Psy były nieodłącznym elementem represji w niemal każdym niemieckim obozie. Oswald Pohl, który od kwietnia 1942 r. kierował Głównym Urzędem Gospodarki i Administracji SS, jeszcze w tym samym miesiącu wystosował list do wszystkich komendantów obozów. Pisał w nim, że system dozoru musi zostać zróżnicowany poprzez wprowadzenie „posterunków konnych”, a przede wszystkim ma polegać na „wykorzystaniu psów stróżujących”. Jednak – jak pisze Jan Mohnhaupt w książce „Zwierzęta w Trzeciej Rzeszy” – „w tym momencie wojsko i policja już dawno się nimi posługują. W 1937 roku przełożony Pohla, Heinrich Himmler, wydał rozkaz zwiększenia stanu liczebnego psów policyjnych. Zgodnie z jego zarządzeniem Pohl stworzył własną formację szkolenia psów w obozie koncentracyjnym Sachsenhausen, na północ od Berlina”.
Mohnhaupt opisał m.in. historię Barry’ego, mieszańca bernardyna „wielkiego jak cielak” z obozu w Treblince. Na ogół „poczciwe zwierzę” zajmowało się wylegiwaniem w słońcu, a gdy podszedł do niego jakiś więzień, pies dawał się głaskać. Barry zamieniał się jednak w bestię w obecności swojego właściciela – esesmana Kurta Franza. „Gdy tylko Franz napotka więźnia, który nie zachowuje się zgodnie z jego oczekiwaniami, wystarczy, że powie: »Człowieku, bierz tego psa«, i Barry gryzie” – pisze Mohnhaupt.
Stefan Korboński, jeden z delegatów rządu RP na kraj, był nie tylko żołnierzem, konspiratorem i politykiem, lecz także beletrystą. W jednym ze swych opowiadań opisał historię owczarka niemieckiego, szkolonego przez esesmana do atakowania więźniów Treblinki i przegryzania im gardeł. Być może Barry był pierwowzorem „wilczura”, którego przewodnik został nazwany przez Korbońskiego Franzem Bauerem. Pies występujący w „Echach Treblinki” „był swego rodzaju znakomitością, gdyż wśród wilczurów obozowych wyróżniał się szczególnym instynktem morderczym i posiadał rekord zagryzionych więźniów”. Gdy któregoś dnia pies rzucił się na więźnia bez rozkazu danego mu przez esesmana, ten wpadł w szał i zaczął okładać szpicrutą warczące na niego zwierzę. To, że pies pokazał mu kły, było sygnałem dla Bauera, że dzieje się coś niedobrego.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
