Zabić katolików!

Zabić katolików!

Dodano: 1
Fragment okładki gazety "Bezbożnik" ukazującej się w ZSRS w 20-leciu międzywojennym, której celem była walka z Kościołem i obrzydzanie religii
Fragment okładki gazety "Bezbożnik" ukazującej się w ZSRS w 20-leciu międzywojennym, której celem była walka z Kościołem i obrzydzanie religii Źródło: Wikimedia Commons
W „zdrowej, robotniczo-chłopskiej tkance” sowieckiego społeczeństwa Kościół katolicki był ciałem jeszcze bardziej obcym i niebezpiecznym niż Cerkiew. Przede wszystkim dlatego, że podlegał Stolicy Apostolskiej, na którą Moskwa nie miała żadnego wpływu, a przy tym powiązany był bardzo mocno ze znienawidzoną „burżuazyjną” Polską.

Komitet kościelny przy parafii śś. Piotra i Pawła rozpadł się w kwietniu 1938 r., przy czym słowo „rozpad” w czasach wielkiej czystki rozumieć należało w sposób bardzo dosłowny. Aby parafia mogła istnieć dalej, trzeba było wybrać nowy komitet. Do takowego nikt jednak z mieszkających jeszcze w Moskwie katolików specjalnie się nie garnął. Mówiąc wprost, wszyscy bali się łagru, Łubianki, wyroku śmierci. Nielegalne zbiórki pieniędzy, nielegalna katecheza młodzieży, nielegalne leczenie chorych, nielegalne rozmowy na tematy religijne w domu. Katalog przewinień katolickich parafian był zaiste szeroki. „Nie będzie komitetu w przewidzianym terminie – zamkniemy kościół” – rzekł towarzysz Marjin, urzędnik z Mossowietu, czyli lokalnej „legislatywy”. Polska ambasada, myśląc naiwnie, że lokalna władza zamierza dochować określonych przez samą siebie terminów, skompletowała nowy komitet z własnych pracowników. Wręczono Mossowietowi odpowiednie pismo z listą nazwisk, ale urzędnicy i tak kościół zamknęli na głucho.

Potem było już regulaminowo: strącenie krzyża, zniszczenie ozdób, grabież, profanacje. Kościół śś. Piotra i Pawła miał stać się klubem dla niewidomych. Tak w lipcu 1938 r. zlikwidowano ostatnią polską katolicką świątynię w przedwojennych Sowietach.

Bolszewicy o katolikach

Z perspektywy bolszewickiej ideologii różnice między poszczególnymi wyznaniami chrześcijańskimi były mało istotne. Bolszewicy walczyli z religią jako taką. „Każdy ksiądz jest antyrewolucjonistą, każdy akt religijny jest antysowiecki, ktokolwiek idzie do kościoła, jest winny obrazy rewolucji i jej zasad”. „ZSRS jest pierwszym krajem w historii, który ogłosił nieubłaganą walkę z religią”. „Do dnia 1 maja 1937 r. na całym terytorium ZSRS nie powinno być ani jednego domu modlitwy i samo pojęcie boga winno być przekreślone, jako przeżytek średniowiecza, jako instrument ucisku mas robotniczych” – głosiła przedwojenna sowiecka prasa, nie rozróżniając między cerkwią, zborem czy kościołem. Bolszewicy najwięcej energii poświęcili oczywiście na walkę z prawosławiem i to prawosławie poniosło w tej walce największe straty wśród wszystkich wyznań – było w końcu najliczniejsze i najsilniej powiązane z obaloną carską władzą i tradycyjnym rosyjskim obyczajem.

W „zdrowej, robotniczo-chłopskiej tkance” sowieckiego społeczeństwa Kościół katolicki był jednak ciałem jeszcze bardziej obcym i niebezpiecznym niż Cerkiew. Przede wszystkim dlatego, że podlegał Stolicy Apostolskiej, na którą Moskwa nie miała żadnego wpływu, a przy tym powiązany był bardzo mocno ze znienawidzoną, „burżuazyjną” Polską.

Artykuł został opublikowany w 12/2023 wydaniu miesięcznika Historia Do Rzeczy.

Autor: Jakub Ostromęcki