym 1861 roku pięć osób zostało zabitych w czasie manifestacji na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. W kwietniu tego samego roku wojska rosyjskie ponownie otworzyły ogień do protestujących Polaków. Zginęło ponad sto osób, a wielu było rannych. Wieści o wydarzeniach w Warszawie szybko się rozchodziły. Coraz częściej dochodziło do starć z policją i wojskiem w innych miastach. W sierpniu Rosja ogłosiła stan wojenny w guberniach wileńskiej, grodzieńskiej i kowieńskiej, a 14 października stan wojenny został wprowadzony w całym Królestwie Polskim.

Pożegnanie i Powitanie powstańca (obraz Artura Grottgera)

Pomimo to już nazajutrz, czyli 15 października 1861 roku, Polacy zorganizowali uroczystości z okazji rocznicy śmierci Tadeusza Kościuszki. Zakończyły się one kolejnym pogromem i użyciem broni przez Rosjan, którzy wchodzili nawet zbrojnie do kościołów.

Sytuację na ziemiach polskich Petersburg starał się w jakiś sposób opanować (było to podyktowane także trudnościami, jakie w ostatnich latach spotykały Rosję na arenie międzynarodowej). Pod koniec stycznia 1862 roku car Aleksander II Romanow podjął decyzję o utworzeniu w Królestwie Polskim władz cywilnych. Określając granice reform stwierdzał jednak: „Ani konstytucji, ani armii polskiej; żadnej autonomii politycznej; duża autonomia administracyjna”. 22 maja 1862 roku car mianował swojego brata wielkiego księcia Konstantego Mikołajewicza namiestnikiem Królestwa Polskiego, zaś naczelnikiem rządu cywilnego został margrabia Aleksander Wielopolski.

Wielopolski postulował przeprowadzenie reform, które uspokoją Polaków. Przeczuwał, że jego rodacy szykują powstanie, któremu sam stanowczo się sprzeciwiał. Wielopolski planował osadzić siebie na czele polskiego „rządu”, niezależnego jednak tylko w teorii. Pomimo, że do tego nie doszło, Wielopolskiemu udało się przeforsować pewne zmiany, m.in. wprowadził na urzędy Polaków, starał się o nauczanie w szkołach w języku polskim i rozbudowę polskich szkół.

Wybuch powstania styczniowego

Tymczasem wśród Polaków „wytworzyły się” dwa obozy: „czerwoni”, którzy dążyli do wybuchu powstania oraz „biali”, którzy woleli odłożyć decyzję o powstaniu zbrojnym na bardziej korzystny czas i postulowali pracę organiczną.

O tym, że „czerwoni” szykują się do wystąpienia przeciwko carowi wiedziano. Wiedział o tym też Wielopolski, który postanowił spacyfikować ich zanim rozpoczną powstanie. Pomysłem na pozbycie się zbuntowanych Polaków była branka, czyli przymusowy pobór do wojska.

W „normalnych” latach branka miała zazwyczaj charakter losowy. Była to oczywiście zawsze tragedia dla całej rodziny. Do wojska rosyjskiego trafiało się na 25 lat, a jeżeli udało się w ogóle z wojska powrócić, to najczęściej w bardzo złej kondycji fizycznej. W 1863 roku branka miała mieć charakter planowy – przygotowano bowiem listy mężczyzn, którzy byli związani z „czerwonymi”. Ci mieli trafić do carskiej armii.

Aleksander Sochaczewski, Branka

„Przecieki” na temat branki pojawiły się jednak dość szybko. 3 stycznia 1863 roku Komitet Centralny Narodowy, składający się z Oskara Awejdego, Józefa Kajetana Janowskiego, Jana Maykowskiego, Zygmunta Padlewskiego oraz księdza Karola Mikoszewskiego zdecydował o wybuchu powstania w chwili, kiedy w Warszawie rozpocznie się branka. Nastąpiło to w nocy z 14 na 15 stycznia. Poza Warszawą zaplanowano ją na 25 stycznia.

Komitet Centralny Narodowy chciał ubiec wojska carskie. 22 stycznia 1863 roku wydano manifest, w którym Komitet ogłaszał się Tymczasowym Rządem Narodowym i wzywał Polaków do walki. Dokument ten nadawał prawa obywatelskie wszystkim mieszkańcom Polski, bez względu na wyznanie, narodowość i pochodzenie społeczne, znosił pańszczyznę i przyznawał chłopom na własność uprawianą przez nich ziemię. Był to, notabene, ważny w dziejach polskich dokument.

„Nikczemny rząd najezdniczy rozwścieklony oporem męczonej przezeń ofiary postanowił zadać jej cios stanowczy - porwać kilkadziesiąt tysięcy najdzielniejszych, najgorliwszych jej obrońców, oblec w nienawistny mundur moskiewski i pognać tysiące mil na wieczną nędzę i zatracenie. Młodzież polska poprzysięgła sobie »zrzucić przeklęte jarzmo lub zginąć«. Za nią więc narodzie polski, za nią! Po straszliwej hańbie niewoli, po niepojętych męczarniach ucisku, Centralny Narodowy Komitet, obecnie jedyny legalny Rząd twój Narodowy, wzywa cię na pole walki już ostatniej, na pole chwały zwycięstwa, które Ci da i przez imię Boga na niebie dać poprzysięga” – pisano w Manifeście.

Powstanie styczniowe rozpoczęło się. Trwało do października 1864 roku. W głównej mierze miało formę wojny partyzanckiej. W szeregach powstańczych walczyło, w różnych okresach, około 200 tysięcy osób, którzy starli się z Rosjanami w około tysiącu potyczkach i bitwach. Pierwszym dyktatorem powstania styczniowego był Ludwik Mierosławski, który na stanowisku tym wytrwał zaledwie miesiąc. Po nim dyktatorami zostali Marian Langiewicz i Romuald Traugutt. Ostatni z nich 5 sierpnia 1864 roku zginął na stokach Cytadeli warszawskiej zabity przez Rosjan, stając się smutnym symbolem całego powstania styczniowego.

Powstanie styczniowe zakończyło się klęską. Zginęło w nim około 20 tysięcy Polaków, kilkadziesiąt tysięcy zostało zesłanych na Syberię, wiele tysięcy wyemigrowało z kraju. Wszystkich Polaków dotknęły rosyjskie represje. Polska i Litwa pogrążyły się w żałobie, ogarnięte agresywną rusyfikacją.

„Sądząc z pozoru, po klęsce powstania sprawa polska dosięgła dna. Autonomia Królestwa uległa likwidacji, język polski wyrugowano ze szkół i urzędów, zamknięto Szkołę Główną. Ze sprawą polską przestano się liczyć na arenie międzynarodowej (...) Uwłaszczenie złamało w Królestwie hegemonię posiadającej szlachty (...) Pokonani przywódcy powstania głosili z podniesionym czołem, że wygrali sprawę, ponieważ uwłaszczyli chłopów” – pisał Stefan Kieniewicz.

Czy powstanie styczniowe miało sens? Odpowiedzi na to pytanie historycy szukają od lat. Na pewno łatwiej jest odpowiadać na nie dzisiaj, znając wszystkie jego konsekwencje, niż 160 lat temu, kiedy do zrywu się przygotowywano.

Czytaj też:
Powstanie styczniowe. Co wiesz o najdłużej trwającym polskim zrywie?
Czytaj też:
Diabelski proceder Sowietów. Deportacje Polaków do ZSRS – relacje świadków
Czytaj też:
Powstanie listopadowe. Wybuch powstania i wieczny dylemat: czy było warto

Źródło: DoRzeczy.pl
 8