Wandea – czyli o tym, jak Francuzi walczyli z Francuzami

Wandea – czyli o tym, jak Francuzi walczyli z Francuzami

Dodano: 
Obraz przedstawiający spalenie miejscowości Granville w Wandei. Autor: Jean-François Hue
Obraz przedstawiający spalenie miejscowości Granville w Wandei. Autor: Jean-François Hue Źródło: Wikimedia Commons
Wbrew propagandzie, rewolucja francuska nie była żadnym żywiołowym, oddolnym buntem mas. Jej organizatorzy byli zamożnymi i wykształconymi ludźmi. Efektem rewolucji miało być nowe społeczeństwo, utopijnie doskonałe. Dążąc do obalenia społecznej niesprawiedliwości, rewolucjoniści nie cofali się przed największą przemocą, gwałtem i terrorem.

Rewolucja francuska, w biegu wypadków, scentralizowała władzę w rękach jednego ugrupowania - jakobinów, stając się wzorem dla późniejszych totalitarnych systemów jednopartyjnych.

Na francuskiej prowincji i w Paryżu pod ostrzami gilotyn spadło ponad 15 tysięcy głów. Dokonywano egzekucji pod iluzorycznymi często oskarżeniami, a pod koniec wielkiego terroru nawet bez formalnego prawa do obrony.

Ale terror Wielkiej Rewolucji Francuskiej to nie tylko gilotyna. Pośród ofiar znalazła się cała zbuntowana prowincja
- Wandea, w której na mocy rozkazu rewolucyjne żołdactwo mordowało wszystkich mieszkańców bez wyjątku: dzieci, kobiety, mężczyzn.

Liczba ofiar wandejskiej rzezi wyniosła ponad 100 tysięcy. Było to pierwsze wielkie planowane ludobójstwo nowoczesnej Europy.

Do dziś historycy francuscy maja kłopoty z oszacowaniem liczby ofiar rewolucji także dlatego, ze w 1913 roku antymonarchiści zniszczyli część archiwów.

Poniższy tekst to fragment książki Andrzeja Ciska pt. „Wolność, równość, ludobójstwo. Kłamstwa i zbrodnie rewolucji francuskiej”, wyd. FRONDA.

Wandea. Jak Francuzi walczyli z Francuzami

Jedną z największych mądrości sztuki wojennej jest nie doprowadzić swego przeciwnika do rozpaczy.
Michel de Montaigne – francuski eseista

Gdy rząd gwałci prawa ludu, bunt jest dla narodu... najświętszym z praw i obowiązków.
Art. 35 „Deklaracji praw człowieka i obywatela” z 1795 r.

Nasz kraj, to nasza wiara, nasza ziemia, nasz król.
Charette de La Contrie – jeden z przywódców powstania w Wandei

Skóra ludzka ma konsystencję i jakość lepszą od koźlęcej.
Z ciał kobiecych jest bardziej miękka, ale mniej trwała.

Antoine Saint-Just w raporcie do Konwentu

„Bóg i Król” – symbol powstańców wandejskich

Wojny domowe są najbardziej okrutne ze wszystkich wojen. Prowadzą je bowiem nie regularne armie dowodzone przez oficerów wykształconych w wojennym rzemiośle, zimnych i emocjonalnie niezaangażowanych, lecz przypadkowi, samozwańczy przywódcy, wywodzący się na ogół z nizin społecznych i przepełnieni nienawiścią do otaczającego świata. Nie mając żadnego programu, żadnej wizji przyszłości, lubują się w dzikim szale mordowania. Nawet wojna secesyjna w USA, w latach sześćdziesiątych XIX wieku, odznaczała się wyjątkowym, jak na Amerykanów, okrucieństwem.

Z tą pieśnią wandejscy chłopi szli walczyć z „błękitnymi”, żołnierzami Armii Francuskiej i Gwardii Narodowej, niosącymi im na bagnetach posłanie Rewolucji „równości, wolności i braterstwa”, których nie chcieli.

Les bleus sont là, le canon gronde, Dites les gars avez vous peur (BIS)
Nous n’avons qu’une peur au monde: C’est d’offenser notre Seigneur (BIS)
Les bleus chez vous dansant la ronde Boiront le sang de votre coeur (BIS)
Nous n’avons qu’un espoir au monde, C’est le coeur de notre Seigneur Vos corps seront jetés à l’onde, Vos noms voués au déshonneur (BIS)
Nous n’avons qu’un honneur au monde C’est l’honneur de notre Seigneur Allons debout, le canon gronde, Partez les gars, soyez vainqueurs (BIS)
Nous n’avons qu’une gloire au monde, C’est la victoire du Seigneur (BIS)

(Oni już idą, huczą działa, chłopcy, azaliż nie strach wam? Jedna nam trwoga pozostała: ażeby nie ucierpiał Pan! Oni zatańczą śród wesela – pijani we krwi waszych ran.. Wybawi nas Krew, którą przelał Zbawiciel, Jezus Chrystus Pan! Hańbę zgotują waszym ciałom, honor i chwałę wydrą wam! Jedyną naszą czcią i chwałą Zbawiciel, Jezus Chrystus Pan! Chłopcy, huk armat się natężył, naprzód! Przeciwnik już u bram! My zwyciężymy, gdy zwycięży Zbawiciel, Jezus Chrystus Pan!)

A. Cisek, Wolność, równość, ludobójstwo. Kłamstwa i zbrodnie rewolucji francuskiej, wyd. FRONDA

Do niedawna większość historyków opisujących dzieje wojny domowej w Wandei – nawet ci, którzy starali się zająć obiektywne stanowisko – opowiadała się za scenariuszem, w którym podjudzone przez arystokrację i katolickich księży „ciemne masy” porwały za broń przeciwko Republice. Taki scenariusz stale powtarzano w ostatnich dwóch stuleciach z okazji innych rewolucji i za każdym razem okazywał się fałszywy. Inni historycy dopatrywali się przyczyn wybuchu powstania w wielowiekowym antagonizmie pomiędzy wsią i miastem. Marksistowscy historycy z uporem powtarzali, że naród, który stanął przeciwko Terrorowi jakobinów w obronie swej tożsamości, wiary i dziedzictwa, to były „ciemne masy”. Natomiast motłoch, który atakował Wersal, Tuileries i Pałac Zimowy, to były „masy ludowe”. Jakoś trudno było dojść do najbardziej oczywistego wniosku, że barbarzyństwo władz rewolucyjnej Francji było tak monstrualne, że nie trzeba było nikogo podjudzać. Wręcz przeciwnie. To „ciemne masy” uratowały honor Francji. Pokazały, że nie wszyscy Francuzi dali się zastraszyć i upodlić.

Powstanie w Wandei objęło nie tylko departament Vendée, ale także część departamentów: Deux-Sèvres, Maine-et-Loire i Loire-Atlantique. W końcowej fazie powstania, gdy pierwotne obszary rewolty zostały spacyfikowane i doszczętnie zniszczone, teatr działań wojennych przeniósł się do sąsiednich departamentów Normandii i Bretanii. W dalszym ciągu tego rozdziału cały ten obszar będzie skrótowo zwany Wandeą.

Wandeę zamieszkiwała ludność o poglądach konserwatywnych. Jednak Wandejczycy nie wykazali wrogości wobec nadchodzącej Rewolucji. Ich papiery akcesyjne Les cahiers de doléances niewiele różniły się od papierów z innych prowincji. Wandea należała do dwunastu prowincji, które w pierwszej turze wybrały najwięcej deputowanych. W większości dołączyli oni do frakcji jakobinów w Zgromadzeniu Narodowym. Wielu przyszłych przywódców antyrepublikańskiego powstania z nadzieją powitało zapowiedź głębokich zmian ustrojowych. „Ciemne masy” szybko jednak zorientowały się, że Rewolucja burzy ich dotychczasowe życie i niszczy odwieczne autorytety.

Obraz przedstawiający topienie ludności Wandei. Autor: Joseph Aubert

Przed Rewolucją, tak samo jak gdzie indziej we Francji, mniej więcej 40 procent ziemi w Wandei należało do szlachty, około 30 procent do chłopstwa, 10–20 procent do mieszczaństwa i 10 procent do Kościoła. Te ostatnie pochodziły z zapisów testamentowych miejscowych mieszkańców od początków chrześcijaństwa na tych terenach. Zapisy te w intencji darczyńców miały stanowić zaplecze materialne do utrzymania księży, zakonów i kościołów i miały też służyć do walki z ubóstwem, do utrzymania szkół i szpitali, co było domeną działalności Kościoła.

W listopadzie 1789 roku Zgromadzenie Narodowe uchwaliło konfiskatę dóbr kościelnych i wyemitowało asygnaty (papierowe pieniądze), za które można było nabywać te dobra. Tym jednym posunięciem otworzyły się nieograniczone możliwości niesłychanego bogacenia się skorumpowanych urzędników, jednocześnie pozbawiające społeczności lokalne środków do zaspokajania własnych potrzeb.

Rok później Zgromadzenie Narodowe wydało dekret o zaprzysiężeniu księży na wierność narodowi i uczynieniu z nich urzędników na państwowej pensji. Gdy papież Pius VI ekskomunikował zaprzysiężonych księży, w wielu parafiach ludność nie chciała wpuścić ich do kościołów. Księża ci w większości wypadków musieli być eskortowani przez Gwardię Narodową. Nie obyło się bez utarczek, a nawet masakry miejscowej ludności.

Na podobnym tle w sierpniu 1792 roku, w miasteczku Bressuire, doszło do gwałtownego starcia z nieuzbrojonymi parafianami, którzy nie chcieli dopuścić do eksmisji sióstr z pobliskiego klasztoru. Na miejscu zginęło około stu osób, a potem Gwardia Narodowa wymordowała większość z pięciuset wziętych do niewoli.

Henri de La Rochejacquelein w boju o Cholet. Autor obrazu: Paul-Émile Boutigny

Gwardia Narodowa składała się z najgorszych elementów, głównie młodych nicponi z dużych miast. Gdy miała przewagę, nie wahała się przed masakrą cywilnej ludności. Nienawidziła jej nie tylko miejscowa ludność. Regularne oddziały wojskowe miały ją w pogardzie.

Bezpośrednią przyczyną wybuchu powstania stał się dekret Zgromadzenia Narodowego z lutego 1793 roku, powołujący pod broń 300 tysięcy mężczyzn od osiemnastego do czterdziestego roku życia. Na departamenty objęte późniejszym powstaniem przypadało 20 tysięcy poborowych. Dekret ukazał się tuż przed rozpoczęciem prac wiosennych w polu i pozbawiał wieś siły roboczej. Branka obejmowała głównie chłopów, gdyż mieszkańcy miast pełnili różne funkcje administracyjne i tym samym nie podlegali poborowi. Nierzadko ci, którzy żadnych funkcji nie pełnili, byli wykupywani przez bogatych rodziców i krewnych albo zasilali szeregi Gwardii Narodowej.

Dekret o brance stanowił tylko przysłowiową kroplę, która przebrała miarkę. Chłopi byli już podminowani. W ich pamięci wciąż nie przebrzmiały echa masakry w Tuileries, uwięzienia rodziny królewskiej i niedawnej egzekucji króla. Hasła rewolucyjne były im obce. Nie chcieli też bezczynnie przyglądać się prześladowaniom księży, rabunkowi dóbr kościelnych i samowoli komisarzy z Paryża.

W Machecoul młodzi mężczyźni wezwani do poboru odmówili ciągnienia losów, więc oficer gwardii dał rozkaz otwarcia ognia. Młodzi odpowiedzieli siłą na siłę. W wyniku starcia zginęło około 600 republikanów, w tym 150 gwardzistów, a miasto dostało się w ręce zrewoltowanych chłopów i pozostało w nich przez kilka miesięcy. Podobna masakra republikanów miała miejsce w Noirmoutier. Od tego momentu nie było już odwrotu.

Na początku walczyli tylko chłopi, spontanicznie skupiając się wokół Jakuba Cathelineau. Ten młody domokrążca i ojciec sześciorga dzieci cieszył się powszechnym szacunkiem z powodu wyjątkowej prawości charakteru i głębokiej wiary. Zwano go „świętym z Andegawenii”.

Dopiero potem dołączyła szlachta, nierzadko zmuszona do tego postawą chłopów. Prawie wszyscy oficerowie arystokraci nie wierzyli w powodzenie powstania. Dołączyli do chłopów, gdyż wymagał tego ich honor. Wiedzieli, że zginą i istotnie ginęli na polach bitew bądź byli rozstrzeliwani natychmiast, gdy rannych schwytano po bitwie.

Cathelineau, ten prosty chłop, okazał się genialnym wodzem, chociaż w decydującym momencie zawiódł jako strateg. Jego autorytet uznali nawet zawodowi oficerowie arystokraci, podporządkowując się jego dowództwu. Czternastu oficerów szlacheckiego pochodzenia obwołało go wodzem Armii Katolickiej i Królewskiej. Wśród nich: Melchior de Bonchamps – zawodowy żołnierz służący niegdyś w Indiach, młodziutki Henri du Vergier hrabia de La Rochejaquelein, jego kuzyn markiz Joseph de Lescure, Maurice Gigost markiz d’Elbée, młody książę Antoine-Philippe de Talmont z potężnej rodziny de La Trémouïlle.

Połączone siły Wandejczyków w pierwszym okresie liczyły czterdzieści tysięcy piechurów, tysiąc dwustu jeźdźców uzbrojonych w zdobyczną broń i dwadzieścia cztery zdobyczne armaty. Na początku wojska Wandei odnosiły zwycięstwa nad niewielkimi garnizonami Gwardii Narodowej rozmieszczonymi w miastach, co pozwoliło im zaopatrzyć się w broń i amunicję. Potem zaczęły zwyciężać w polu, pokonując regularne oddziały armii republikańskiej. Chociaż działały tylko na własnym terenie, coraz bardziej zagrażały Republice.

Powstańcy byli zorganizowani w oddziały według przynależności do kościelnych parafii, a więc członkowie tej samej rodziny, przyjaciele i znajomi walczyli obok siebie. Na ogół jeden oddział liczył pięćdziesięciu mężczyzn. Dziewięć oddziałów tworzyło batalion z własnym białym sztandarem, ozdobionym trzema liliami Burbonów. Kobiety pełniły funkcje sanitariuszek i zaopatrzeniowców. Mali chłopcy byli doboszami i posłańcami.

Przeważająca część oddziałów walczyła bezpośrednio z „błękitnymi”, a pozostałe chroniły ludność cywilną. Zadziwiała szybkość i logika, z jaką zorganizowali się ci prości ludzie, niemający żadnego doświadczenia wojskowego. Oddziały porozumiewały się pomiędzy sobą za pomocą pozycji skrzydeł wiatraków według przyjętego kodu.

Do słabych stron Wandejczyków należał brak koordynacji pomiędzy walczącymi oddziałami i niewykorzystywanie zwycięstw. Zwykle po zwycięskiej bitwie masy chłopstwa wracały do domów, by „zmienić koszulę” lub wykonać niezbędne prace w polu.

Władze w Paryżu wysyłały przeciwko powstańcom coraz silniejsze oddziały, pod wodzą coraz lepszych generałów. Chłopi, chociaż gorzej uzbrojeni, niezdyscyplinowani i niewyćwiczeni, walczyli z ogromną determinacją. Nie strzelali salwami na rozkaz, lecz każdy wtedy, gdy uważał to za stosowne i zasypywali „błękitnych” nieustannym gradem kul. Przyzwyczajeni do polowań na dziką zwierzynę, najpierw dokładnie przymierzali się do celu i strzelali tylko wtedy, gdy mieli pewność trafienia. Prawie żadna kula Wandejczyka nie była zmarnowana. W odróżnieniu od przeciwników, których tak przerażał ich okrzyk bojowy Rembarre!!!, że strzelali na oślep. Zaraz potem zwalały się na ich rozproszone oddziały, na własną rękę wybierając słabe punkty „błękitnych”, po czym znikały w lasach. Niejednokrotnie zwodzili wrogów śpiewem własnej wersji Marsylianki. „Błękitni”, słysząc w oddali jej melodię, myśleli, że zbliżają się ich oddziały, a tymczasem atakowały ich luźne grupy uzbrojonego chłopstwa z paraliżującym okrzykiem Rembarre! (…)

Powyższy tekst to fragment książki Andrzeja Ciska pt. „Wolność, równość, ludobójstwo. Kłamstwa i zbrodnie rewolucji francuskiej”, wyd. FRONDA.

Czytaj też:
Wandea. Powstanie i ludobójstwo. Nierozliczona zbrodnia rewolucyjnej Francji
Czytaj też:
Maximilien de Robespierre. Krwawy przywódca rewolucji francuskiej
Czytaj też:
Edmund Burke. Przeciwko rewolucji oraz grzechom złudnego postępu

Źródło: DoRzeczy.pl / Wyd. FRONDA