Gdy bieda była zbrodnią
  • Łukasz CzarneckiAutor:Łukasz Czarnecki

Gdy bieda była zbrodnią

Dodano: 
Gustave Doré, "Wentworth Street", Londyn pod koniec XIX wieku
Gustave Doré, "Wentworth Street", Londyn pod koniec XIX wieku Źródło: Wikimedia Commons / Wellcome Images, CC BY-SA 4.0
U schyłku XIX w. Londyn był olśniewającą stolicą największego i najbogatszego imperium w dziejach ludzkości. Jednak za tą złotą fasadą kryła się przerażająca prawda: co trzeci Londyńczyk żył w skrajnym ubóstwie, wegetując w slumsach

Epoka wiktoriańska słusznie kojarzy się nam z narodzinami współczesnego świata, będącego nieodrodnym dzieckiem rewolucji przemysłowej. Publika uwielbia powieści historyczne i produkcje kostiumowe osadzone w tym właśnie okresie, a i ówczesna literatura jest wciąż chętnie czytana. Jednak piękne obrazy, którymi bombardują nas media, prezentują życie ułamka procenta ówczesnej populacji, do tego jeszcze mocno je koloryzując i usuwając z niego aspekty, które byłby zbyt szokujące dla szerokiego audytorium.

A przecież XIX-wieczna Anglia stała się sceną gwałtownego rozwarstwienia społecznego na skalę wcześniej nieznaną. Rozwój przemysłu i handlu oraz ekspansja kolonialna sprawiły, że do kieszeni zaangażowanych w nie elit płynął olbrzymi strumień pieniędzy. Pojawili się przemysłowcy budujący fabryki, w których pracę wykonywały maszyny, rozwijał się wielki biznes, a część tego bogactwa pozwalała też wygodnie żyć klasie średniej.

Jednak jego dystrybucja była dramatycznie nierówna. To, co nabijało kieszenie jednym, strącało w otchłań nędzy innych. Dobrym przykładem jest los angielskich tkaczy, których mechanizacja produkcji i zniesienie taks celnych na importowane tkaniny pozbawiły środków do życia, zamieniając względnie zamożnych dotychczas rzemieślników w nędzarzy.

Pauperyzacja dotykała coraz większych rzesz Brytyjczyków, aż w końcu dotychczasowy system wsparcia najuboższych, oparty na pomocy udzielanej im przez parafie, zaczął pękać w szwach. Jednak najgorsza była w tym wszystkim fundamentalna zmiana w postrzeganiu ubóstwa przez lepiej sytuowaną część społeczeństwa.

Umiłowanie brudu

Na początku XIX w. ogólny konsensus głosił, że biedacy nie różnią się niczym od reszty ludzkości, a ich niedola jest często skutkiem czynników zupełnie od nich niezależnych. Pomaganie nędzarzom postrzegano jako czyn godny chrześcijanina żyjącego wedle zasad Ewangelii. Jednakże w ciągu zaledwie 30 lat stare poglądy zostały porzucone. Opinia społeczna zaczęła odnosić się do ludzi z marginesu nawet nie tyle z pogardą, ile wręcz z wrogością. Dominować zaczęło przekonanie, że ludzie ubodzy sami sobie są winni, gdyż są zdegenerowani, leniwi i rozwięźli. Pomiędzy biedakami a klasami średnią i wyższą powstała przepaść.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu miesięcznika Historia Do Rzeczy.